Gender partnerski po katolicku, czyli Tusk duszony w sosie własnym

Prześlij dalej:

Najmocniej przepraszam za wulgarne słowa użyte w tytule, a jest ich niestety co najmniej trzy, jednak nie potrafiłem się powstrzymać przed esencjonalnym podsuwaniem zupy z gwoździa, czyli Tuska na gorąco. Nie ma takiego propagandowego zadania, którego przodownik Donald nie wykonałby z wynikiem 210% normy, choćby mu rzucić na kielnię satyrę przemieszaną z absurdem, pobuduje ideologiczną wieżę Babel i zatknie wiechę. Wiem, że dla człowieka, który przywiązał się do człowieczeństwa, zaproszenie do udziału w małym eksperymencie, które zaraz prześle, może się wydać wysiłkiem ponad możliwości, ale postaram się złagodzić podróż do wnętrza paranoi. Zapraszam wyobraźnię zbiorową i indywidualną do wykonania zadania, które pozornie przerasta każdą wyobraźnię. Proszę sobie postawić przed oczyma taki oto projekt. Pewien przodownik pracy dostał od brygadzisty zlecenie i 15 minut na realizację. W obszernej liście zadaniowej znalazły się następujące elementy: pochwała katolickiego sakramentu małżeństwa, uwielbienie dla związków partnerskich, apoteoza tradycyjnego modelu rodziny, laudacja dla homoseksualizmu, afirmacja wielodzietności, adoracja stanu kawalerskiego. Tak na marginesie i w ramach definicji wulgaryzmu, to wszystko razem nowoczesne towarzystwo przeklęło mianem – gender. Wprawdzie pierwszą definicję podał mało nowoczesny towarzysz Wiesław artykułując sławetne słowa: „ni pies ni wydra, coś na kształt świdra”, ale uwsteczniona nowoczesność ma właśnie tę cechę, że z neologizmu wiochy robi światowość. Tyle dygresji, czas wracać do roboty, bo czas nagli.

Donald zakasuje rękawy, rusza żuchwą zapala swoje wytrzeszczone reflektory i jedzie z koksem: „Chcę powiedzieć, że bezmyślny antyklerykalizm potępiający sakrament małżeństwa jest wyjątkowym przejawem homofobii, która godzi choćby w związku partnerskie, ale tez rodziny wielodzietne i w końcu bez wyraźnego powodu gardzi stanem kawalerskim. Chcę powiedzieć, że jako ateista, który został katolikiem czego czasami żałuję, a czasami nie, mam takie poczucie, które towarzyszy każdemu ojcu co najmniej dwójki dzieci. Mianowicie pojawia się problem szacunku dla małżeńskiego związku partnerskiego, również w odniesieniu do kawalerskiego sentymentu, ale też nie ukrywam swojego podziwu dla par, które potrafią w tradycyjnym modelu rodziny pokochać partnera bez względu na płeć. Chcę powiedzieć, że wolałbym się nie urodzić, niż być krytykiem katolicyzmu, ateizmu, homoseksualizmu, tradycyjnego modelu rodziny i tego stylu życia, który wybrały single. Chcę powiedzieć, że powiedziałem.” Znów nie potrafię się powstrzymać, ale tym razem nie bluzgiem esencjonalnym zgrzeszę, ale swoim ulubionym odniesieniem do wsi ojczystej. W mojej małej ojczyźnie pod lasem, jest taki Henio, który prawdopodobnie w sklonowanej postaci żyje w każdej wsi. Henio od czterdziestu lat po mistrzowsku uchodzi za równego chłopa, nikt tak jak Henio nie potrafił w obecności plebana pochwalić I sekretarza, zyskując przy tym aplauz przewodniczącego Solidarności. Tylko Henio umiał w jednym czasie, w jednej izbie wręczyć kwiaty kochance i żonie, nie wywołując żadnego zgrzytu w trójkącie. Nikt poza Heniem nie potrafił przeciągać terminów i punktualnie obiecywać, że już za chwilę się zrobi kierowniku. Henio był, jest i będzie królem wsi, wieczny amant, dusza człowiek, kumpel wszystkich, sławny w całym powiecie.

Ma wieś swoich Heńków, ma wiocha swojego Donalda, król salonowych parkietów i desek remizy, zje postne i okraszone. Usiądzie w gnieździe, by walczyć z kibolami, klęknie przed ołtarzem, nie przed księdzem, w korytarzu przywita się z „gejem”, w gabinecie wysłucha pikantnego dowcipu o pedale. Kopnie paprotkę Millera i oczyści z moczu znicze przed pałacem. Henio, wróć, Donald jest swój chłop, takiego ze świecą we wsi, wróć, takiego drugiego wiocha nie znajdzie. No chyba, że prototyp rzucony na rynek w 1989, porzuci robotę odźwiernego u Kulczyka i stańczyka u azjatyckiego despoty, ale to jest takie gdybanie. Po co kombinować, nowszy model jeszcze zipie i wdraża kolejne funkcje. Donald dorzucił sobie nowy guziczek, kiedy chce być chory na infekcję dróg oddechowych to sobie z utraconym głosem odchoruje Davos. Gdy ma ochotę powiedzieć coś śmiesznego w sejmie, huknie z przepony na prawicę, nie uda się rozśmieszyć Gowina – wraca do szpitala. Dziś się oczywiście Donaldowi za głosowanie partnerskie trochę dostanie, że nie widać różnicy, że to drugi „faszyzm”, że po kiego grzyba nam PiS-bis, ale jutro Donald będzie kochany jak zawsze. Takie to są ideały i kadry gender, wszystko jedno, czy się dziurą mówi, czy też puszcza wiatry, najważniejsze by się prezentować w kaftaniku nowoczesnej płci kulturowej.

6
6159 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

5 (liczba komentarzy)

  1. avatar

    o ,,życie nienarodzonych" , zaciekły wróg antykoncepcji, innowierców, konkubinatów, pedałów i lesbijek - Niesiołowski mówi Morozowskiemu : bronię związków homoseksualnych przed pisowską dyktaturą. A jeszcze bardziej nowoczesny redaktor zapytał o poparcie dla marszałkini Grodzkiej.
    I tutaj wyszło z wora, kołtuńskie hetero - szydło  posła Niesiołowskiego.

  2. spotykał się z tysiącami Katarzyn T.

  3. ale zrobiony na złość katolikom.

    dwie główne funkcje małżeństwa to zmniejszenie obciążeń podatkowych oraz ochrona wspólnych dzieci. otóż rząd chce zafundować homomałżeństwom ulgę podatkową od dochodów które przeznacza na swoje istnienie, bo drugie kryterium nie wchodzi w grę.
    A teraz pytanie - czemu projekt związków partnerskim niszczy szczęście ludzi, którzy się kochają grupowo? na przykład małżeństwo czteroosobowe. Czemu cztery osoby nie mają prawa do wspólnego szczęścia i mniejszych podatków? Czemu można być tylko w jednym małżeństwie, jeśli dziewczyna studiuje w Warszawie a mieszka w Poznaniu i chce mieć męża tu i tam to czemu państwo niszczy to szczęście?

  4. Tusk jako typowy Ojciec Narodu chciał wykazać się zarówno mądrością Salomona jak i umiłowaniem wszystkich swoich dzeci. Zarówno tych udanych, europejskich, jak i nie udanych zacofańców.
    Ostatecznie z pierwszego zamiaru nic nie wyszło, a w drugim wyszedł na człeka niesamowicie elastycznego i śliskiego jak namydlony węgorz, a tym samym zupełnie nie wiarygodnego.
    Jego postawa rozwścieczy wszystkie krajowe orientacje płciowe i religijne.

  5. avatar

    z Biłgoraja albo Zielonej Góry - żądają głowy Gowina. 
    A pedał pisze list ,,Donald - już cię nie kocham".