Ida - w sumie kicha

Prześlij dalej:

Nie jestem kinomanem, ostatni raz w kinie byłem 5-6 lat temu. Fetorek i chrzęst pop cornu skutecznie mnie odstarszają. Rzeczoną obejrzałem w TV. I co? I nic, w sumie kicha.

Trzeba chyba lubić Bergmana i tzw. kino autorskie żeby polubić Idę. Niezłe zdjęcia, piękna muzyka i spierdzielony scenariusz. Obie postaci grane przez dwie Agaty (Trzebuchowską i Kuleszę) miały szansę porwać widza albo wcisnąć w fotel. Niestety scenarzysta nie dał im najmniejszych szans. Obie bohaterki są płaskie, jednowymiarowe. A pomysł był niezły, bo można było, zwłaszcza prokurator graną przez Kuleszę, nakreślić wielowątkowo. Była dobra okazja do pokazania dramatu polskich Żydów: trauma wojenna prowadząca do zaangażowania w pracę MBP, bezwolne poddanie się ideologii i instynktowne (?) branie odwetu na Polakach, ewidentne problemy z określeniem dobra i zła i zagadywanie własnego sumienia. Taka Wolińska i Bauman w jednym. Do tego żydowska siostra zakonna bez tożsamości. Mógł być portret psychologiczny i rozważania filozoficzne w jednym. Zamiast tego dostaliśmy studencką etiudę polaną, a jakże, sosem polskiego antysemityzmu. Niby łagodniej niż w Pokłosiu, ale jednak nie można było nie ulec pokusie. Wszystko to niedomówione, niby żeby artystycznie było.

Do pieca dołożył jeden z producentów filmu, który w typowy dla zakompleksionego lepszego towarzycha cieszył się jak 13-letni szczyl, że na rozdaniu złotych globów w kiblu (sic!) spotkałbył Georga Clooneya i jeszcze kogoś tam. Czy zmierzył mu wzrokiem ptaka nie powiedział.

Cóż, do kręcenia dobrych filmów potrzeba talentu. Temat, moim zdaniem, był na miarę Coppoli. Francisa Coppoli dla jasności. Ten potrafił tak sugestywnie pokazać dramat wojny i psychologiczny rozpierdziel, że po Czasie Apokalipsy każdy film o Wietnamie, z Urodzonym 4 lipca na czele, wydaje się fabułką w stylu Czterech Pancernych. No ale może ja niewrażliwy jestem.

6
6100 liczba odsłon

Autor artykułu: cannedheat

5 (liczba komentarzy)

  1. Dziwne, już kilka razy czytałem wspomnienia celebrytów w których spotykali Cloooneya w kiblu. Clarkson też tym się chwalił w swojej ksiązce.Chyba Clooney lata po imprezach i szczy wszędzie.

  2. .

  3. Kino jest jedną z dziedzin tzw artystycznych. Co jest artyzmem, a co nim nie jest? To jest kwestia sporna od lat wielu. Moim zdaniem budowanie stanów emocjonalnych podczas odbioru takiego artu jest tym wyznacznikiem i nie istotny jest tu fakt czy owe emocje są pozytywne czy negatywne. Podczas oglądania tego filmu odczułem tylko jedną emocję czyli złość na samego siebie że straciłem tyle czasu na takiego nudnego gniota. Czy w tym momencie już jest to sztuka? Chyba autorom nie o takie emocje chodziło. Jeśli jednak takie było pierwotne założenie to w 100% zostało zrealizowane, czyli z czystym sumieniem (i przrużeniem oka) spełnia postawione kryteria. A swoją drogą to wszystkich twórców, którzy sami siębie artystami nazywają uważam za duże nadużycie i dewalucję słowa artyzm i sztuka.

  4. czy jakiś film propagandowy ma w sobie artyzm czy nie ma. To jest pułapka. Odseparować się od tego wszystkiego i nie wydawać na to pieniądze.

  5. Na marginesie, Coppola poza wszystkim innym miał wtedy garść dynamitu w osobie późnego Marlona Brando.