Prześlij dalej:

Bez najmniejszych oporów użyłbym swojego ulubionego majstersztyku i w ogóle chętnie rozpłynąłbym się w zachwytach nad politycznym posunięciem Jarosława Kaczyńskiego, ale zamiast ornamentów chciałbym zwrócić uwagę na konstrukcję. Zawsze warto się odrobinę cofnąć, żeby spojrzeć na sprawy z dłuższej perspektywy. Miesięcznice smoleńskie dzieliłem i dzielę na potrzebne i niepotrzebne, a nawet szkodliwe politycznie – był taki etap. Potrzebne były w czasach mroku i złodziejstwa, kupczenia Polską, profanacji ofiar i śledztwa. Wówczas były więcej niż potrzebne, bez nich prawdopodobnie wielu spraw nie udałoby się poukładać, więc należy mówić o konieczności organizowania marszów smoleńskich.

Po wygranych wyborach prezydenckich i parlamentarnych, sens organizowania tych uroczystości spadł niemal do zera. Zwracało na to uwagę wielu zwolenników i polityków PiS, nie wyłączając aktywnych uczestników miesiącznic. Dość powszechną była opinia, że trzeba zorganizować ostatnią uroczystość przez Pałacem Prezydenckim, wypowiedzieć rytualne „zwyciężymy”, ale już w czasie teraźniejszym, i zamknąć ten etap politycznej walki. Stało się inaczej, marsze kontynuowano, głównie za sprawą osobistego zaangażowania Jarosława Kaczyńskiego i nacisków ze strony środowisk związanych z PiS, które były i są w Smoleńsk głęboko zaangażowane. Kaczyński emocjonalnie jest bardzo silnie związany z comiesięcznym rytuałem, ponadto zabrakło pomysłu na „zagospodarowanie” ludzkiej energii, która buduje ulubioną przez socjologów „wspólnotę”. Siłą inercji miesiącznice trwały, chociaż wyglądało to coraz dziwniej i przynosiło straty.

Nieustanne powtarzanie, że: „staną pomniki”, „poznamy prawdę”, „zwyciężymy”, męczyły nawet mnie, czyli gościa, który darzy Kaczyńskiego szacunkiem, sympatią i uważa za geniusza nie tylko polskiej polityki. Co się działo w głowach i sercach mniej zaangażowanych, obojętnych i przeciwników, wszyscy mięliśmy okazję obserwować – słabo było, bardzo słabo. Nową jakość i emocje uruchomiła najgłupsza na świecie opozycja i jej ubeckie bojówki. Miesiącznice znów nabrały sensu, przynajmniej na chwilę, bo wycofanie się pod naporem tłuszczy i szantażu byłoby po ludzku i politycznie odebrane jako prażaka. Wszystko prawda tylko, że zaczęło to kiepsko wyglądać, władza otoczona dwoma tysiącami policjantów, barierki, wkurzeni przechodnie, wynoszenie Frasyniuka, itd., itp. Adrenalina pracowała na górnym politycznym poziomie. Broń Boże nie chcę powtarzać za „ekspertami”, że to Białoruś i stan wojenny. Po prostu zrobiła się zadyma, która prócz sprzeciwu wobec agresji, przynosiła poważne straty, nie tylko wizerunkowe.

W badania sondażowe wierzy frajer, niemniej akurat w to, że około 80% Polaków ma dość miesięcznic nie ma powodu wątpić, skoro blisko połowa wyborców PiS ma takie same odczucia. Podobnych danych w polityce lekceważyć nie wolno. Istnieją sprawy, które się forsuje wbrew opinii publicznej, ale ta sprawa do takich nie należy. Kaczyński wie jak politycznie odpowiadać nastrojom społecznym i doskonale też wiedział, że musi znaleźć złoty środek, aby wyjść zwycięsko z ważnej bitwy. No i znalazł rozwiązanie pod każdym względem optymalne, a przy tym finezyjne! Spośród tysiąca rad i miliona doradców, nie znalazło się ani jedno tak proste i tak skuteczne rozstrzygnięcie. 96 miesiącznic, 96 ofiar, 8 rocznica, postawienie pomników, nowe ustalenia w śledztwie. Wszystko to razem zapowiedział lider PiS i zwiesił szczęki publice.

Jeden ruch załatwia sprawy na kilku poziomach. Kaczyński wychodzi z klinczu i zamyka pewien etap, który stał się kłopotliwy. Decyzja o zakończaniu miesiącznic nie pozostawia ludzi zaangażowanych w ważną sprawę smoleńską, ale obiecuje im nagrodę, ponadto odcina tlen najgorszemu sortowi, który i tak ledwo zipie. Najważniejsze zostawiłem jednak na koniec. Tak się jakoś cudownie składa, że kwiecień 2018 roku będzie jednym z ostatnich miesięcy przed gorącym finałem kampanii samorządowej. Wiadomym jest, że miesiącznice nie podobały się Polakom, a mieszkańcy Warszawy wpadali w irytację, niekoniecznie dlatego, że mieli lewackie poglądy polityczne. Na 1000% byłby to centralny element kampanii samorządowej, który przykryłby wszystkie inne ważne… taśmy, reformy, procesy, aresztowania. Jestem więcej niż pewien, że ten argument był dla Kaczyńskiego numerem jeden i pięknie całość rozegrał. Brawo!

6
12655 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

12 (liczba komentarzy)

  1. Pomysł, by zakończyć miesięcznie przy kolejnej 96, pojawił się na tym forum trzy miesiące temu. Zasugerował to Janusz49.

  2. Do tego chciałbym dodać, że "Tiger" to Volksdeutche i jest ambrozją dla "Obywateli RP". Amen!

  3. JK przy innych politykach ,intelektualnie jest jak piramida przy babce z piasku .
    Teraz trzeba mu życzyć dużo zdrowia .

  4. Od wczoraj zmieniłem ton i już nie mowię i piszę Jarek ale Pan Jarosław. Zeby tylko miał lepszą rękę do wybory swoich współpracowników, tego mu życzę z całego serca jak i sobie równiez.

  5. avatar

    Z tą lepszą ręką do współpracowników to od lat bardzo ciężko, podejrzewam, z jednego ważnego powodu. Prezes mierzy innych swoją miarą i dlatego zakłada, że jego współpracownicy to rozważni, twardzi, odporni i solidni ludzie. Problem w tym, że takich ludzi, a w szczególności polityków, jest coraz mniej przy zalewie ciamajd, konformistów, minimalistów, męskich pip w rurkach, innych ciepłych kluchów czy masowych produktów postSLDowskiej reformy edukacyjnej od czasów Handkego czy innych speców od urabiania mas jak Owsiak. 

  6. Tak jest. Polska ma większe problemy, jak miesięcznice. Nie chciałbym, by rozwścieczony Naród znów będzie wieszał możnych i purpuratów. Niech się strzegą, bo chyba myślą, że ich to nie dotyczy.

  7. Starczy już tych miesięcznic...

  8. Wreszcie jakieś, od dawna oczekiwane,. światło w tunelu 

  9. Kiedys (jak jeszcze zyl Prezydent Lech Kaczynski) moj amerykanski kolega powiedzial, ze : "wybitni bracia blizniacy stajacy sie slynnymi ludzmi (artystami, czy sportowcami) moze sie i zdarzaja, ale przypadek polskich blizniakow - wielkich politykow - Jaroslawa i Lecha Kaczynskich, to ewenement na skale swiatowa! Polacy powinni byc z tego powodu dumni." (...)

    "Ja jestem." - odpowiedzialem mu wtedy. 

     

    MK! Pozdrawiam i dziekuje za artykul. - Janusz 

  10. sposobów nieuczciwej dyskusji (dialektyki erystycznej) według Schopenhauera jest 32

    sposób 32:  ad personam: widząc, że przeciwnik jest mocniejszy, atakować go osobiście, obrażać lub w jakikolwiek sposób porzucać prawdziwy przedmiot sporu. Rzucać inwektywami – używanie słów obraźliwych wobec przeciwnika, np. "Ty i całe twoje stronnictwo jesteście przykładami chorej ambicji, przy maleńkich móżdżkach".

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Erystyka

    żyjemy w czasach, w których prawie codziennie odkrywa się i publikuje nowe fakty, nowe dokumenty, nowe nagrania, w których wczorajszy filantrop okazuje się złodziejem, wczorajszy bohater kapusiem, poseł zaprzańcem, mąż stanu zdrajcą...

    w świecie nie ma spraw zakończonych - tylko nie wszystkie są upublicznione lub do końca zbadane

    dlatego wolna dyskusja na bieżące - głównie bardzo niewygodne tamaty, która jest zakłócana inwektywami jest nie do akceptacji - na udokumentowany (zgodny z faktami) argument musi być przedstawiony wiarygodny kontrargumet

    czy mozemy na kontowersjach dyskusje prowadzić uczciwie i merytorycznie, czy skręcamy do poziomu trzepomózgów, palikociarni, niesiołowszczyzny... osłabiając i ośmieszając tym samym portal który współtworzymy z Gospodarzem Piotrkiem (lubiącym podobnie jak ja żur na zakwasie)?

     

     

  11. Bardzo Panu dziękuję za taki komentarz.

    Jestem pewny, że kierują mną czyste intencje (czego postronni nie muszą wiedzieć) oraz że sprawy które poruszam mają ogromną wagę dla polskiej przyszlości. Wśród nich dwie wydają mi się absolutnie kluczowe:

    1. prawda o 10.04.2010

    2. prawda o Anrtonim Macierewiczu.

    Obawiam się, że obydwie te sprawy są bardzo ściśle ze sobą powiązane.

     

  12. Off Topic;)

    Ostatni tekst Sciosa...warto przeczytac!