Debeściak ppłk pil. mgr inż. Robert Benedict ściął „motoszybowcem” metalową latarnię

Prześlij dalej:

Powtórzę, co już raz napisałem. Smoleńsk ma wymiar metafizyczny i nieważne kogo to śmieszy, kto się przejmuje, a kto podpisze się jedną i drugą ręką, nogami sobie pomagając. Coś zacytuję, zanim przejdę do konkretów: „Dwie osoby zostały ranne w wyniku wypadku, jakiemu uległ motoszybowiec w pobliżu lotniska na Bemowie w Warszawie. Pilot - doświadczony instruktor - i pasażer zostali przewiezieni do szpitala. Maszyna spadła kilkadziesiąt metrów przed płytą lotniska, podczas podejścia do lądowania. Jak informował na antenie TVN24 Tomasz Zieliński z TVN Warszawa maszyna podchodząc do lądowania zawadziła o latarnię, złamała ją, a następnie spadła na ziemię. Awionetka próbowała lądować w trudnych warunkach - padał deszcz i robiło się już ciemno. (…)Do wypadku mogło dojść wskutek wyczerpania się paliwa - sugeruje dyżurny z zespołu prasowego warszawskiej straży pożarnej. - Oficjalne przyczyny wypadku będą znane za kilka miesięcy, poda je Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych - powiedział dyżurny policji. Motoszybowiec nie należał do Aeroklubu Warszawskiego - poinformował wiceprezes aeroklubu Michał Lewczuk. Według niego motoszybowiec PW-4 Pelikan należał prawdopodobnie do osób prywatnych. - Był pilotowany przez bardzo doświadczonego pilota-instruktora - podkreślił wiceprezes.” Do tego cytatu z onet.pl warto dodać jeszcze jeden tytuł z TVN24: „Samolot spadł na Bemowie. Ściął latarnię”. Ludzie zmęczeni wiecznym poszukiwaniem „analogii” będą mieli mi za złe tych kilka zdań, które dopiero zamierzam napisać, ale uspokajam, że nie zamierzam szukać „analogii”, tylko mam zamysł by tę technikę prymitywów, nierzadko chwalących się tytułami naukowymi, ośmieszyć.

Przez dwa i pół roku jestem karmiony porównaniami, które uwłaczają absolwentom OHP. Przez dwa i pół roku słyszałem, że uderzyć 700 kg Lanosem u podstawy brzozy i 80 tonowym samolotem w koronę brzozy, skutkują tą samą maskrą. Wyraźnie słyszałem te absurdy i doskonale pamiętam z czyich ust: Jerzego Millera, Hypkiego, Laska, Artymowicza, Osieckiego, Gruszczyka i wielu, wielu innych „ekspertów” pantalonach na szelkach i z czerwonymi nosami na gumce. W przestrzeni internetowej krążyły rozmaite durnowate filmiki, zdjęcia, „analizy”, które nie patrzyły na podstawowe dane techniczne i okoliczności zdarzenia. W google jest do sprawdzenia, jak Hypki, czy białoruski astronom, kołysany przez ubeckich krewnych, pokazywali dwupłatowce po zderzeniu z kormoranem lub innym dziobakiem. „Wklejano” samoloty czterosilnikowe, z silnikami śmigłowymi uderzające po twardym lądowaniu i wybuchach w podstawę słupów telegraficznych. Dziesiątki takich przykładów, które miał być „dowodami” zasypały fora i blogi. Każdy z tych obrazków miał pokazywać niedouczonych pilotów, łamanie procedur, oczywisty wypadek i przede wszystkim w sposób prostacki, bo nawet nie prosty, „edukować” szerokie masy. I wszystko szło fajnie, jak to z propagandą bywa, póki zwykły, najbardziej pospolity „pierdopęd” ni to samolot, ni to szybowiec „nie ściął latarni”. Metafizyka zakpiła z propagandystów, ale to dopiero rozgrzewka, największe jaja pojawiają się w dalszym rozwoju wypadków i z czegokolwiek będę się śmiał jestem kuty na cztery łapy.

Jeśli zedrę łacha z „doświadczonych pilotów”, w tym członka PKBWL ppłk pil. mgr inż. Roberta Benedicta, nikt mi nie ma prawa niczego zarzucić, bo tę wiedzę czerpię z doniesień „poważnych mediów”. Jeśli te media piszą głupoty i wprowadzają w błąd swoich odbiorców, oczekuję, że w nadchodzącym tygodniu zbierze się rada nadzorcza i wyciągnie najsurowsze konsekwencje. Póki co poważne media (TVN, Onet) doniosły, że „pierdopęd” zbudowany nie z ruskiej blachy „gniotsa nie łamiotsa’, ale z jakiś lekkich komponentów, które nie są przygotowane do „koszenia drzew” skosił latarnię. Wiemy też, że skrzydło nie odpadło, „pierdopęd” nie wykonał beczki, a latarnia była metalowa, co raczej wyklucza analizę: „widziałem jak wieśniak rąbał latarnię i szło mu jak po maśle”. Piloci tego czegoś, według doniesień TVN24 byli doświadczeni jak nie wiem co, jeden z nich zarzucał „wyglądanie przez okno” majorowi Protasiukowi i mimo wszystko w następnym zdaniu, poważne media donoszą: „Skończyło nam się paliwo. Myślałem, że dociągnę na oparach – miał powiedzieć tuż po wypadku pilot”. Członek PKBWL? Zaraz, zaraz, czy to nie jeden z tych mocarzy piszący na „fachowych” forach tupu lotnictwo.net oraz kłapiący dziobem w telewizjach wszelakich? Czy to nie ci sami, którzy darli szaty i łachy z pilotów tupolewa, zarzucając im łamanie wszystkich procedur, a teraz sami zapomnieli zatankować, tudzież nie udało im się zaoszczędzić na paliwie?

Mógłbym jeszcze z kilkanaście przykładów przytoczyć na „brak wyobraźni”, „naciski”, „łamanie procedur”, „słabą psychikę”, ale wydaje się, że Pan Bóg już wymierzył najwyższą karę. Obaj „doświadczeni piloci” przeżyli i będą poddani badaniom PKBWL. Zapewne nie zostaną potraktowani tak, jak jedne z nich potraktował kolegów z tupolewa niemiej sam fakt jest pierwszym wyraźnym znakiem metafizycznym. Na drugi ciągle czekamy, ale tak sobie myślę, że któregoś dnia, gdzieś w świecie jakiś tupolew „zetnie brzozę” o średnicy 44 cm, potem zetnie drugą o średnicy 55 cm i skrzydło tupolewa nie odpadnie, samolot nie zrobi beczki, wyląduje w lesie, a wśród 150 pasażerów i członków załogi najciężej ranny kapitan, po tygodniu zostanie zwolniony ze szpitala. Wtedy nastąpi przełom w badaniu katastrofy smoleńskiej, bo jeden obraz zastąpi miliony słów. I mało ważne, że ten obraz będzie miał się nijak do obrazu pierwotnego, ważne, że wszystkie Lanosy, dwupłatowce i amerykańskie słupy telegraficzne, czyli wszystkie kłamstwa białoruskich, ruskich i peerelowskich fachowców zrobią swoje. Ponoć jest tak, że jedni wierzą, inni nie wierzą w zamach, ja coraz częściej wierzę w metafizykę i dziwnie jestem przekonany, że taki dzień nastąpi, taki lub jeszcze bardziej metafizyczny.

6
15520 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

10 (liczba komentarzy)

  1. Precedens już jest - to bohaterski kapitan Sowa, wróć Wrona. Skoro za zniszczenie nowoczesnego samolotu i narażenie dwustu kilkudziesięciu osób na utratę życia, daje się medale, to tym bardziej za uratowanie życia pasażerowi "pierdopędu". Gdybym to ja miał nadać tytuł Twojej notce, do czego sobie absolutnie nie roszczę pretensji, to brzmiałby on" Pułkownika Benedicta lot nad kukułczym gniazdem 2".

  2. a tym posiedzeniem rady nadzorczej to pewnie będzie także przewodniczący rady nadzorczej nie będący dziennikarzem, zażada od dziennikarza przekazanie mu tajemnicy dziennikarskiej, w temacie nazwisko i dokumenty, żeby przeprowadzić niezawisłe i demokratyczne postępowanie wyjaśniające w zakresie wolności prasy. W trzech egzemplarzach, dla wyłącznej wiadomości przewodniczącego. W alternatywie może pan iść do konkurencji np Michnika lub sprzedawać grilla.

    SDP jak zwykle będzie spało zamiast bronić dziennikarza.

  3. że pisałem o wrzucie itp. z prostej przyczyny emocjonalnej - zawodu nad łatwością rozbrojenia (teoretycznie) tej bomby. Artykuł Gmyza ma znaczenie doniosłe i kluczowe, a za nim powinny pójść deklaracje poparcia kumpli zorganizowanych w URZe (i to poparcie wyrażone w tym konkretnym środowisku, nie u Sakiewicza). Jeżeli w gazecie będą pieprzyć o jakiejś złotej rybie, Piłsudskim, o Polsce A, B, X, Y, Z, a na to sie zanosi: http://www.uwaz... - to frazes "niepokorni" uzyska inne znaczenie i nie będzie miało za wiele wspólnego z samodzielnością.

  4. avatar

    ,,dziennikarzom" z naszego "Völkischer Beobachter" , w którym to opowiada o pilotach - idiotach, co polecieli bez uprawnień i znajomości rosyjskiego kontrolowanym lotem ku ziemi. W tzw. międzyczasie pokazuje fotografie brzozy z fragmentami tupolewa - w swoim prywatnym laptopie(bo w ,,raporcie" kilka ukradzionych).Na pytanie - czy był w Smoleńsku na miejscu katastrofy, odpowiada, że miał być, że już prawie leciał, ale postanowił zostać w Warszawie. Ale za to koledzy byli. Koledzy z PKBWL - jak ten ppłk Robert Benedict, który spędził na smoleńskim ,,pobojowisku" wiele dni, ale nie zabezpieczył żadnego dowodu rzeczowego ani nie zrobił żadnej fotografii.
    Zanim ppłk Benedict wykosił latarnię na ulicy Powstańców, zdążył złamać wszelkie procedury w lotach na Su22M4 i Su22Mk. W trakcie lotu na tym ostatnim uszkodził silnik (po zderzeniu z ptakiem, o czym nie zameldował) - na sumę 2 mln zł. I zamiast zawieszenia w lotach, dostał Ikara. Wystarczy status członka. ,,Komisji" Millera.

  5. ciekawe czy zrozumie dana mu przestroge przez Boga ten propagator sowieckiej propagandy  Pan  nie rychliwy ale sprawiedliwy     przestroga dla innych  pomazanców czekisty putina z sekty pancernej brzozy

  6. strzez sie sowiecki parchu dostales otrzezenie od Boga

  7. Znaczy to tyle, że dla blisko 2/3 Polaków panowie Laski, Klichy i Benedicty są tak samo wiarygodni jak Durczok i Pohanke ze swoim słynnym już: "Jak nie wyląduję, to mnie zabiją" i Gówno Prawda z kłótnią na lotnisku i czytaniem z ruchu warg. Ekspert od rąbania brzozy kominkowej ma teraz faktycznie zagwozdkę, bo trzeba nie lada stali żeby przerąbać słup (rurę stalową), nawet gdyby użył narzędzia znanej firmy Fiskars. Mam taką siekierkę i jak pierdyknę nią w 30 cm kawałek buku, a wie to każde dziecko, że buk jest drewnem twardym, to tylko wióry lecą.

  8. avatar

    Cała para Smoleńska którą debeściak Benedict wyprodukował w komisji Millera poszła w gwizdek.
    Jednym słowem taki rzeczoznawca to ci*a a nie rzeczoznawca!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    I jeszcze dodam , że dopóki nie wyprowadzimy żydów z Polski do ziemi obiecanej nic w Naszym kraju nie będzie miało sensu i nic nie bedzie "na swoim miejscu"

  9. Rzymskie, marsowe czoło, przenikliwy, lustrujący wzrok, to wzorcowy, kliniczny wręcz i podręcznikowy obraz głupoty. Dowodem na to jest również oczekiwanie, że doleci się na pustym baku do lotniska.
    Z fizysu tego debeściaka można czytać jak z podręcznika anatomii. Nie matura lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera (debeściaka).

    http://grafik.rp.pl/grafika2/596104,617541,16.jpg

  10. Myślę, że nie doczekam się aż ktoś (ktokolwiek) zrobi konferencję lub napisze tekst podnosząc te sprawy:
    Fakt 1. Wiele zwłok było nagich - wiele zeznań świadków. Czy nie ma komu w tym kraju zadać pytanie w tym temacie? Pęd powietrza przy 270 km/h i późniejsze wielokrotne koziołkowanie nie pozbawi ubrań tak wielu ofiar.
    Fakt 2. Brak krateru, dziury czy wyrwy - jak to sobie nazwiemy. Czy nie ma kogo o to zapytać? Czy 80 ton przy 270 na godzinę waląc w dość miękką ziemię zrobi wyrwę czy nie? Nieważne czy udrzając spodem, bokiem czy dachem.
    Fakt 3. W ciele Anny Walentynowicz znajdował się nit, w ciele Pani Walewskiej - Przyjałkowskiej nitów było 4. Pytamy eksperta od materiałów, od właściwości nitów i coś wiemy. Nikt tego nie robi.
    Te 3 fakty bez stwierdzenia trotylu dają dużo do myślenia, ale myślę, że nikt w tych oczywistych sprawach nikogo o nic nie zapyta, ponieważ nikt nie myśli na chłodno.
    Ten Benedict z niejakim Kędzierskim próbowali wkręcić Błasika.