Prześlij dalej:

Wszyscy na co dzień słyszą nt. politycznej poprawności. Ba, wielu zdaje sobie sprawę z tego co ta ideologia zrobiła ze współczesnym światem. Natomiast o "identity politics", słyszał mało kto. A ten kto usłyszał albo nie powiedział, albo nie zrozumiał, albo uznał, że to nieistotne. Celowo używam języka angielskiego, bo "polityka tożsamości" nie oddaje prawdziwego znaczenia, o czym mówię na nagraniu. Być może w ramach dyskusji uda się znaleźć bardziej adekwatne określenie? Bo opisywanie rzeczywistości to jedno, a jej zrozumienie to drugie. Wielu zauważa polaryzację życia społecznego. A jakie są jej powody? Polityczna poprawność jako bękart "identity politics" to tylko część odpowiedzi na pytanie zawarte w tytule. To nagranie to ledwie wprowadzenie i zaproszenie do dyskusji...

 

Źródło foto: 
0
4009 liczba odsłon

Autor artykułu: nurniflowenola

6 (liczba komentarzy)

  1. super wyklad :-) tylko co to za moda z tym samochodem...? wiele watkow ucieka, sam mowiacy tez chyba czasami traci spojnosc.

    Z przyjemnoscia wysluchalbym tych refleksji w "spokoju".

     

  2. Dzieki za uwagi. Zgadzam sie, ze jakanie nie pomaga. Poza tym zdaje sobie sprawe, ze mowilem strasznie chaotycznie. Pomysl z samochodem jest bardzo prozaiczny - w domu ciezko mi sie ogarnac z czasem. Ale chyba bede musial to wszystko przemyslec, bo to jest temat rzeka i mam zamiar kontynuowac...

    Pzdr.

  3. Przypuszczam, bo nie słuchałem (zaraz wyjaśnię dlaczego), że jest to filmik z bardzo mądrą wypowiedzią na zadany temat, okraszony błyskotliwymi myślami. Przypuszczam, bo... go nie wysłuchałem. To zaś z tej przyczyny, że wolę czytać, niż słuchać, ponieważ podczas słuchania łatwiej jest się rozproszyć i coś stracić (nie mówiąc o stracie czasu, bo identycznej długości wypowiedź czyta się szybciej). Przykro mi więc bardzo, ale poczekam, aż to, co jest w tym filmie, pojawi się jako tekst. Wtedy zapoznam się z nim z przyjemnością, a nie, jak by było z tym filmem, z irytacją.

  4. Rozumiem i szanuję. Sam mam podobne podejście. Różnica jest taka, że napisanie zajęłoby mi przynajmniej ze trzy razy więcej czasu. Szukam optymalnego dla siebie środka przekazu, ale zdaje się, że ten do optymalnych nie należy. Tym bardziej że ihmo temat jest gorący...

  5. Ktoś tym ewidetnie steruje, tylko pytanie, co chce tym osiągnąć. Przecież to wszystko wychodzi z mediów, które umiejętnie dzielą ludzi na określone obozy, przypisując im konkretne cechy. Czyżby faktycznie uznali, że grozi ziemi przeludnienie i chcą doprowadzić do globalnej wojny domowej?

  6.     Osobiscie uwazam, ze to zjawisko jest naturalnym symptomem zjazdu po rowni pochylej koncernow medialnych, w ktorych jakosc przekazu zostala zastapiona przez jego ostrosc, co w perspektywie czasu doprowadzilo do dzisiejszej polaryzacji.  Wydaje mi sie, ze wynika to bardziej z obserwacji preferencji odbiorcow niz jakiegos wielkiego planu antagonizacji grup spolecznych. Po prostu stacja emitujaca kilkugodzinna debate jest, dla przecietnego odbiorcy, mniej atrakcyjna niz stacja nadajaca napierdalanke w zero-jedynkowym formacie. Ta pierwsza nadaje do waskiej grupy ludzi, ktorzy maja czas, potrzebe i mozliwosci "intelektualnej" obrobki skomplikowanej informacji, podczas gdy druga zeruje na fakcie, ze wiekszosc ludzi nie chce poznawac i analizowac rzeczywistosci, ryzykujac dyskomfort dysonansu poznawczego, tylko szuka potwierdzenia swojej wizji swiata.

         Nie jestem autorytetem w tej dziedzinie, ale wedle posiadanej przeze mnie wiedzy, zreszta latwo dostepnej, uczucie przyjemnosci, kiedy bodzce z zewnatrz "potwierdzaja" nasze wyobrazenie o swiecie i dyskomfort kiedy naplywajace informacje z tym wyobrazeniem koliduja, sa zakodowane w naszych mozgach na poziomie procesow biochemicznych, przez co przekonanie uksztaltowanej swiatopogladowo osoby do diametralnej zmiany pogladow jest malo prawdopodobne, podobnie jak przekonanie kogos do odstawienia substancji od ktorej ta osoba jest uzalezniona. W skrocie: rzadza nami neuroprzekazniki i media wiedza jak dostarczyc nam "dzialke".

       Osobnym tematem jest drastycznosc przekazu, ktora odpowiednio dozowana intensyfkuje wspomniane procesy. Stad bierze sie konfrontacyjna formula programow, w ktorych dziesiec osob w trakcie pietnastominutowego programu stara sie przekrzyczec nawzajem wypowiadajac sie na temat, ktorego samo perzedstawienie zajmuje polowe tego czasu. Nieprzypadkowo tez tresci polityczne na stronach duzych portali pomieszane sa z brutalna obyczajowka, taka jak artykuly opisujace morderstwa, gwalty i inne bulwersujace zdarzenia... 

    To nie jest spisek, to wyrachowany model biznesowy...