Szkodliwi idioci trzymają sztamę z resortowymi dziećmi

Prześlij dalej:

Każdy człowiek ma swój własny katalog rzeczy irytujących, w moim zbiorze poczesne miejsce zajmuje tandetne moralizatorstwo. W ramach tej kategorii jak ognia unikam wszelkich kazań dotyczących baranków bożych, które zdaniem szkodliwych idiotów całkiem niewinnie idą na rzeź. Na okładce „Resortowych dzieci” widzę tylko i wyłącznie takie twarze, które na żadną litość nie zasługują, powiem więcej, wbrew wszelkim molarnym tandeciarzom, tych ludzi należałoby usunąć z tak zwanej przestrzeni publicznej wszelkimi możliwymi metodami, a granicą jest przemoc fizyczna. Gdyby mi złota rybka, wedle życzenia, przekazała instrukcję na cios nokautujący wielopokoleniowy resort, dołączając informację, że znokautowani mają żony, mężów, dzieci i chore matki, zmachałbym się według wskazówek i bez najmniejszego zastanowienia posłał na dechy wszystkich razem i każdego z osobna. Komu się wydaje, że w pojedynku z takim marginesem, jak ukołysane przez esbeków pokolenie karierowiczów i cyników, da się zachować wrażliwość, niech wie, że żadne z nich żonami, dziećmi i chorymi matkami nigdy się nie przejmowało. Bardzo efektownie brzmią te wszystkie manifesty moralne, że tak się nie godzi, że musimy okazać człowieczeństwo, że jest czymś obrzydliwym pisać o rodzinie i oczywiście w finale nieśmiertelne hasło: „dzieci nie odpowiadają za grzechy rodziców”. Odpowiadają i to prawie w każdej kulturze, w każdej cywilizacji, a już w judeochrześcijańskiej na pewno. Niemieckie dzieci ponosiły odpowiedzialność za grzechy rodziców przez pół wieku, dopóki nie zaczęło się relatywizowanie win. Pięćdziesiąt lat co najmniej dwa niemieckie pokolenia były stawiane na baczność z powodu zbrodni, których dopuścili się „ich dziadkowie, babki, matki i ojcowie”. Nie zdarzyło się przez półwiecze, by którekolwiek z dzieci grzesznych rodziców zrobiło karierę nie odcinając się od zbrodni rodziców.

W Polsce mamy do czynienia z czymś niewyobrażalnym, bo kariera jest robiona dokładnie odwrotnie. Fakt, że pochodzi się z rodziny komunistycznych zbrodniarzy albo co najmniej jadło się obiadki w domach totalitarnych funkcjonariuszy, nie tylko w niczym nie przeszkadza, ale wręcz stanowi doskonały życiowy start. Dalej jest jeszcze bardziej paranoicznie, dzieci grzesznych rodziców tuż po rozpoczęciu kariery deklarują, że totalitaryzm rodziców nie był taki zły, a one same są ofiarami, ponieważ atakuje się je z nienawiści i zawiści, czyli kompletnie za nic. Moralny bajzel na kółkach, który do spółki ciągną cyniczni karierowicze i szkodliwi idioci. Resortowe dzieci dostały się na szczyt kariery z jednego powodu, którym jest dziedzictwo postaw i zachowań, ale też korzystanie z układu koneksji trwającego od czasu karier ich dziadków i rodziców. Traktowanie tych „bidulek” jako ofiary krzywdzących publikacji, jest czymś nie tylko kompletnie idiotycznym, ale też po prostu nikczemnym. Jak okiem sięgnąć i jakiego by GPS-a nie włączyć, nawet za dawną żelazną kurtyną nie znajdziemy takich fenomenów, jak trzech kolejnych prezydentów, którzy albo byli komunistycznymi zbrodniarzami i funkcjonariuszami albo komunistycznymi donosicielami. Nie ma drugiego takiego kraju, w którym szefowie dwóch największych telewizji komercyjnych, w komplecie byli esbeckimi współpracownikami. Trudno znaleźć drugi taki kraj, w którym byli komunistyczni dygnitarze ciągle są przedstawiani jako eksperci i twórcy nowych kierunków politycznych, co więcej pokazuje się ich jako obrońców europejskiej demokracji.

Zbiór powyższych patologii jest możliwy do wypełnienia, w tak imponującej liczbie, właśnie dlatego, że z jednej strony dzieci nie odpowiadają, ale kontynuują grzechy rodziców, a z drugiej strony szkodliwi idioci uprawiają tanie moralizatorstwo. Żadnych szans na moralność, normalność i uczciwą konkurencję nie ma i nie będzie dopóki to wielopokoleniowe, przesiąknięte komunizmem towarzystwo nie zostanie społecznie sprowadzone do właściwego poziomu – marginesu. Czy te biedulki są winne, że mama, tata, dziadek i babcia uczestniczyli w bandyckim systemie? Nie, temu nie są winni, ale winni są przejęcia schedy, winni są z powodu szemranych karier załatwianych na zapleczu komunizmu i przede wszystkim wini są temu, że inaczej nie potrafią, dlatego robią wszystko, aby nic się nie zmieniło. Im się absolutnie nic nie należy, tym bardziej nie należy im się litość i humanitaryzm. Każdą podłość resortowe dzieci są zdolne popełnić i popełniają bez zastanowienia. Dlatego gdy widzę albo czytam szkodliwych idiotów, którzy nawołują do frajerskiego humanitaryzmu wobec dziedzicznej patologii, mam ochotę wrzucić idiotów do tego samego wora, w którym tkwią resortowe dzieci. Idioci biadolą, a na zapleczu drugie i trzecie pokolenie mentalnych komunistów pisze pozew. Poskarżą się w nim na rozpowszechnianie prawdy, która jest „naganna moralnie” i „nie do przyjęcia w normalnym życiu publicznym”. Czemuś biedny? Boś głupi! Czemuś głupi? Boś biedny! Żadnej litości dla kliki wielopokoleniowej i żadnego sentymentu przy tępieniu idiotów. Taką mam propozycję przynajmniej dla jednego pokolenia, żeby odrobić straty po trzech pokoleniach resortowego zdziczenia.

6
33568 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

60 (liczba komentarzy)

  1. avatar

    To są pozory, grzeszni byli zawsze, ale tradycji nie odpuszczają, właśnie dlatego, że w czasch "cielca" świecili gołymi dupami w Egipcie, a od czasów Mojżesza żyją z obracania dolarem i euro. Gdyby w Polsce były tylko takie odstępstwa od tradycji, bylibyśmy na drugim miejscu, zaraz po Żydach, a jesteśmy 100 lat za Ugandą. Żydzi mają tę cudowną włąściwość, że obojetnie w co wierzą i jak bardzo są postępowi do gniazda Mojżesza nie robią. U nich parktycznie nie istnieje coś takiego jak walka z obrzezaniem, czy innym zabobonem, co najwyżej jakiś szmonces rzucą do czasu do czasu. W Polsce krzyż atakuje przestrzeń publiczną i nawet karp stał się powodem do wstydu, bo jakoś taki mało rytualny ten ubój.

  2. avatar

    Parch: choroba zakaźna ludzi i zwierząt wywołana przez mikroskopijne, pasożytnicze grzyby chorobotwórcze.

    Chodzi mi o a-biologiczny(?) stan mózgu obywateli byłych demoludów. Wszystkich, w zasadzie, obywateli.

  3. avatar

    Mam jedną gorącą prośbę do "historyków", którzy nagle odkryli nową kategorię patriotyczną "uczciwy budowniczy PRL z Armii Krajowej, bo kochający PiS". Zobaczę jeszcze jeden taki komentarz i pomimo świątecznej atmosfery wypier...m "historyka" z Portalu na zbity pysk. Jest granica sympatii politycznej, za którą kończy się moja wyrozumiałość. Dla mnie nie nazwiska i szyldy są przedmiotem kultu, ale rozum i rozumne oddzielanie ziarna od plewy. Na grząskim gruncie to sobie można czarcią zapadkę, a nie fundament zbudować.

  4. Mam lepszą propozycję. Wydaje mi się, ze najjbardziej prawdopodobny jest zupełnie inny scenariusz:

    - zaangazowanie ojca otworzyło przed bracmi potecjalne mozliwości i lepiej ustawiło  w życiu,
    - szczęsliwie ich poglady i kręgosłupy ukształtowała mama.

    Myslę, że taka opcja ma mocne podstawy psychologiczne i znajduje potwierdzenie w wielokrotnie demonstrowanym przez obu braci przywiazaniu do matk ii braku wyraźnych odwołań do osoby ojca.

    Moze nie warto dmuchać w ten sam balon co Palikot i towarzysz od ruskiej pozyczki.

  5. avatar

    Mnie nie interesuje psychologia i wychowanie Kaczyńskich, bo to jest wtórne do idiotyzmu lasowanego z powodu jednego Rajmunda, który nagle pokazuje, że na WULM można było sobie uczciwie dorobić, a dowódcy AK dostawali medale od Gomułki. Granica fanatyzmu politycznego, w tych przypadkach jest tak przesunięta, że w żadne dyskusje wdawał się nie będę. Natomiast uwagi pod tytułem "wchodzenie w buty Palikota" pierwszy i ostatni raz traktuję jako przejęzyczenie. Kto chce i umie czytać, ten odczyta oczywistości, które napisałem z poszanowaniem dla rozumu i faktów:

    1) Gówno mnie obchodzi jak się nazywał były Akowiec, który zamiast na Rakowieckiej wylądował w apartamencie na Żoliborzu, zamiast na nodze od stołka, usiadł dupą na kierowniczej posadce, zamiast "wakacji" na Mokotowie miał szkolenia w imperialnych krajach. Wiem jedno, że takie kariery w latach 50-tych zdarzały się tylko i wyłącznie wybranym Akowcom. I gdyby ten Akowiec nazywał się Tusk, całe to pier...e wywracające historię do góry nogami nie tylko nie miałoby miejsca, ale nikomu z gorliwych "obrońców prawdy" nie przyszło by do głowy. Ponieważ Akowiec nazywał się Kaczyński, nagle znalazły się ciotki, wujkowie i kuzyni, wszyscy byli w AK, wszyscy mieli paszporty i wszyscy pracowali na umowę o dzieło w WULM. Kur..a, żyć nie umierać w tym PRL za czasów Bieruta i Gomułki, za komuny było lepiej. I w dupach i w łbach się niektórym przewraca ze strachu, żeby nie dostać wpie..l "od swoich".

    2) Napisałem drukowanymi literami, że nie widzę nikogo w tej chwili poza Kaczyńskim, który ten bajzel jest w stanie zmienić. A gdy uznam inaczej to tym samy sposobem to zakomunikuję. Nie widzę żadnej analogii postaw w przeszłości Rajmunda i teraźniejszości Kaczyńskich, który debil tego nie rozumie, niech wypi...a na portal dla innych debili. Nikt tu mnie nie będzie musztrował z politycznej lojalności, przy pomocy fanatyzmu i idiotyzmu. Za swoje pisanie płacę swoją cenę i nie życzę sobie na moim portalu pieprzenia od rzeczy, ani kretyńskich uwag, za które w porządnym towarzystwie dostaje się w mordę.

    Koniec tematu.

  6. W moim krótkim wpisie w ogóle nie odnosiłem sie do przeszłości i osoby p.Rajmunda Kaczyńskiego. Nie mam zadnej wiedzy na ten temat i w dobrej wierze podzielam Pańską opinię.
    Odniosłem natomiast wrażenie, że dyskusja pod Pańskim wpisem, bez Pańskiej intencji, nieuchronnie prowadzi Pana na pozycje bliskie wymienionym przeze mnie towarzyszom.
    Dlatego zaproponowałem wytłumaczenie, które pozwala na przecięcie takiej dyskusji.
    Moze nie miałem racji, ale Pańskie uwagi nt. mojej inteligecji wiecej mówia o Panu niż o mnie, dlatego uznaję, że dał się Pan ponieść emocjom..
    Pozdrawiam,

  7. OK. Znam reguły. Być może jestem zaślepiony, ale na szczęście nie ślepy. Niech ci będzie, jest willa, jest kariera i jest Krzyż. La Boga, Krzyż! W twoim zero jedynkowym widzeniu historii z tamtego okresu - tym wybili zęby, tamtym strzelili w potylicę w piwnicy, bo byli niezłomni, a tamci z kolei choć byli w AK, to jednak po wojnie przeżyli i co gorsza jakoś funkcjonowali, widzę małą rysę. Podam przykład życiorysu, oczywiście nie jest to jakiś ścisły wzór, ale rzuca światło na tamten okres.  Paweł Jasienica, fragmenty biogramu:
    "Od jesieni 1944 po dezercji z LWP służył w 5 Wileńskiej Brygadzie AK, gdzie był od lipca (dokładny dzień nie ustalony) 1945 adiutantem dowódcy brygady Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”
    2 lipca 1948 roku, podczas akcji likwidacji grupy wileńskiej został aresztowany przez komunistyczny Urząd Bezpieczeństwa Publicznego. Wolność odzyskał dzięki interwencji Bolesława Piaseckiego.
    Od grudnia 1959 jeden z wiceprezesów Związku Literatów Polskich. Był działaczem i ostatnim prezesem Klubu Krzywego Koła (1962). Publikował m.in. na łamach tygodnika „Świat”."

    W naszej wymianie zdań, w mojej niezgodzie na powielanie kłamstw, dwie rzeczy uznaję za warte obrony, chocćby kosztem wyrzucenia z tego miejsca. Rajmund Kaczyński nie był członkiem PZPR, żoliborska willa jest łgarstwem. A ty bierzesz udział w powielaniu tych kłamstw.
    Wyciąłeś opinię "młodego wykrztałconego", zmoderowałeś moją z Tobą dyskusję. Warto było?
    Na tym ma polegać wymiana opinii, że moje argumenty klasyfikujesz jako wzięte z CV ciotki, a na swoje nie masz "kwitów"? Teraz zamilknę, bo nie chcę pisać tego co czuję widząc to spustoszenie postmoderacyjne na Twoim Blogu.

    Jeśli masz wyobraźnię, to sobie wyobraź, że jarKacz był pasażerem tutki 10.04.2010. I wyobraź sobie jeszcze o czym byś dzisiaj pisał. Myślę, że napisanie o dwóch ruskich cwelach nawet do głowy by ci nie przyszło.

  8. avatar

    Nigdzie nie napisałem, że Rajmund był w PZPR, napisałem, że nie zarzucam Kaczyńskiemu kariery z powodu ojca w PZPR, tyle chyba umiesz przeczytać. Kaczyński szkolił pezetpeerowskie kadry i to jest fakt, miał z tego profity w rozmaitej postaci i to jest drugi fakt. Czy był w PZPR dowiemy się tak samo, jak to, czy Michnik miał kolorowy TV w celi. To jest mało ważne, czy był, czy nie był, ważne kto mu i za co płacił. Dostawał pensje za wykłady dla młodych kadr z PZPR i lepiej, żeby siedział w PZPR za darmo. Co do wilii to ja nie ma żadnych problemów, żeby odszczekać willę w latach 50-tych, nie było jej, przepraszam, był apartament 80m2 na tym samym Żoliborzu, willa przyszła dopiero w stanie wojennym. Natomiast jeśli te różnice lokalowe są tak niebotycznym łgarstwem, to czym jest Twoja bajeczka o bohaterach z AK uczciwie wykładających na WULM? Czy Ty w ogóle słyszysz co pierdol.,sz od dwóch dni? Nikt tu nie żąda od Rajmunda i innych Akowców, aby wszyscy skończyli na Łączce, ale gdy się mówi o różnych losach i postawach, to trzeba zachować rozum, a nie legitymację partyjną. Rajmund Kaczyński w latach 50-tych i późniejszych był najłagodniej mówiąc koniunkturalistą, pezetpeerowskim nauczyciele, na pewno nie przeszkadzał komunie, a w mojej ocenie wspierał ją. W tym czasie inni Akowcy umierali w mękach, jeszcze inni jakoś w strachu klepali biedę, wszystko ma swoje miejsca, swój czas i swoją historię. Mnie do szewskiej pasji doprowadza pisanie nowych życiorysów, pod zamówienie polityczne, bo to jest głupota pomieszana z pogardą dla ludzi, przy których Rajmund Kaczyński nie ma prawa pisnąć słowa, a kto wie, czy nie dostałby w mordę - słusznie. Sam ze swoją przeszłością rozliczam się brutalnie, chociaż w jednej dziesiątej nie umoczyłem się w przeszłości tak, jak inni za przeszłość brali kasę i przywileje. Byłem idiotą, ale darmowym i bezdomnym, nie wiem, czy to nie gorzej, w każdym razie mam tę wadę, że brutalnie traktuję nie tylko siebie, bo nie ma innego lekarstwa na głupotę.

  9. tyle agresji. I to akurat w tym temacie. To o czym dyskutujemy nie dotknęło nas bezpośrednio, mamy rodzinne przekazy, życiorysy krewnych, tym się kierujemy. Są też dokumenty, te do których nas dopuszczono, wybrano dla nas, poddano wstępnej obróbce.
    Wesołych, Rodzinnych i Spojnych Świąt życzę. Trzymam za Pana kciuki. Tyle mogę.

  10. Byłam u Kaczyńskiego w 1989 roku, nagrywając go do wyborów czerwcowych i nie było to w willi, tylko w dużym parterowym mieszkaniu koło ul. Gen. Zajączka. Dom na Żoliborzu ma od ca 10 lat, widzialam go kiedyś z sąsiedniego domu.

  11. Strony