Fantomowa noga stołu Wuja Sama cz. III. Kumpel jest najważniejszy czyli Crony Capitalism

Prześlij dalej:

Wyjaśnienie

Zarzucono mi, że fragmenty sprawiają wrażenie pewnego nieporządku, czy wręcz chaosu. Niektórym treściom brakuje podstaw tzn, wyjaśnień. Jednak - powtarzam - SĄ TO WYBRANE FRAGMENTY, które uznalem za na tyle interesujące oraz istotne, że powinny zaiteresować czytelnika, I TO BYŁ MÓJ CEL. Książka jest oczywiście pisana według planu, który niebawem przedstawię, jak też logiki zdrzeń, tzn. ich chronologii, przyczyn oraz skutków. Uwagi, jakie otrzymuję, są jednakże bardzo przydatne, szczególnie te krytyczne. Dziękuję Wam za nie bardzo. Jednocześnie informuję, że wszyscy, którzy do mnie napiszą, otrzymają książkę za darmo - oczywiście, jeśli będą chcieli :-) 

 

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Tym razem na początek nieco liczb. Zaprezentujemy wybrane dane pieniężne i kapiałowe świata. Będzie nam to potrzebne w dalszej części rozważań do zrozumienia pewnych zjawisk oraz zależności pomiędzy nimi. Dane są według witryny Money Project, założonej w 2015 roku, a której celem było właśnie zobrazowanie danych z rynków globalnych.[1] Tutaj dodać należy, że dane podawane są tam w trylionach dolarów USA, co jest oczywiście mylące dla osób, nie znających specyfiki USA. Nie ma tam wartości „miliard”, stosuje się zamiast niego bilion. W efekcie amerykański trylion to nasz bilion. Żeby wszystko było jasne, podam całość amerykańskich nazw oraz „naszych”, które my zastosujemy.

USA: tysiąc, milion, bilion, trylion, biliard

My, czyli także Europa, a w tym Polska: tysiąc, milion, miliard, bilion, trylion

Wartość pieniądza całego świata wyniosła 90,4 bln USD, a składają się na to monety, banknoty, środki na kontach, oszczędności oraz depozyty. Z tego pieniądz istniejący w formie fizycznej wynosi tylko 7,6 bln  USD czyli 8%,  pozostałe 92% to zapisy, głównie w formie elektronicznej. Zwróćmy na to uwagę, bo okaże się niebawem, jak bardzo to ważne. 

Łączna wartość światowego zadłużenia to 215 bln USD, co wynosi  325% światowego PKB. Ta kwota to dług tak osób prywatnych, jak i państw. Co warto wiedzieć, 1/3 długu tj. ok. 70 trylionów dodano  w ciągu ostatnich 10 lat.

Światowy rynek nieruchomości, to jest wszelkie nieruchomości mieszkalne, grunty, obiekty przemysłowe, hotele, tereny rolnicze i przemysłowe, jest wart 217 bln USD. Z tego 21% przypada na Amerykę Pónocną, pomimo iż zamieszkuje w niej zaledwie 5% populacji świata, Europa zaś to udział 24% rynku przy 10% mieszkańców globu. Jeszcze zaprezentujmy podział na poszczegolne sektory światowego rynku nieruchomości: mieszkalne, tzn. domy i mieszkania to 75%, przemysłowe, tj biurowce, centra handlowe, fabryki, magazyny, hotele itp. a rolne 12%.

Wartość światowych  rezerw złota to 7,7 bln USD, przy założonej cenie 1275 USD/uncję. Jego ilość to 187,2 tys. ton.

Srebro jest warte około 17 bln USD przy cenie 17 USD/uncję. Jest go około 1.000 bln uncji, czyli 28.350 tys. ton.

Globalny rynek akcji to wartość 73 bln USD, z tego 38% to wartość akcji w USA, 11% europejskich, a a 10 % na akcje giełd chińskich.

Teraz suma bilansowa centralnego banku amerykańskiego, czyli FED, zwana też jako „baza monetarna”, w praktyce pieniądze, wprowadzane przez FED do obrotu. Wynosi 4,5 bln USD, przy czym jeszcze w rou 2008 było to 1 bln USD. Pomiędzy latami 2008 a 2014 FED „dodał” więc 3,5 bln USD, co nazywało się eufemistycznie „quantitative easing”, dla nas „poluzowanie ilościowe”. W istocie nic innego jak wypuszczenie na rynek kolejnej, olbrzymiej masy waluty amerykańskiej bez najmniejszego pokrycia. Cały świat (oczywiście nie finansjera oraz rząd USA) uznał to za wielce kontrowersyjne. Niebawem wrócimy tak do tego jak i do FED, bo są to tematy kluczowe w naszych rozważaniach.

 

Pozostaje coś, co nie wszystkim jest znane, ale zarówno niezmiernie ważne, jak i niedoceniane. Instrumenty pochodne, czyli derywaty (niektórzy używają słowa derywatywy, od oryginału angielskiego derivative – instrument pochodny) W istocie rzeczy nie mają same w sobie jakiejkolwiek wartości, są czystym zakładem o jakieś zdarzenie w świecie finansów. Jest ich mnóstwo, a co do zasady są identyczne jak np. zakłady piłkarskie. Mogą dotyczyć kursów walut,  stóp procentowych czy bankructwa jakiegoś kraju. Wystepują w formie opcji lub kontraktów terminowych. Teoretycznie są przydatne, poza spekulacyjną pełnią rolę ubezpieczenia przed niekorzystnym zdarzeniem, np. spadkiem cen danej waluty, lub cen surowca. Niosą w sobie jednak olbrzymie ryzyko, niektórzy określają je wręcz „bombą z opóźnionym zapłonem”, która zagraża światu finansowemu. Jest to związane z ich wartością, czy raczej z proporcjami, wyrażającymi stosunek wpłaty własnej inwestora do wartości całego instrumentu. Dźwignie finansowe, jak się ten stosunek określa, wynoszą czasem nawet 1;200. A to oznacza że zainwestowane np. 1 tys. zł jest warte 200 tys. zł, innymi słowy, jeżeli prognozy posiadacza danego instrumentu okażą się prawidłowe, zarabia on  tak, jakby zainwestował 200 tys. zł. Wielkość rynku derywatów, z racji braku ich regulacji, jest bardzo trudna do dokładnego wyliczenia, przybliżona wartość to 244 bln USD. Kwota astronomiczna. Niektórzy podają jednak kwoty dwukrotnie, a nawet trzykrotnie większe.  Derywaty już raz napędziły  globalnemu rynkowi olbrzymiego strachu. Było to w 1998 roku, gdy upadł Long Term Capital Management, zagrażając krachem finansowym świata.

PKB świata za rok 2017 wyniosło 84,7 bln USD. [2] Pięć krajów o najwyższej wartości PKB to [3]:

  1. USA    18 569 100
  2. Chiny  11 218 281
  3. Japonia 4 938 644
  4. Niemcy 3 466 639
  5. Wielka Brytania 2 629 188

 

Powracamy do rozważań o pieniądzu. Czym jest?  Dla niektórych stanowi źródło wszelkiego zła. Nie wdając się w rozważania filozoficzne i moralne, możemy krótko skomentować, że różnie z tym bywało i bywa po dziś dzień. Był powodem wojen, zabójstw, tragedii i nieszczęść, ale używany właściwie, stanowił źródło rozwoju i pomagał lepiej żyć. Co do strony tzw. „technicznej”, przez wieki przechodził wiele ewolucji, występując w różnych formach. Te także były gorsze lub lepsze, bywało, że całkiem złe. Złoto czy srebro, ale z drugiej strony obligacje krajów, które zbankrutowały. Mówiliśmy o tym uprzednio. Tak czy tak, nie mamy alternatywy i musimy uznać, że pieniądz to nieodzowny składnik naszej rzeczywistości. Akceptujemy go bez słowa sprzeciwu. Ale jest jeden przypadek ewidentnie „złego pieniądza”. Jest to tzw. „pieniądz fiducjarny”, stosowany dziś, która to nazwa dla większości nie znaczy nic. Spójrzmy więc do encyklopedii, może ta rozjaśni nieco mroki naszych nieoświeconych umysłów. Mamy tu zagadkowe słowa:  "W prawie rzymskim fiducja była kontraktem realnym, dwustronnie zobowiązującym, niezupełnym, który polegał na przeniesieniu własności określonej rzeczy na powiernika (fiducjariusza), przy czym powiernik zobowiązywał się postępować z rzeczą w określony sposób oraz przenieść z powrotem – w oznaczonych okolicznościach – własność tej rzeczy na powierzającego". Czyli rozumując logicznie, słowa jakkolwiek zagadkowe, to jednak obiecujące. Można dojśc do przekonania, że jest z owym pieniądzem identycznie jak ze złotym.  My oddajemy go do banku, gdzie w zamian dają nam sztabkę złota, większą lub całkiem malutką, zależną od nominału banknotu. Niechby okruszek. Czy tak jest naprawdę? Nic podobnego. Senne marzenie. Definicja powinna brzmieć: Pieniądz fiducjarny to puste obietnice, gruszki na wierzbie. ZERO. Nie można wymienić go w jakimkolwiek banku na nic, za wyjątkiem mniej zniszczonego na inny, lub zmiany nominału, za co często bywa nam zapłacić. Jeśli  zażądalibyśmy na przykład złota czy srebra, popatrzono by na nas wymownie, popukano w głowę i czym prędzej wezwano pogotowie psychiatryczne. 

Fakt owego owego zerowego ekwiwalentu niesie w sobie niewyobrażalne konsekwencje i zagrożenia, o czym się milczy, a co stanie się dla nas oczywiste już niebawem. Jeśli już, ze strony finansjery padają słowa typu, że należy wspólnie dbać o obecny system, bo wszyscy jedziemy na jednym wózku. Jesteśmy całością jednego systemu. Finansjera, banki oraz konsumenci. Zastanówmy się, na jakich zasadach bazuje ów „pieniądz fiducjarny” i czemu finansjerze tak zależy na tym, byśmy wierzyli w ten wspólny wózek? To niby oczywiste, ale czy aby nie kryje się za tym nic głębszego?

Konstrukcja obecnego systemu finansowego  to patologia w czystej postaci. Nasz wózek może wykoleić się w każdej chwili.  Bywały już przypadki, że taka groźba stawała się bardzo realna, w ciągu ostatnich lat miało to miejsce dwa razy.

Po raz pierwszy taka sytuacja miała miejsce w 1998 roku, gdy upadł fundusz hedgingowy Long Term Capital Management, o czym wspominliśmy wyżej. Zarządzany przez noblistów z dziedziny ekonomii, Roberta Mertona i Myrona Scholesa, wydawał się owocem ich geniuszu. Pomimo tego zbankrutował wskutek błędnych założeń. Wtedy jednak chodziło w gruncie rzeczy nie o wielkie pieniądze, ale bardziej o efekt psychologiczny. Pomoc przyszła ze strony FED, a raczej banków, które zostały przez niego zmuszone do wykupienia bankruta. "Ugaszenie pożaru" kosztowało 3,6 mld USD, na co w rzeczywistości złożyły się nie banki, lecz podatnicy amerykańscy. Zajmiemy się tym w dalszej części książki.

Drugi kryzys wydarzył się w roku 2007, kiedy upadł Lehman Brothers oraz nastąpilo załamanie na rynku kredytów „subprime” w USA. Powodytego były dwa. Pierwszy to cykl łagodzenia polityki monetarnej  po recesji amerykańskiej gospodarki z początku lat 2000, kiedy Fed obniżył stopy procentowe z 6,5 proc. w połowie 2000 r. do 1 proc. w czerwcu 2003 r. Tak niski poziom stóp procentowych wraz ze zliberalizowaniem przepisów dotyczących przyznawania kredytów (subprime po ang. oznacza poniżej standardów) do zaciągania kredytów, których banki zaczęły udzielać masowo, co tak naprawdę stało się powodem głównym. Czemu? Bo od roku 2003 stopy procentowe zaczęły znów rosnąć, w efekcie  czego kredytobiorcy przestali spłacał kredyty, zaś efektem domina banki zmuszone były licytować coraz więcej domów i finalnie ceny nieruchomości runęły. Świat finansowy stanął na krawędzi. Krach wydawał się nieunikniony. Nie wdając się teraz w szczegóły, wystarczy powiedzieć, że ujawnione straty  banków wyniosły bezpośrednio około 200 mld USD, choć w rzeczywistości było ich znacznie więcej. Jednak nie tylko to powodowało stan zagrożenia. Znacznie większa groźba wynikała z kompletnej utraty zaufania Amerykanów w akcje, obligacje i w ogóle w cały system finansowy. Tutaj na ratunek pośpieszył rząd USA, który wziął na siebie cały ciężar złych długów, oraz FED, chociaż w istocie ciężar kosztów znów poniosły nie banki czy instytucje finanswe, lecz amerykański podatnik. Po wydrukowaniu dolarów o wadze tony świat „powrócił” do normalności.

Taka normalność to także realia świata finansów. Zarobki prezesów banków z kwotami rzędu kilkudziesięciu, bywa, że setek milionów dolarów rocznie, co  zresztą nawet w czasie kryzysu nie uległo zmianie. Rządzący finansami państw nie mają się gorzej. Zreszta, jedni i drudzy najczęściej zamieniają się miejscami. Taki np. Henry Paulson, który zamienił stanowisko prezesa generalnego czyli CEO banku inwestycyjnego Goldman Sachs a zarazem zarobki na tym stanowisku pomiędzy 16 mln  a 40 mln USD rocznie na stanowisko sekretarza Skarbu USA z zarobkami rocznymi 183 tys. USD. Albo Timothy F. Geithner, od 2003 do 2009  szef Banku Federalnej Rezerwy w Nowym Jorku a następnie do 2013 sekretarz skarbu USA, który w październiku 2013 został pezezesem i dyrektorem zarządzającym w funduszu inwestycyjnym Warburg Pincus. W czasie krysysu obaj rozdzielili swym kolegom z sektora bankowego w rządowym programie TARP kwotę 700 mld USD. Pierwszy byłym, w formie wdzięczności, drugi przyszłym, za co ci wdzięczni są mu obecnie.  Ale jak się niebawem ukaże, to i tak tylko wierzchołek góry lodowej. Już np.wspomnieliśmy o szefie Banku Federalnej Rezerwy Benie Bernanke, która to instytucja bez jakiejkolwiek kontroli oraz konsultacji udzieliła w czasie wspominanego kryzysu bankom wsparcia na zawrotną kwotę 9 bilionów (amerykańskich trylionów) dolarów USA.

Powiedzieliśmy, że pieniądz fiducjarny niesie soba wartość zero. Ale nie jest to pełna prawda, bo tę wartość jednak posiada. Z tym, że kompletnie niewymierną i niepoliczalną. Zaufanie zwykłych ludzi.  Tych, którzy wpłacają pieniadze do banku na lokaty czy kupują obligacej skarbowe. Ale także tych, którzy nie wychodzą na ulice, kiedy ich kraj  n-ty raz  z kolei uchwala budżet z olbrzymimi deficytem, lub wtedy, kiedy ich pieniądze z przyszłych emerytur najpierw powierza się   "specjalistom" w OFE, by ci za  prowizje w chorej wysokości pomnażali kapitał na stare lata, aby kilkanaącie lat później  te same pieniądze im zabrać z powrotem, wyjaśniając przy tym, że tak naprawdę nigdy nie były ich.

Akyw ten wart jest krocie obecnie, kiedy to zaufanie jeszcze istnieje, choć juz dawno nie powinno. Tak w USA  jak i w pewnym kraju nad Wisłą, którego nazwę przemilczę. Jak widać z dwóch powyższych kryzysów, dwa razy świat stał na krawędzi.  Kolejnego ciosu już nie wytrzyma. 

Crony capitalism, czyli z kumplami zawsze po drodze.

„Crony” to po angielsku kumpel, a czym jest kapitalizm, nie musimy tłumaczyć. „Crony capitalism” to więc taki, w którym biznes „kręci się” nie wskutek ryzyka, jakie podejmuje przedsiębiorca, innowacyjności czy dobrego zarządzania, lecz przychylności klasy rządzącej. Taki rzekomy kapitalizm miażdży konkurencję, co jest oczywiste. Ale tu to jest niepotrzebne. Tu jest inaczej. Czemu? Z sarkazmem możemy powiedzić, że dlatego, iż w w sektorze finansów światowych konkurencji po prostu nie ma. Niektórzy, niekoniecznie złośkiwi, nazywają świat bankowości mianem "kartelu". Mówi się także, że ten „kapitalizm” niszczy wartości moralne oraz socjalne. Ale to także nieistotne, bo takie wartości w tym sektorze są pustym słowem.

W roku 2014 Economist opublikował „crony-capitalism index”. Czołówka krajów najbardziej skorumpowanych w tym względzie to wg kolejności: Hongkong, Rosja, Malezja, Ukraina, Singapur, Filipiny, Meksyk, Tajwan , Indie oraz Indonezja. Stany Zjednoczone są na miejscu 17. No comments.

A na koniec dzisiejszej lektury zagadka. Kto jest autorem tych słów i o kim mowa w drugiej części zdania? Nie chodzi o konkretne osoby, ani mówcy ani tego czy tych, których ma na myśli w drugiej części zdania. Wystarczy odpowiedź określająca grupę zawodową lub społeczną. Na przykład producent samochodów,  przestepca gospodarczy łamiący prawo, prezes dużej fimy farmaceutycznej, programista komputerowy. Uprzedzam, że warto chwilę się zastanowić i wysilić co nieco intelekt, bo zadanie nie jest łatwe. A więc:

„Nieliczni z tych, którzy w ogóle rozumieją, o co chodzi w naszym systemie, będą albo zainteresowani zyskami, jakie z niego osiągają albo zależni od jego przychylności, więc z ich strony nie będzie sprzeciwu. A pozostała część jest mentalnie niezdolna, aby pojąć olbrzymie przewagi, jakie system nam daje. Zniosą więc wszystko bez słowa skargi i zapewne bez cienia podejrzeń, że cały system jest niesprzyjający ich interesom”

Zamiast odpowiedzi, historyjka. Znana wszystkim. Na początku wyda się dziwna i mało realna, potem przyjdzie czas na analizę jej poszczególnych aspektów, by przejść w….

            Poszukujemy domu do kupna. Kupno na kredyt, budżet ok. 500.000 zł. Miasto średniej wielkości, dom niewielki ok. 120 m kw, okolica z przeciętnymi cenami, więc kwota 500.000 powinna wystarczyć. W tym celu studiujemy ogłoszenia prasowe lub internetowe. Jedno przykuwa szczególnie naszą  uwagę. Zdjęcia z zewnątrz oraz wnęrza wygladają normalnie, ale widzimy napisany wielkimi czcionkami tekst: Okazja stulecia!!! Obok jest cena, ta wynosi 1 mln zł. Prychamy ze złością czy raczej drwiną, że sprzedawca zwariował.

Ale za chwilę dostrzegamy dopisek, że to nie cena domu, ale symulacja finansowania. Całość kwoty, jaką zapłacimy z odsetkami za okres 30 lat. I teraz kiwamy z rezygnacją głową. Wszystko się zgadza. Kupno na kredyt. Banki też muszą z czegoś żyć. Ale zaraz, zaraz. Pojawia się refleksja. Czemu mamy zapłacić ż tyle? Przecież to dwa  razy więcej niż cena domu. Materiały na dom kosztowały załóżmy 300.000, a robocizna 200.000. To tak z grubsza, ale brzmi rozsądnie. Tak w jedno jak i drugie włożono pracę, energię oraz materiały. A co wkłada bank? Czy to jest warte wspomniane kolejne 500 tys, równowartość naszego domu?  I trafia Was szlag. Mówicie sobie głośno: może wreszcie czas, aby dowiedzieć się prawdy. Co banki dają z siebie, że to aż tyle musi kosztować?

Teraz wracamy do pytania zadanego na wstępie. Tak. Te słowa wypowiedział bankier. Miało to miejsce 25 czerwca 1863. Nazywał się Rothschild. A słowa kierował oczywiście do swoich kolegów z branży dotyczyły zaś nas. Mentalnie niezdolnej, naiwnej, ciemnej i nieoświeconej masy, która powinna czyścić buty bankierom. Ale także fundować im jachty, odrzutowce oraz apartamenty, każdy o wartości kilkudziesięciu naszych domów, co zresztą nieprzerwanie ma miejsce.  Zapewniać comiesięczne pensje w sumach, których wielu z nas nie odłozy w ciągu życia. Dotyczy to oczywiście nie tylko  USA. Żeby nie byc gołosłownym, prezes pewnego banku w środku Europy, w kraju z płaczącą wierzbą w tle, za niewykorzystany urlop 70 dni otrzymał ekwiwalent w wysokości 800 tys. zł, to jest przeszło 10 tysięcy za jedne dzień. Ciut mniej niż roczna minimalna płaca w owym kraju. Inny prezes, już były, obecnie premier tego samego kraju , człowiek to bez skazy, sprawiedliwy i z charyzmą, zarobił przez kilka lat prezesury astronomiczną dla 99,9% polulacji kwotę 15 mln zł.  Zapytani, wzruszą ramionami. Dają, to bierzemy. Kazdy by tak zrobił.  

Nie mam nic do nich personalnie. Ale co nas łączy z takimi ludźmi? W owym kraju z wierzbą w tle rzecz symboliczna. Ta właśnie wierzba. Służy im do wieszania na niej gruszek dla nas. 

 

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Proszę oczywiście o jak najwięcej komentarzy i uwag,  krytycznych również. Książka jest w trakcie tworzenia, Wasze uwagi przyczynią się do poprawy jej jakości. A także do zadawanai pytań, na wszystkie odpowiem. Mój mail to mmeissner@yahoo...

 

Źródło foto: 
6
5989 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Marek Meissner

Autor artykułu: Marek Meissner

2 (liczba komentarzy)

  1. Hm.., dobrze, że ktoś opisuje świat finansów w taki sposób, to że obecnie używany pieniądz papierowy ( i nie tylko, bo wyrazem zaufania w wymianę dóbr jest też np. przelew) to tylko i wyłącznie umowa, która powinna niezmiernym szczęściem napełniać każdego któremu uda się tę celuzlozę na jakikolwiek towar wymienić.

    Dla zwykłego zjadacza chleba istotne są bardziej przyziemne sprawy, zadam więc pytanie: Co ma (może) sensownego zrobić by się uchronić się przed tym systemem. Praca i płaca nie pozwala na tworzenie oszczędności jako kapitału bo system jest tak i pod to skonstruowany, by kapitał był tam gdzie nieczego się nie wytwarza!

  2. avatar

    Szanowny Panie, niestety, niewiele możemy zrobić. Cżęść odpowiedzi na Pańskie pytania zawarłem w nowej cz. VI. Zapraszam i pozdrawiam :-)