Założenia bazowe:
- Jarosław Kaczyński nadal jest człowiekiem inteligentnym i nie stracił możliwości prawidłowej oceny sytuacji w ostatnich miesiącach.
- Wśród wyborców PiS ok. 15% - 20%, to wcześniejsi wyborcy LPR i SO.
- Największy "potencjał" wyborczy w swojej historii PiS i jego przywódca mieli najprawdopodobniej zaraz po katastrofie Smoleńskiej w miesiącach kampanii prezydenckiej.
- Kluzik-Rostkowska, Jakubiak, Poncyliusz, Kowal a przede wszystkim Kamiński byli wcześniej i najprawdopodobniej cały czas są lojalni wobec swojego szefa J.Kaczyńskiego.
- Jarosław Kaczyński i ludzie z nim związani dążą do przejęcia władzy w naszym kraju i tym samym muszą tworzyć realne scenariusze realizacji tego planu.
- jak będziemy mili, rzeczowi, koncyliacyjni, to najprawdopodobniej stracimy poparcie tzw. elektoratu Radio-Maryjnego (RM), pełnego pretensji, roszczeń i spisków itd.
- natomiast jeśli będziemy starać się "zadowolić" elektorat RM, to nigdy nie odbierzemy PO poparcia tzw. elektoratu "umiarkowanego".
Bo wiadomo, że żeby mieć władzę, trzeba mieć w tym wypadku i jednych i drugich.
Chcąc zrealizować plan (odebranie władzy PO) , trzeba w pewnym sensie odtworzyć sytuację z wygranych wyborów 2005 roku. A jak to zrobić? -> trzeba mieć dwie partie: jedną tak odbieraną jak wtedy PiS a drugą jak LPR/SO. Tym samym w partii musi dojść do rozłamu.
- o całym scenariuszu musi wiedzieć tylko ścisłe, ograniczone grono ludzi - dla pozostałych musi to wyglądać na rzeczywisty konflikt, inaczej w ściemę nikt nie uwierzy,
- rozłam musi być wiarygodny na tyle, żeby ludzie uwierzyli w "nową jakość" i odcięcie od PiS nowej partii, i przestali darzyć poparciem rządzącą PO i poszli za nową partią.
- dodatkowo, żeby wyborcy odeszli od PO do nowego ugrupowania musi im się ono (to nowe) wydawać takim lepszym PO. Generalnie w dniu wyborów wielu wyborców nie powinno widzieć dużej różnicy pomiędzy jednymi a drugimi. W takiej sytuacji traci PO jako partia rządząca.

