A kto umarł, ten socjaldemokrata

Prześlij dalej:

Donald Tusk oświadczył, że jest socjaldemokratą i zaczęły się sypać przypuszczenia z rozmaitych stron, co też najlepszy polityk wśród piłkarzy LZS miał na myśli. Język polityki jest jak język obcy, tego się trzeba po prostu nauczyć, bo w przeciwnym razie ani polityka nie zrozumiemy, ani się z nim nie dogadamy. Proszę wybaczyć śmiałość i jednocześnie być pewnym, że znam swoje miejsce w szeregu, ale gdy przeczytałem co ten i ów starszy kolega po fachu ma do napisania, trochę mi się zrobiło żenująco na duszy. Po co rozbierać na czynniki pierwsze najnowszą deklarację Tuska, która nie ma absolutnie nic wspólnego z językiem ludzkim, tylko pokazuje polityczną desperację zagubionego Donalda. Pan premier tysiąclecia równie dobrze mógł powiedzieć, że jest trochę księdzem albo satanistą, deklaracja nie ma najmniejszego znaczenia. Wrzucił w media socjaldemokratę, bo akurat tak mu pasowało, takie dobrał narzędzie, żeby zweryfikować nastroje, których kompletnie nie rozpoznaje. Komu Tusk podrzucił socjaldemokrację? Pierwsze skojarzenie biegnie do SLD i chociaż nie ma w tym błędu, to w hierarchii ważności SLD zamyka stawkę. Tusk wie mniej więcej tyle co ja i tak samo jak ja musi zgadywać o co w ogóle chodzi. Poszedł do radia i zarzucił wędkę, teraz czeka na pierwsze płotki i rekiny. Donald nie może tak po prostu odwiedzić paru miejsc i jak dawniej wyczuć co jest grane, złote czasy minęły. Z nikim Tusk nie rozmawia normalnie, bo odjęło mu ze strachu i samotności mowę, ale coś robić musi, żeby doholować się do jakiejś ciepłej posadki. Wywiad w „Polityce” i PR I dostarczył Donaldowi paru odpowiedzi, które wszyscy od dawna znają.

Partia PO odpowiedziała najboleśniej i wcale nie o to chodzi, że część towarzyszy odmówiła koalicji z SLD, ważne w jakim stylu doszło do sprzeciwu. Świeżo powołany minister Biernacki krótko powiedział NIE, ludzie od Schetyny krzyknęli tyle samo, Gowin nie zrobił żadnej niespodzianki. Bolesne i dosadne lekceważenie, najmniejszej dyplomacji i zwracam uwagę, że Donald musiał odwołać się do grubej medialnej rury, żeby zweryfikować swoją pozycję w partii. O czym to świadczy? Przemija nam i gaśnie dawny autokrata PO, stąd nerwowe obracanie się za siebie i zgadywanie, który tam za plecami ostrzy nóż. Wydawać by się mogło, że Donald przed wyborami partyjnymi powinien mieć poukładane wszystkie klocki, tymczasem on dopiero zaczął badać grunt i w dodatku bada nie mikroskopem w białych rękawiczkach, ale wchodzi z buciorami i kilofem, by przekopać partyjne poletko. Socjaldemokrata Tusk wybrał się na rekonesans do własnego ogródka i szybo się zorientował, że nadal wie tyle ile wiedział, reszty musi się domyślać jak wszyscy. Dalsze „zdobycze” Tuska też nie wyglądają okazale, socjaldemokratyczny greps zapewne miał sprawdzić, co na to media i opinia publiczna, ale spławik nawet nie drgnął. Media poszły w zupełnie innym kierunku, badają nastroje partyjne i nie zajmują się szansami powodzenia wymyślonej koalicji. Nikt poważny nie zająknął się nad sensacją, nikt się nie pali do wydawania opinii na ile zmiana koalicji odmieniłaby trendy sondażowe wraz z ogólnym marazmem. Eksperci dumają czemu ma służyć wrzucanie sensacji, a nie czym nam grozi koalicja PO SLD.

Kolejny obszar do weryfikacji to oczywiście koalicjant z PSL i tutaj również bez zmian. PSL ma swoje problemy i dowcipami Donalda się nie przejmuje. Jedynym głośnym odzewem z oczywistych powodów popisał się SLD, ale cóż to za zdobycz informacyjna, od miesięcy trąbi się w kuluarach, że Miller gotów Tuskowi kelnerować, byleby tylko dostać się do władzy od zaraz albo w następnej kadencji. Na szarym końcu pozostał elektorat, o którym Tusk coraz częściej zapomina prowadząc swoje partyjniackie małe gierki. Elektorat najprawdopodobniej poszedł takim tropem jak wspomniani przeze mnie starsi koledzy obserwujący scenę polityczną, czyli zastanawia się gdzie się podział Tusk liberał i kim on w końcu jest. U zawodowych obserwatorów podobne dylematy wyglądają nieco żałośnie, ale elektorat ma pełne prawo brać sprawy po łebkach i tak najpewniej desperacja Donalda zostanie zaksięgowana. Licząc z grubsza zyski i straty, po pierwszym sumowaniu widać wyraźnie, że Tusk przed i po „socjaldemokracji” jest w tym samym miejscu jeśli chodzi o potrzebną szefowi partii i rządu wiedzę. Natomiast na drabince popularności wśród wyborców, bez dwóch zdań spadł o parę szczebli. Słowem w doraźnej rozgrywce politycznej Tusk nie osiągnął nic, a słupki popularności pod ciężarem kolejnej wolty nadzianej prymitywnym ogłupianiem mas, ugną się do dołu.

Samotny Donald nie ma wyjścia, pozostało mu przy pomocy najbardziej wiernych mediów sprawdzać te wszystkie niewiadome, które usiłują rozwikłać pozostali uczestnicy i obserwatorzy sceny politycznej. Donald stracił przewagę, jaką miał przez prawie 6 lat, kiedy nikogo nie pytał, niczego nie weryfikował tylko publicznie upokarzał, dzielił i rządził wszystkim podmiotami. Socjaldemokracja miała służyć Tuskowi do złapania azymutu, ale Donald już tak się zaplątał, że drepcze w miejscu i o drogę pyta. Co najgorsze trzeba te wszystkie dziury jakimś cudem poklajstrować, bo i Andżela nie da rady podstawić stołka KE, jeśli Donald w Polsce stanie się kompletnym pośmiewiskiem. Tusk musi przetrwać rok w kondycji nie gorszej niż obecne ciche konanie, inaczej przepadnie w kraju i zagranicą. Stąd też te nerwowe badanie gruntu i kompletny paraliż, omijanie wszystkiego, co mogłoby wywołać głośny śmiech, słyszalny poza granicami Polski. Podpowiadanie Donaldowi, żeby się wziął i na przykład zdymisjonował Muchę, to zupełny brak zrozumienia w jakim stanie się Donald znajduje. On nic nie może, każdy ruch powoduje straty. Mucha jest potrzebna do wyborów partyjnych i do zachowania pozorów rządzenia, inne rewolucje zalatują jeszcze większym ryzykiem. Donald w tej chwili gra o honor na czas, nic więcej. Plan jest prosty – przetrwać rok, nie rzucając się w oczy, wybory w PO zorganizował tylko dlatego, że musi mieć jakiekolwiek zabezpieczenie na starość, a to ostania chwila, by sobie zapewnić 4 lata na fotelu szefa PO i klękać przed księdzem w intencji stołka szefa KE.

6
6378 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

5 (liczba komentarzy)

  1. obiecując wszystkim wszystko. Euro miało być już w 2011 roku, stocznie mieli uratowac katarscy inwestorzy, dla każdego coś miłego. I nagle okazało się, że na rewersie ma gołą dupę. Jeżeli w jego własnej partii tzw. "etos solidarnościowy" kontestuje jego ideowe deklaracje bezkarnie, to znaczy to, że agonia trwa w najlepsze.

  2. Nawet taki Wipler wzbudził większe, choć krótkie zainteresowanie niż sam najjaśniejszy Premier i jego słowa.
    Szkoda, że samo obalenie Tuska nic by nie dało, mogłoby nawet utrwalić stan bieżący.
    Trzeba rozpieprzyć wszystko aż do korzeni, ale kto i jak to zrobi zanim na jednego pracownika przypadnie trzech emerytów i ośmiu urzędników?
    Można nie zdażyc.

  3. to czlowiek Korwina.

  4. Czy Angela wie, ze z konserwatywno-liberalnego DONALD oglosil sie postepowo-socjalistycznym? Czy premier Rostowski dzwonil juz do kolegow socjalistow z Grecji i Hiszpanii o porady? co bedzie jesli opozycja demokratyczna zamiast chichrac sie na korytarzsch albo oburzac na wiecach, z powaga i szacunkiem przywita z trybuny sejmowej socjaldemokrate Tuska? i czy socjalista Tusk poprowadzi wyglodniale masy szturmem na siedzibe burzuazyjnego rzadu Tuska?

  5. Krzysztof Szczerski dla wPolityce.pl: Donald Tusk w niemieckim scenariuszu. Wygląda na to, że premier naprawdę uwierzył, że będzie niemieckim kandydatem na szefa KE
    Jaki stąd wniosek i zalecenie skierowane z Niemiec do Tuska? Jeśli chcesz dostać jakieś stanowisko w Brukseli musisz "otworzyć się na socjalistów". I Tusk właśnie to robi.