Część I
Do roku 1980 pracodawcą było państwo. Związki zawodowe, a jakże, istniały i nazywały się CRZZ.
CRZZ zrzeszała Zakładowe Związki Zawodowe i należała do Światowej Federacji Związków Zawodowych.
Zadaniem ZZ było istnieć. Nie musiały bronić ludzi pracy, bo krzywda im się nie działa. Przeciwnie było nad wyraz fajnie. Nie było bezrobocia, każdy jeździł na wczasy, dzieci na kolonie (wystarczy posłuchać wspomnień wielu z tych, którzy wtedy żyli). Wprawdzie czekało się na mieszkania, telefony a samochody były dobrem luksusowym, ale cóż to było wobec aktywnego działania ZZ na rzecz ludzi pracy : jak organizowanie wypoczynku dla pracowników tzn urlopów, wycieczek, grzybobrań, obozów sportowo-wycieczkowych itp . Od siebie dodam, że zaopatrywały również pracowników w ziemniaki i cebulę na zimę !!
Później przekazano w zarząd CRZZ cały majątek ruchomy i nieruchomy towarzystw prowadzących dotychczas ogródki działkowe To było bardzo postępowe, proszę sobie tylko wyobrazić : to były jakieś reakcyjne stowarzyszenia powstałe w wyniku jakże podejrzanej inicjatywy obywateli! Ale to jeszcze nic :
Na mocy dekretu z dnia 10 listopada 1954 "o przejęciu przez związki zawodowe zadań w dziedzinie wykonywania ustaw o ochronie, bezpieczeństwie i higienie pracy oraz sprawowania inspekcji pracy" przekazano Związkom zawodowym zakres działania Ministra i Opieki Społecznej w dziedzinie wykonywania ustaw o ochronie, bezpieczeństwie i higienie pracy oraz w dziedzinie inspekcji pracy. Tym samym inspektorzy pracy stali się częścią struktur związkowych. Jednym słowem, kto zaszurał związkom, nie miał życia.
Tak, państwo było dobrym pracodawcą. Każdy obywatel dokładał do wspólnej puli swoją pracę (chyba, że był bumelantem), wypracowane środki zbierało państwo od każdego według jego możliwości, potem wypłacając w postaci pensji i różnych przydziałów każdemu według potrzeb.
Coś jednak nie klapowało, bo co jakiś czas okazywało się, że nie można różnych rzeczy nastarczyć. Że wspomnę tylko o artykułach spożywczych, ze szczególnym uwzględnieniem mięsa, a także brakowało papieru toaletowego czy sznurka do snopowiązałek. Gospodarka była, przypomnę, planowa.
Lud pracujący się burzył, nieraz krew się polała, ale potem wyschło, (skumbrie w tomacie) kiedy zbiorowy organizm jakim była partia, usuwał jedne chore komórki zastępując je innymi, zdrowymi jak się wydawało na razie.
Te przemówienia, ten entuzjazm. Wystarczy przypomnieć wielki wiec z 1956 roku:
http://www.youtube.com/watch?v=miPCD5pwvVM&feature=related
Albo „pomożecie?’ http://www.youtube.com/watch?v=tD651uQqV2k
Tak, jednak ten idealny pracodawca, jakkolwiek dbał o pracowników, czyli robił to, czego i teraz od pracodawcy się oczekuje, nie radził sobie z prowadzeniem biznesu.
Kolejne próby podejmowane niestety wykazywały ciągle i nieodmiennie, że tak jest. Ile razy jeszcze należy powtórzyć doświadczenie, aby przekonać się, że się nie da?
Ile lat upłynie i ile pokoleń życie zmarnuje?
Solidarność była związkiem zawodowym pracowników PRL. Nie fasadowym jak CRZZ, tylko powstałym z potrzeby. 21 postulatów ugodziło w pracodawcę tak, że się zlikwidował. Warto je jeszcze raz przeczytać pod tym właśnie kątem:
Wydaje się, że był to jedyny sposób na demontaż komuny. Udało się, bo za dużo ludzi (10 mln to nie tylko Wybrzeże, to cały kraj), za dużo łączności ze światem, za bardzo nagłośnione.
Część II
Można się zastanawiać, czy pierwsze było jajko czy kura, ale na pytanie czy pierwszy i ważniejszy jest pracodawca czy pracownik odpowiedź jest tylko jedna : pracodawca, a ściślej biorąc prowadzący działalność.
„Musimy sobie jasno powiedzieć, że pomyślność narodów wyrasta z pracy, że praca nie jest czymś, co można traktować jako koszt, który należy redukować” Jarosław Kaczyński przemówienie na zjeździe Solidarności
Kurcze, ale wyrąbał. Pomyślność narodów wyrasta z pracy, ale przez kogoś zorganizowanej. Prawidłowo i efektywnie. Krótko mówiąc produkcja to inżynier a nie robotnik. Bo po pierwsze trzeba umieć, a po drugie ma się opłacić. PRL też organizowała i planowała, tylko że nieprawidłowo i nieefektywnie. Bo nawet jak umiałeś, to nie miałeś manewru albo za wysiłek dostawałeś kopa a nie kasę.
„Musimy pamiętać o tym, że prawa pracownicze, umowa o pracę, ubezpieczenia, prawa wolnych związków zawodowych są taką samą częścią naszej cywilizacji, jak np. spółka akcyjna czy spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, jak akcja, giełda - instytucje, które zdołały stworzyć współczesny kapitalizm i gigantyczny sukces gospodarczy ludzkości w ciągu ostatnich dwóch wieków. Że to jest całość naszej cywilizacji, że kto podnosi rękę na tę instytucję, ten kopie grób tej całości, na którą składa się demokracja, wolny rynek i właśnie prawa pracownicze” Jarosław Kaczyński przemówienie na zjeździe Solidarności.
To jest testament ś†p Lecha, profesora od prawa pracy? Po jakiemu to i o co chodzi? Czy to jest tylko ukłon w stronę Związku Zawodowego, czy to jest obietnica? No to trzeba uważać. Związek zawodowy pokonał komunę to i z Jarosławem Kaczyńskim sobie w razie czego poradzi. Jeśli zaś to była szczera obietnica, to lepiej nie myśleć, co z gospodarką.
Byłam i pracodawcą i pracownikiem. Wiem, że ludek prowadzący działalność to nie są przyjemniaczki. Że są skąpi, patrzą tylko za zyskiem, gotowi w każdej chwili oszukać, a na pewno wykorzystać te zapisy umowy, które są wydrukowane najdrobniejszym drukiem i nie zapłacić albo zapłacić później.
Zawsze tak będzie, chyba że warunki się ustabilizują, kiedy będzie widać, że nie potrzeba szukać sposobów na ucieczkę z pieniędzmi, wtedy, gdy zobaczą, że niektórzy robią lepszy interes gdy dobrali sobie fachowy personel i dobrze go opłacają. Tylko, że to nie Związek Zawodowy Solidarność ustabilizuje. Ich zadaniem jest bronić ludzi pracy przed pazernością pracodawcy.
Dlatego Jarosław Kaczyński – nigdy.

