Prześlij dalej:

Minęło 7 lat od tragedii w Smoleńsku, mamy rok rządów PiS, które w tej tragedii straciło najwięcej i po tym czasie po eterze krążą kolejne analizy ścieżek i kursów, winy pilotów i państwa zdającego egzamin. Nie są to jednak analizy dotyczące PO i Smoleńska, ale czwartego z rzędu wypadku samochodowego z udziałem najwyższych przedstawicieli państwa zarządzanego przez PiS. Kolejno z życiem uszli: Prezydent, Premier, minister MON i jeszcze raz Premier. We wszystkich czterech przypadkach, zawsze mieliśmy do czynienia z nadzwyczajnymi okolicznościami, winą osób trzecich i w tle pojawiały się bujne ekspertyzy zamachowe. Po tej czarnej serii wydarzeń rodem z republiki bananowej wielu nie ma dość i dalej powtarza brednie o zorganizowanym spisku na życie polityków PiS. Beze mnie, mogę wspierać i wspieram, co dobre, ale patologii i idiotyzmu firmował nie będę.

Nie liczę na żadne rzeczowe wyjaśnienie najnowszego wypadku, sprawa nie jest drogowa, ale polityczna, każdy właśnie szyje sobie parasol i już zaczęło się klasyczne polowanie na winnego, który nie ma nic wspólnego z żadnym resortem. Sam zebrałem dane, które są pewne i mnie to wystarczy, aby stwierdzić, że to co się dzieje nie jest żadnym przypadkiem, ale czystą głupotą i totalnym brakiem elementarnej odpowiedzialności.

Trasa kolumny przebiegała pomiędzy dwoma rondami, jak widać mamy tu zaledwie 550 metrów.

ronda.PNG

Od ronda na Powstańców Śląskich do ulicy Orzeszkowej, gdzie skręcało Seicento mamy 220 metrów.

orzeszkowej.PNG

W tym miejscu warto zdemontować kłamstwo numer jeden. Kolumna nie mogła rozwinąć dużej prędkości, bo na tym odcinku nie było na to miejsca. Osiągi Audi 8 Security, którym jechała Premier:

audi.PNG

Z całą pewnością znajdzie się zaraz 120 fizyków, którzy udowodnią, że Audi z 435 KM pod maską, góra do 20 km/h mogło się rozpędzić, ale każdy handlarz samochodów bez szkoły wie, że taka fura ma 100 km/h na liczniku zanim przejedzie 100 metrów, a tu było 220 metrów. I to jedna rzecz. Przy 50 km/h na godzinę, tak wygląda PANCERNE Audi, po zderzeniu z drzewem?

drzewo.PNG

Omijając kłamstwo jedziemy dalej. Jak piszą w protokołach policjanci „w miejscu zdarzenia” mamy skrzyżowanie. Wiemy, że Seicento jechało pierwsze i że chciało skręcić w boczną uliczkę. Zakładamy najgorszy możliwy scenariusz. Kierowca nie włącza kierunkowskazu, jak blondynka albo dziadek z Alzheimerem. No to skąd ten biedny zawodowy BOR-owiec mógł wiedzieć, że on skręci? Każdy taksówkarz, kurier i dostarczyciel pizzy 1000 razy widział na drodze takie zachowanie i doskonale wie, czego się może spodziewać przy podobnych manewrach. Aby skręcić pod kątem 90 stopni Seicento MUSIAŁO hamować i zwalniać do zera, a skoro hamowało to zapalały się światła stopu.

Co robi PILOT BOR widząc zwalniające auto klasy Seicento przed skrzyżowaniem, w których to autach najczęściej poruszają się emeryci, kobiety i początkujący kierowcy? Wyprzedza na podwójnej ciągłej przed skrzyżowaniem wiedząc, że taki sam manewr za nim musi wykonać jeszcze dwóch kolegów, aby zachować ciągłość kolumny. Jakie jest tłumaczenie oficjalnych czynników i tych, którzy słusznie nie mogą darować Smoleńska? Straszne! Prawidłowo na sygnałach jechała kolumna, a tu jakiś zamachowiec, 21 letni esbek samobójca wjeżdża pod koła, bo jak on mógł nie zauważyć kolumny? Po pierwsze tylko ktoś niespełna rozumu przyjmie takie wyjaśnienie, zwykły kierowca wie, że na drodze można się spodziewać wszystkiego, dziecka wyskakującego zza autobusu, psa, sekretarki wójta, która poprawia makijaż, ale to jeszcze mało.

Kierowca Seicento, który prawdopodobnie spowodował pierwszy wypadek w życiu i od razu taki na całą Polskę, w zeznaniach mógł się posypać jak domek z kart i w szoku przyznać się do wszystkiego. Według pierwszych komunikatów powiedział mniej więcej coś takiego. Przepuściłem auto uprzywilejowane i myślałem, że jest tylko to jedno, nie zauważyłem kolumny i sygnałów po nim. Nie tylko taki młody kierowca, ale i niejeden doświadczony, by się pogubił. Kolumna wygląda tak:

kolumna.jpg

Mamy auto pilotujące, auto VIP-a w środku i auto, które jedzie za VIP-em. Proszę teraz zwrócić uwagę jak te samochody wyglądają. Otóż auta ochraniające mają koguty i sygnały, jak Policja, Pogotowie, Straż i tak dalej. Auto Pani Premier jest gołe jak niemowlę. Czas na kłamstwo numer dwa. Kierowca nie popatrzył w lusterko przed skrętem. Bzdura! Było ciemno koguty w takich warunkach robią dyskotekę i tego nie da się nie widzieć, zwłaszcza, że zawsze się ma w tyle głowy, czy to przypadkiem mandatu i punktów nie będzie. Młody w Seicento nie mógł nie widzieć pilota BOR i zresztą tak zeznał, że przepuścił auto uprzywilejowane, a potem zaczął skręcać w lewo, bo…. zobaczył w lusterku najzwyklejsze „z wyglądu” Audi, żadnych świateł i syren.

drzewo.PNG

Krótko mówiąc pilot kolumny zamiast ochraniać VIP-a, wystawił najważniejsze auto w kolumnie na spotkania z Seicento. Jedziemy dalej. „Od miejsca zdarzenia” do miejsca gdzie zaczyna się rozjazd przed kolejnym rondem mamy 180 metrów. Powtórzę 180 metrów do rozjazdu, przed którym oczywiście trzeba zwolnić, aby bezpiecznie pokonać rondo.

drugie rondo.PNG

Pytanie? Jaki sens miał ten brawurowy manewr na 180 metrów przed kolejnym rondem, czyli kolejnym zwalnianiem całej kolumny? Żaden, najmniejszego sensu w tym nie ma, poza „kur..a, mamy koguty i sygnały, klamkę za pasem i nam wolno”.

Podsumujmy chu..a, dupę, kamieni kupę i Seicento. Kolumna z Premier Polski ma do pokonania 550 metrów, które z prawidłową prędkością 50 km/h „robi się” w 40 sekund, z nieprawidłową np. 100 km/h w 20 sekund. Premier nie jechała na porodówkę, czy na spotkanie kryzysowe, ale do domu na kolację. Domyślam się, że tę trasę ci sami kierowcy pokonywali nie pierwszy raz, a jeśli nawet to chyba jest w Audi nawigacja, która podpowiada odległości? Gdyby i to nie działało, to są znaki informujące o skrzyżowaniach i rondach. Kolumna jedzie z nieznaną nam prędkością, przejeżdża 220 metrów, pilot widzi skrzyżowanie, widzi zwalniające Seicento i przez sekundę nie myśli jak się zachowa kierowca, daje klakson pedał do dechy i mija na podwójnej ciągłej, zostawiając za sobą kolegę w samochodzie VIP.

Kierowca VIP-a widząc tę samą sytuację na drodze robi dokładnie to samo, ale już nie ma czasu i miejsca, bo Seicento zaczyna skręcać. Jak się zachowuje? Jak dziadek jadący na działkę, usiłuje nie zarysować błotnika i odbija w lewo na drzewo. Co słyszę od „państwa” i twardogłowych? „Ratował życie chłopakowi, bo jeszcze by w GW napisali". Totalna bzdura i skrajana głupota, to nie była „czołówka", Seicento prawie stało i trafione w lewy bok po prostu by się odbiło, co zresztą miało miejsce. Jednak najważniejsze jest to, że kierowca VIP-a jest od ratowania życia, ale najważniejszych osób w państwie, nie wizerunku partii PiS w komercyjnych mediach. Zawsze i wszędzie taki kierowca ma myśleć tylko o jednym, chronić życie osób, które przewozi i nie patrzeć na nic innego, tego się ich uczy na pierwszej lekcji. I na koniec tradycyjne „gdyby”.

Gdyby to na przestrzeni kilkunastu miesięcy PO doprowadziła do wypadku: Prezydenta na A4, kolizji z udziałem Premier w Izraelu, przepychanki w samolocie startującym z Londynu, wypadku ministra MON i w końcu wypadku Premier Polski, która w dodatku latała helikopterem od szpitala do szpitala, z międzylądowaniem na tankowanie, to co? No to z całą pewnością wszyscy, którzy krzyczeli Smoleńsk, Smoleńsk, powtórzyliby to, co krzyczą dziś. Esbecy nie takie numery robią! Niczym bumerang wraca stara jak świat zasada. Największym zagrożeniem dla PiS nie jest esbecja, KOD i media, ale sam PiS i jego ślepi na fakty wyborcy, którzy kibicują sprawom słusznym, ale też sprawom kompromitującym na pograniczu życia i śmierci.

6
61197 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

61 (liczba komentarzy)

  1. Żeby z dzisiejszych słownych przepychanek wyszły jakieś pożytki, to mam taki pomysł: kursy na prawo jazdy powinny zawierać z 10 godzin jazdy na trenażerach. A na nich "atrakcje": wyskok sarny na szosie z prawej na lewą, jelenia z lewej na prawą, łoś biegnący na czołówkę, wyprzedzanie przez nieprawidłowo jadącą kolumnę uprzywilejowaną, wyjazd kolumny uprzywilejowanej z drogi podporządkowanej, wyjazd wozu straży pożarnej z remizy na pas po drugiej stronie remizy, poślizg na szosie na łuku w warunkach zimowych - i wiele innych atrakcji, które mogą się przytrafić w realu. Wszystko podlane efektami tłuczonych szyb, krwi, dźwięków zderzeń. Egzamin na trenażerze obowiązkowy jak jazda. Wielu z nas mogłoby się to przydać.

  2. Nioo, niezłe science fiction ...

  3. Ale zgodzisz się, że im więcej krwi na trenażerach, tym niej na drogach? Jazda praktyczna na kursach to przeważnie kilkanaście godzin nudy. Na trenażerze "atrakcja" może być co minutę.

  4. Noo, się zgodzę ... Ale skąd na to pieniądze? Jak by taki pomysł miał być zrealizowany, to znając życie tu i teraz w Polsce, ile kurs na prawo jazdy by kosztował? Może trzeba by brać kredyt w banku na taki kurs ...

  5. Nie musi to być drogie - masówka jest duża (dużo kursantów). Plus godziny dla posiadających prawko w wersji "nie  ma policji i fotoradarów" - wielu mocno by się zdziwiło wynikami swojej jazdy, kiedy w wiosce sołeckiej ze szkoły wyszły by dzieci, albo "trzeźwy" inaczej wyjechałby z lasu na prostej drodze gminnej. Albo gdyby spotkali by się z manewrem bliskiej mi osoby na autostradzie - owa osoba na dwupasowej autostradzie zjechała z prawego pasa na lewy, bo dość szybko zbliżał się z tyłu autobus.

  6. avatar

    Wrednick, kiedyś, ładne już lata temu czytałam, że ponoć były takie plany co do kursów na prawo jazdy - uderzenie w tekturową ścianę przy prędkości 50 km/h i jazda na płycie poślizgowej. W sumie nie trzeba krwi, trzeba włożyć do rozumu, że działające siły są ogromne i niszczące, takie dwa doświadczenie by mogły dużo zmienić. Huk zderzenia już jest przeraźliwy i warto tego doświadczyć. Ale nic się z tym nie zadziało.

    Z drugiej strony - w którym kraju obowiązuje kurs na prawo jazdy z kaskaderką? Ja nie wiem o żadnym. Prowadzenie samochodu jest zadaniem dla przeciętnego człowieka wykonalnym, o bezpieczeństwie jazdy stanowi kodeks drogowy, stan dróg, stan oznaczenia dróg, stan pojazdów i stan psychiczny. Co do stanu psychicznego, świadomość, że auto to jest sprzęt użytkowy a nie przedłużenie penisa jest trudne do wbicia w niejeden łeb, a wbijaniu tego w łeb może służyć tylko nieuchronna i dotkliwa kara za wykroczenia. Nie mandat 200 zł dla kierowcy BMW, a zabranie prawa jazdy na 3 miesiące już na miejscu wykroczenia, bez wyjątków.

    W Kalifornii prawo jazdy to nie jest "prawo" tylko "przywilej" nadany po spełnieniu określonych wymagań i trwa tak długo, jak wymagania są spełniane. Przy przekroczeniu prędkości o 25 mile na godzinę (40 km) kierowcę z pobocza drogi wiozą od razu do aresztu bez zadawania pytań... Podobnie za DUI (driving under influence), po pijaku. Potem przychodzi mandat, kilkaset dolarów, potem jest sąd, może być więzienie, i odebranie prawa jazdy, typowo na rok. Ludzie jeżdża tu na rowerach i są dwa ich rodzaje. Jedni mają sportowe ubrania i oni dla zdrowia pedałują. Drudzy mają koszyki na rowerach zamontowane i to są ci z zawieszonym prawem jazdy, co próbują dojechać do sklepów po zakupy i dostać się do pracy.

  7. Co do zasad panujących w innych krajach, w tym w Kaliforni, jestem za tym, aby i unas je stosować - widok kierowcy rowera z koszyczkiem z pewnością działa na wyobraźnię. Jeśli chodzi o naukę jazdy kaskaderskiej - o niczym takim nie pisałem - tylko o możliwych sytuacjach na drogach, takich z życia wziętych.

    I tak trochę z boku - w Polsce żaden taki restrykcyjny przepis nie przejdzie - Polacy to jednak (nie bójmy się tego powiedzieć) zupełnie inna mentalność (charakterologia narodowa) - każdy rząd (partia), która wprowadzi tak restrykcyjne przepisy przegrywa w cuglach wszelkie wybory, choćby dawała 1500+ i darmowe mieszkanie na dodatek. Natomiast nie jest uchwalane prawo, oczekiwane społecznie, że mandaty płaci się w zależności od swoich dochodów (dobrze zarabiający posłowie wszelkiej maści mają tu antybodźca osobistego). Np. za średniej kategorii wykroczenie drogowe 1% zeszłorocznych czystych dochodów. Zarobiłeś 50.000 - płacisz 500 zł, zarobiłeś 150.000 - płacisz 1.500 zł. Plus ustalone progi minimalne dla tych, którzy mają czysty PIT (albo od wartości auta), niepracująca żona płaci z PITu męża.

  8. avatar

    Fizyka mówi, że do 100km/h samochód rozpędzałby się na 104,2m, ale ze startu zatrzymanego, więc rzeczywiście to nie jest żaden argument.

    Niestey nie mogą się zgodzić z Autorem, że stan samochodu udowadnia nadmierną prędkość.

    PANCERNA limuzyna ma wzmocnione poszycia i szyby, zabazpieszczające przed przestrzeleniem z mniejszych kalibrów, wzmocnienia kabiny pasazerskiej i podłogi chronią też przed drobnymi ładunkami. Powoduje to znaczne zwiększenie masy samochodu, co przy zderzeniu z nieruchomą przeszkodą zwiększ zakres deformacji stref zgoniotu (podużnice przednie, maska, błotniki, ...) Gdyby samochód był sztywno opancerzony tak jak pojazdy bojowe, to ważyłby >6ton, a przy uderzeniu 50km/h w drzewo z pasażerów zostałaby miazga.

    Wystarczy porównać zdjęcia  w Internecie z testów zderzeniowych (50 km/h)  z nieruchomą przeszkodą test NCAP audiA6

    z fot. samochodu BOR , żeby ocenić reaną prędkość. Jeżeli ktoś pamięta wypadek ks. Diany, to proszę zobaczyś co zostało z jej limuzyny po uderzeniu w beton, i jaka była wtedy prędkość. (z góry przepraszam za żródło) wypadek księżnej Diany

    Odrębna sprawa to kompetencje 1 i 2 kierowcy. O ile moiżna uważać, żę pierwszy samochód nie powinien hamować przed potencjalną pułapką, to 2 zachował się jak Kazio omijający kota na gołoledzi. (Nie mam nic przeciwkoi zwierzętom, ale piszę o naturalnych odruchach).  Zgadzam się z tezą Autora, że prawdopodobieństwo zrobienia poważnej krzywdy przy takim ustawieniu aut było nieporównalnie mniejsze niż skutki uderzenia w drzewo - przecież są urazy u pasażerów !!! Sytuacja pokazuje, że struktury naszego Państwa zostały rozłożone a nowa ekipa działa nieporadnie, podejmujęc wiele działań metodą chybił-trafił. Niestety PiS-owi nikt nie dyktuje numerków, jakie trzeba skreślić żeby wygrać,

  9. Hołduję zasadzie Fafika: "uciekać wstyd, ale zdrowo". Niektórzy domagają się, by borowcy taranowali zagrażające im pojazdy, czyli te wypakowane materiałami wybuchowymi także... głupota nie boli, a skuteczność ataków terrorystycznych wzrośnie. Kolejny wypadek kolumny rządowej świadczy o tym, że procedury poruszania się po drogach nie są dostosowane do warunków komunikacyjnych w Polsce i to wszystko. Nawet dzięcioł wie, że nie "poszaleje" wśród gałęzi gęstego lasu.

  10. Mnie zaczyna zastanawiać - 1. czy w tym Audi nie zadziałały poduszki powietrzne? Widziałem i na "żywo" i na zdjęciach nowoczesne samochody po kraksach, zawsze były prawie "wypełnione" poduszkami powietrznymi, a tu nic w tym Audi? Uszkodzone czy wyłączone, że nie wystrzeliły? 2. Rzacznil prasowy był łaskaw powiedzieć, że Beata Szydło "... doznała pewnych obrażeń ponieważ była przypięta pasami ..." - kpi czy robi z ludzi idiotów - od zarania swojego zaistnienia pasy bezpieczeństwa były po to, aby zapobiec obrażeniom ... no ale w tym przpadku było na odwrót, według rzecznika rządu. 3. Obrażenia jakich doznał kierowca, połamane obie nogi i złamana miednica, jak dla mnie jasno mówią - nie miał zapiętych pasów ... 4. Z tego wnoszę, że tak samo "dogłębnie wyjaśnią i wyciągną" wnioski z tego wypadku jak "wyjaśnili i wyciągneli wnioski" z wypadku samochodu prezydenta Andrzeja Dudy ... A już absolutnym szczytem bezczelności jest twierdzenie że "... kolumna poruszała się prawidłowo ..." , "... że kierowcy samochodów zachowali się prawidłowo ..."  jak wydalił z siebie pełniący obowiązki szefa BOR. No jasne ... przekroczenie podwójnej ciągłej linii należy do "standardowej procedury" zachowań prawidłowych kierowcy prowadzącego pojazd mechaniczny po drodze publicznej...

  11. Ja tylko dodam, że kolumna jechała z Krakowa, a więc najprawdopodobniej - po najkrótszej drodze - przez oba poprzedzające zdarzenie ronda - prosto. Wiem z własnego doświadczenia, że na tych rondach przy małym ruchu mozna śmignąć prosto bez specjalnego zwalniania nawet cywilnym autkiem. Niekoniecznie nawet dobrym. Więc - jak dla mnie, znającego ten teren - było możliwe że jechali szybciej. Aczkolwiek, po około 100 metrach od drugiego ronda (czyli mniej więcej 100m od wypadku) jest jeszcze jedna wysepka na środku drogi. Pytanie: czy przypadkiem ten pierwszy z Borowików nie przeleciał sobie poza nią, bo takie rzeczy też im się zdarzają ?

    Co do rozmiarów uszkodzeń - po to są strefy zgniotu w takich autach, aby wraz z silnikiem i skrzynią przejęły część energii podczas uderzenia. To jednak powinieneś wiedzieć Piotrze. Opancerza się najczęściej kabiny, szyby i podłogi.

    I jeszcze jedno - mieszanie wypadku kolumny Pani Premier w Izraelu z tym piątkowym jest trochę nie na miejscu. Tam nie było BOR-owików w samochodach.

    Z resztą zgadzam się w całej rozciągłości. 

  12. Strony