Do sondaży zalecam stosunek talmudyczny – PO jest niewybieralna

Prześlij dalej:

W szeregach partii opozycyjnej i wśród zwolenników, a także tych, którzy kolejny raz zamierzają postawić na mniejsze zło, zauważyłem pewną taką nieśmiałość, jakby wszystkim razem wziętym przyszło podpaski reklamować. Niby jest radość ze zmiany kierunku, ale z drugiej strony chuchania na zimne nie ma końca. I w zasadzie tak trzeba, bo stosunek talmudyczny do sondaży jest najbardziej wskazaną postawą, ale wymaga uporządkowania. Co innego mówić, co innego robić i jeszcze co innego konsumować. Na zewnątrz sondaże winny być punktem numer jeden, ponieważ nie od dziś wiadomo czemu podobne słupki służą. Sondaże nie pokazują na kogo chcą ludzie głosować, ale na kogo nie warto głosować i dlatego żadnego wyniku nie warto traktować poważnie. PO na sondażach przeleciało dwie kadencje, przesady w wynikach było tyle, że co bardziej umiarkowani działacze partii bez alternatywy krępowali się sukcesu na papierze. PiS ma z sondażami potrójny problem, przede wszystkim nie wie w jakim kierunku pójść z interpretacją, po drugie nie chce zapeszyć, po trzecie miota się miedzy trzeźwa oceną głoszącą manipulację, a radością, że wynik okazuje się korzystny. Nic prostszego, wystarczy zastosować talmudyczną zasadę interpretacji rzeczywistości. Jedna prawda dla naszych, druga prawda dla gojów. Podniecać się sondażami na partyjnych schadzkach nie ma powodu, ale krzyczku o przełomie i sukcesie w telewizji nie zaprzestawać. Wyrobienie przekonania, że stał się cud odmiany, to jedno z najtrudniejszych zdań, którego celem jest utrwalenia trendu. Każde wahanie zatytułowane: „No niby tak, no niby wygrywamy, ale przecież nie wolno się podniecać”, za błąd uznać nie można, pod warunkiem, że asekuracja trafia we własne szeregi, nie do elektoratu. Wyborca musi mieć poczucie, że… „nie ma alternatywy”, bo niestety taki wyborca jest – oczekuje prostych wytycznych.

Do ręki przyszły argumenty w postaci trendu, nie incydentu i nie widzę powodu, by takie dary losu marnować okazywaniem powściągliwości na zewnątrz. W środku obawy powinny być analizowane, bo rzeczywiście jest się czego obawiać. Będę się trzymał swojego zdania, że wyniki sondażowe pokazywane w mediach nie biorą się tylko ze zmiany preferencji, ale są narzędziem tym razem pokazującym koniec pewnej epoki. Zmiana lidera i trendu przecież nie służy promowaniu PiS, tylko dyscyplinuje rozluźnione szeregi strony przeciwnej. Jednak w każdej grze pozorów wykorzystuje się argumenty przeciwnika. Ja wiem, że ty wiesz, że on wie. Jednych wynik ma dyscyplinować, drugim w końcu dostarcza amunicji. Nieważne jakie cele mają sondażowi magicy, ważne, żeby umieć wykorzystać słabości ukryte w strategii. Dyscyplinowanie bardzo łatwo daje się przerobić na demobilizację, wystarczy powtarzać, że dobre czasy się skończyły i nadchodzą nowe. Całkiem inną i odrębną rzeczą będzie gwałtowana zmiana kierunku zamówień na popularność, która oczywiście w newralgicznym momencie nastąpi.

Teraz trwa chaos, poszukiwanie rozwiązania i wykonawców, stąd tez rozluźnienie dyscypliny sondażowej. Przed rozstrzygnięciem wszystko wróci do normy, ale powrót okaże się tym trudniejszy im więcej słabości uda się wykorzystać w fazie przejściowej. Trudniej ścigać, gdy nie widać pleców przeciwnika i z tego prostego powodu publiczne pompowanie sondaży ma sens, naturalnie przy zachowaniu wewnętrznej ostrożności. Brzmią te rady wyjątkowo pokrętnie albo jak kto woli politycznie, niemniej tak właśnie działa magia zwycięstwa. W każdej rozgrywce przeciwnik ma dostać przeciwne do zamierzeń sygnały i mało ważne w jakiej dyscyplinie toczy się potyczka. Wykonawcy rzutów karnych doskonale wiedzą o czym mowa, zresztą tyle samo wiedzą bramkarze. Egzekutor wykonuje multum gestów, by wzrokiem, ruchem ciała i prowokacją wytrącić z równowagi tańczącego między słupkami. Tamten zaś w jedną stronę wykonuje zwód, w drugą się rzuca. Talmud króluje i rozdaje karty, sprawne poruszanie się w warunkach powszechnego podstępu gwarantuje sukces. Nauczyć się, wykuć na blachę i broń boże nie zapominać, bo to nauka na całe polityczne życie.

5.04
4162 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

6 (liczba komentarzy)

  1. PiS pomaga a to Hanka, a to Robert Mazurek ogrywający idiotkę z partii milości, ale pod koniec czerwca sondaże wrócą do normy po analogicznej z 30 października 2012 roku akcji NPW, która jak powiedział Rzepa kilka dni temu, nastąpi za miesiąc. Informacja o 500 - krotnej pomyłce spektrometrów jest jedyną nadzieją partii obywatelskiej w bieżącym roku, no bo ani Brudziński nie chce żony pobić, ani Kaczyński nie chodzi w pończoszkach i minispódniczce, Piecha kokainy nie zażywa, a ludzie nawet tą Pawłowicz "kupują". Została więc niezawodna NPW, która niedługo dmuchnie pod narty platformie. Co do tego, że tak będzie wątów żadnych nie mam - ruskie już podali, że jednak nie na sali sądowej w Smoleńsku, a jednak w samej Moskwie pośmiertnie będą skazywać Protasiuka, Grzywnę, Błasika. Na takie dictum Seremetow i NPW nie mają wyjścia jak odwołać trotyl, oktogen, heksogen. Jednak pragnę pocieszyć, że akcja NPW zadziała może na tydzień - dwa.

  2. avatar

    Nikt nie uwierzy, że wykrywacze trotylu mogły się pomylić, do całego smoleńskiego zestawu bajerów dojdzie Tuskowi jeszcze potencjalne kłamstwo w sprawie trotylu, kluczowej kwestii w tym temacie.

  3. Sondaże cieszą, ale do najbliższych wyborów jeszcze rok.
    Po drodze jest referendum w Stolicy, o ile dojdzie do skutku, w co śmiem wątpić. PiS bezpośrednio w to się nie włączył, ale zachęca lokalnych działaczy do wspierania inicjatywy i pomocy w zbieraniu podpisów.
    Trzeba się liczyć z prowokacjami i pozostaje mieć nadzieję, że tym razem Kaczor pozostanie niewzruszony. Najlepszym sposobem, wg mnie, jest nie dać się sprowokować i objeżdżać teren. Kaczor to robi i tak trzymać.

  4. avatar

    wybór należy do Ciebie!

  5. Nie jest źle, a gdyby jeszcze do tego PiS wyskoczył z jakimkolwiek dobrym, ciekawym i wykonalnym pomysłem w jakiejkolwiek dziedzinie związanej z tutejszym życiem ludu, to wygraną miałby w kieszeni.

  6. avatar

    I to jest jedyna i najprawdziwsza prawda.
    Nie ma już żadnych innych prawd,
    tych o których mówił ks. Tischner