.

Źródło foto: www.google.pl, zdjęcia wykorzystywane wyłącznie jako prawo cytatu w myśl Art. 29. Prawo cytatu Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych.


Prześlij dalej:

Nie ma dnia, żeby ktoś nie wypomniał Stanisławowi Piotrowiczowi przeszłości prokuratorskiej w PRL i jest to argument najcięższego kalibru. W przeciwieństwie do polityków i zwolenników prawicy, nie kupuję tej bajeczki, że Piotrowicz był w prokuraturze po to, aby ratować opozycjonistów. Być może zachowywał się niestandardowo, jednak w tym i w każdym tego typu przypadku zasada jest jedna. Sam udział w skompromitowanej formacji jest kompromitacją i tyle. Zupełnie inna rzecz to porzucenie złej drogi i wstąpienie na drogę dobrą. W tym miejscu Stanisław Piotrowicz odkupił swoje winy, bo bez wątpienia jest to jeden z tych ludzi, którzy walnie przyczynili się do wprowadzenia reformy sądowniczej.

Ocena polityka PiS ze strony tych, którzy zazwyczaj brzydzą się lustracją i „grzebaniem w życiorysach” jest jednak znacznie bardziej surowa niż wobec ewidentnych bandytów takich jak Kiszczak, czy Bauman. Gdy się słucha umoralniających uniesień, to trudno oprzeć się wrażeniu, że opisywany jest prawdziwy potwór, jakaś hybryda Hitlera i Stalina co najmniej. Taką metkę przyklejono Piotrowiczowi i chociaż jego obecność w peerelowskiej prokuraturze chwały mu nie przynosi, to szkody jakie wyrządził można uznać na kosmetyczne. Nijak się ma faktyczny grzech Piotrowicza do skali nagonki, jaką wokół niego urządzono. Po przeciwnej stronie mamy Józefa Iwulskiego, klasycznego oportunistę, który karierę zbudował na ludzkiej krzywdzie i pełnym oddaniu władzy ludowej, potem III RP. Nie można powiedzieć, że o jego przeszłości w mediach się nie mówi, tak nie jest, ale warto spojrzeć jak się mówi. Przede wszystkim dokładnie odwrotnie niż o Piotrowiczu.

Opinia publiczne jest częstowana pakietem bredni i figur retorycznych, jakie słyszymy od 30 lat: „takie były czasy, trzeba wziąć pod uwagę kontekst historyczny”, „po prostu stosował prawo, sędzia od tego jest”, „kto nie żył w PRL, ten nie ma prawa oceniać”, „obrzydliwe grzebanie w życiorysie, bo nie ma argumentów merytorycznych”. Czym wytłumaczyć te dwie, skrajnie różne, miary, jakie się przykłada do byłych funkcjonariuszy PRL-u? Dałoby się wytłumaczyć przynależnością do określonej formacji politycznej, ale to zbyt płytka analiza. Wbrew pozorom media i „elity” III RP potrafią się zaprzyjaźnić ze skrajną prawicą, jeśli tylko mają w tym interes, no i są jeszcze tak zwani „cywilizowani przedstawiciele prawicy”. Wyjaśnienie leży gdzie indziej, a przynależność partyjna to tylko desygnat, jakby powiedział intelektualista Rafał Trzaskowski. Chodzi o rzecz bardzo prostą albo jesteś z nami albo przeciw nam.

Stanisław Piotrowicz mógłby spokojnie być Józefem Iwulskim, a nawet Andrzejem Rzeplińskim i nikt by mu przeszłości nie wypominał, gdyby reprezentował właściwe interesy. Tak samo się dzieje z kompetencjami. Wróg PRL i III RP natychmiast popełnia „błędy warsztatowe”, ma niedostatki w wykształceniu i nie jest konstytucjonalistą. Zaangażowani w jedynie słuszną walkę o demokrację ludową lub liberalną, mogą się błaźnić dokumentnie, w życiorysie mieć same kompromitujące akapity, ale tak zostaną przez media i „autorytety” zaprezentowani, że przyjmą rolę wyroczni. Znów łatwo to pokazać na przykładzie dwóch nazwisk. Julia Przyłębska to sędzia, która spędziła na sali sądowej ponad 20 lat. Małgorzata Gersdorf jest prawnikiem, ale z tytułem radcy prawnego, nawet nie adwokata i nigdy nie orzekała w składach sędziowskich, za to reprezentowała TVN i jest politycznie związana z PO. Jak się przedstawia obie panie?

Julia Przyłębska – niekompetentna i niedoświadczona polityczna funkcjonariuszka PiS. Małgorzata Gersdorf – niezawisła, niezależna, apolityczna wojowniczka o wolność i demokrację. Jedno jedyne kryterium decyduje o tym, jaki los czeka człowieka, który staje po właściwej lub niewłaściwej stronie sporu społeczno-politycznego. Dlatego w żadnym razie nie wolno porównywać Iwulskiego z Piotrowiczam, bo obaj doskonale wiedzieli, jak się potoczą ich losy, z tym, że Piotrowicz wiedział, że będzie gnojony. Życiorysu nie da się wybielić, ale każdy z nas ma swoje dni chwały i upadku, stąd najważniejsze jest, w jakim ostatecznie kierunku pójdziemy, bez względu na cenę. Iwulski nie jest Piotrowiczem, bo całe życie szedł na skróty i nigdy niczego nie naprawił. Piotrowicz popełniał błędy, jednak w chwili próby zachował się jak trzeba i to go odróżnia od Iwulskiego oraz całej masy peerelowskich oportunistów.

Źródło foto: 
0
10419 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

12 (liczba komentarzy)

  1. No i ta zasadnicza różnica: Piotrowicz już od dawna jest nieczynnym "szatanem" stanu prawojennego i oficjalnie przeszedł do polityki. Rzepliński, Żurek, Gersdorf  i wulski wciąż mieszają w kotle. I są, no, jak to mówią? A, polityczni.

  2. Może bardziej obiektywna metoda oceny sędziów to kontrola skarbowa zdobytego majątku? Ponoć żaden polski sędzia by jej nie przeszedł z sukcesem. Te ich pałace za cholerę nie bilansują się z zarobkami.

  3. Iwulski z całym swoim życiorysem jest produktem Dudowego grzebania w reformie wymiaru sprawiedliwości.

  4. Tacy jak Iwulski mogli czuć się pewnie i bezpiecznie, gdyż chronieni byli przez przestępcze struktury lewackie, nawet takie o wymiarze międzynarodowym, a jest ich co niemiara z Amnesty International na czele. Odniosłem wrażenie, że dzisiejsze spotkanie Trumpa z Putinem dotyczyło właśnie tego tematu i chłopcy doszli do porozumienia jak tą najgroźniejszą dla ludzi zarazę unieszkodliwić. Była mowa o lewych pieniądzach i padło nazwisko Sorosa. Pozostałe sprawy odłożono na później.

  5. Gdyby tak było, to byłoby wspaniale. Osłabienie NWO leży w polskim interesie.

  6. Ewangelia Łukasza 15,7
    „W niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia".

  7. avatar

    Piotrowicz: Nie żałuję bycia w PZPR, ryzykowałem więcej niż opozycjoniści, nie skrzywdziłem nikogo

    Poseł PiS tłumaczył się dziś u Bogdana Rymanowskiego ze swojej prokuratorskiej przeszłości w czasach PRL. Jak stwierdził Stanisław Piotrowicz, nie żałuje tego, że przez lata był członkiem komunistycznej partii. Przekonywał – jak ostatnio w „Piaskiem po oczach” – że w tamtych czasach ryzykował więcej, niż opozycjoności.

    „Żeby wspierać dzałania opozycjonistów, trzeba było wiele ryzykować. Jako funkcjonariusz, jako prokurator w tamtym czasie, ryzykowałem znacznie więcej. Gdyby została ujawniona moja prawdziwa działalność, sprzyjanie tym, którzy mieli niesłusznie problemy z prawem, groziłaby mi za to znacznie surowsza kara. Pan sobie wyobraża, że funkcjonariusz wchodzi we współpracę z osobą, którą inny prokurator umieścił w zakładzie karnym, dlatego, że roznosiła ulotki? Ja podejmowałem rozmaite wysiłki, żeby ten człowiek wyszedł na wolność. I wyszedł”

    Pytany, dlaczego nie odszedł z PZPR, odpowiedział:

    „Można było odejść, ale można było pozostać, po to, by nieść pomoc tym, którzy byli niesłusznie represjonowani. I ja to robiłem”

    Piotrowicz pytany, czy się wstydzi przynależności do PZPR:

    „Nie, nie wstydzę się. Mało tego. Żyłem w poczuciu satysfakcji, że wiele ludzi coś mi zawdzięcza. Nie skrzywdziłem żadnego człowieka. Wielu z tych ludzi później przychodziło do mnie po pomoc, po poradę”

  8. Czyli, że co, to dobrze, czy to niedobrze? Pytam w kontekście pułkownika LWP Ryszarda Kuklińskiego. Funkcyjni i wpływowi członkowie PZPR liczeni byli w dziesiątkach tysięcy, reszta, czyli masy, liczona była w milionach. Przez cały okres PRL-u stanowiło to ca. 15-20% populacji, z czego pokaźną grupę reprezentowali pożyteczni idioci. Z własnego doświadczenia wiem, że przymusowej przynależności można było uniknąć. Jasne, nie było to łatwe, jeżeli ktoś miał jakie takie ambicje zawodowe. Ale było możliwe. Dzisiaj grupa wspierająca kołchoz (funkcyjni PO+.N), tym razem brukselski, ciągle jeszcze stanowi 15-20 % Narodu, a wciąż pożyteczni idioci powodują, że przywrócenie Polsce normalności wisi na włosku. Ale ile można o tym gadać, gdy pożyteczny idiota przed i po szkodzie głupi...

  9. avatar

    Sondaż Kantar Public: 34 proc. poparcia dla PiS, 23 proc. dla PO.

    To najgorszy notowany przez tę pracownię wynik PiS od lutego ub.r. Z kolei Platforma, w stosunku do czerwca, odnotowała trzypunktowy wzrost poparcia.

    Z badania przeprowadzonego przez Kantar wynika ponadto, że do Sejmu dostałyby się cztery ugrupowania - oprócz PiS i Platformy, byłyby to Kukiz'15 (9 proc., o 3 punkty proc. więcej niż w zeszłym miesiącu) i SLD (6 proc., poparcie pozostało na niezmienionym poziomie).

    Progu wyborczego nie przekroczyłyby natomiast PSL (4 proc., wzrost o 1 punkt proc.), Nowoczesna (3 proc., po spadku o 1 punkt proc. w stosunku do ub. miesiąca jest to najniższy wynik tego ugrupowania w badaniach Kantar Public od września 2015 r.), Partia Razem (2 proc., wzrost o 1 punkt proc.) oraz Wolność (1 proc., bez zmian w stosunku do czerwca).

     

    Podobnie jak w ub. miesiącu 18 proc. spośród badanych wyrażających gotowość udziału w wyborach nie umiało określić, na jakie ugrupowanie oddałoby głos.

     

    Chęć udziału w wyborach wyraziło 62 proc. respondentów, z czego 30 proc. stwierdziło, że zdecydowanie poszłoby do głosowania, a 32 proc., że raczej wzięłoby w nim udział. 28 proc. badanych zadeklarowało, że nie wzięłoby udziału w wyborach (11 proc. raczej nie, 17 proc. zdecydowanie nie), a 10 proc. było w tej sprawie niezdecydowanych.

    W ocenie ekspertki Kantar Public Urszuli Krassowskiej, spadek poparcia dla partii rządzącej nie przekłada się na "znaczące wzmocnienie siły opozycji". - Platforma Obywatelska uzyskała trzyprocentowy wzrost, natomiast Nowoczesna nadal jest poniżej progu wyborczego i traci zwolenników - uzasadniła.

    Ekspertka zwróciła jednocześnie uwagę, że PiS odnotowało największe straty wśród "najmłodszych badanych, czyli osób w wieku do 34 lat". Znaczny spadek poparcia dla ugrupowania rządzącego widoczny jest także - jak dodała - wśród osób z wykształceniem podstawowym i średnim, wśród mieszkańców wsi oraz miast liczących od 20 do 100 tys. mieszkańców.

    Badanie Kantar Public przeprowadzono w dniach 6-11 lipca na ogólnopolskiej reprezentatywnej próbie 1042 pełnoletnich mieszkańców Polski, techniką wywiadów bezpośrednich wspomaganych komputerowo

     

  10. No cóż, jak wyżej - pożyteczni idioci wciąż stanowią olbrzymią grupę. Nie tak dużą na szczęście jak w IV Rzeszy, czy ZSRRbis.

  11. avatar

  12. Jest jeszcze inna zasadnicza i trudno powiedziec dlaczego pomijana roznica miedzy przykladowym Piotrowiczem i Iwulskim. Piotrowicz jest poslem wybranym przez Polakow w demokratycznych wyborach. Tak jak swojego czasu PREZYDENT... Magister-Kwasniewski byly czlonek KC PZPR instytucji zrzadzajacej w praktyce calym PRL lacznie ze wszystkimi tajnymi i nietajnymi sluzbami SB, WSW itp. Iwulskiego "wybral" nam PRL i przekazal w spadku w ramach umowy  Okraglego Stolu