Matka Kurka - blog



share

W moim ulubionym programie „Drugie śniadanie mistrzów”, gdzie zbiera się kwiat PRL na zaproszenie byłego redaktora naczelnego „Playboya”, padły słowa, które powinny wypełnić wszystkie prawicowe nagłówki. Prowadzący Meller w samo południe powiedział wprost: „Olejmy tych ich Żołnierzy Wyklętych”. Żeby było „śmieszniej” to chamstwo i arogancja typowa dla resortowego dziecka nie stała się sensacją ani na chwilę. Mało kto się tym podniecał, dopóki nie zareagował poseł Tarczyński.

Z posłem Tarczyńskim nie łączy mnie absolutnie nic poza tym, że parę razy publicznie nazwałem go pajacem i zdania nie zmieniam, ale kompletnie nie obchodzi mnie „riposta” na słowa bezczelnego prymitywa, któremu zawsze i wszystko uchodzi na sucho. Zdaję sobie sprawę, że ludzie mają normalne życie i niekoniecznie muszą śledzić to, co się dzieje w mediach i w Internecie, dlatego przytoczę krótką i wirtualną wymianę zdań. Marcin Meller powiedział tak:



share

Staram się unikać jak ognia tak zwanej „obyczajówki”, bo to tematy dla plotkarskich portali i ideologicznych biuletynów, ale tym razem problem jest szerszy i bardzo dobrze znany. Za wstęp do rozważań i końcowych wniosków przyjmę jednak zjawisko przeciwne. Od wielu lat wbija się Polakom do głów, że krzyż chrześcijański, a nie daj Boże katolicki, to symbol „zawłaszczający przestrzeń publiczną”, do niedawna podobnie było z symbolami narodowymi. Jestem w tej nietypowej sytuacji, że jako ateista i przeciwnik wycierania sobie buzi „Bogiem, honorem i Ojczyzną” na każdym kroku, mogę ocenić zjawisko z pozycji potencjalnie zagrożonego.



share

Starzy polityczni wyżeracze nie podniecają się jak nastolatki pierwszą randką, ale są niczym doświadczony małżonek z kilkudziesięcioletnim stażem, który na pamięć i bez słów wie, co współmałżonek knuje. Wczorajsza sekwencja politycznych zdarzeń w odniesieniu do rocznicy wybuchu II Wojny Światowej i corocznych obchodów na Westerplatte wskazuje, że Adamowicz dał się złapać jak nastolatka. Całkowicie błędna jest diagnoza, że to „Budyń” rozpętał medialną zadymę. Nic podobnego zadyma zaczęła się od pełnej oburzenia wypowiedzi Mariusza Błaszczaka.

Strony