Gospodarka



share

Byłem w bezrobotniaku, przywitał mnie kolejkomat, tablice świetlne słowem high tech. Kilkudziesięciu (na oko) pracowników, i trochę takich jak ja, smutnych, przegranych, nieudaczników ubranych w szare ciuchy, zadeptane buty. Załatwiłem wszystko, czyli ok 700 pln/ miesiąc przez parę miesięcy mam dostawać. Po 21 latach pracy – z dumy mało nie spuchłem. A może z rozpaczy. Szansa na znalezienie pracy jak na wyleczenie z raka. Jestem z miasta które liczy niespełna 200 tyś. mieszkańców. W sklepach tandeta, oferta głównie dla biednych. Na głównej ulicy miasta banki i lichwiarskie firmy ze swoją ofertą kredytów głównie dla biednych… W centrum miasta pałac – Urząd Miasta. Nie wygląda, żeby czegoś tu brakowało. Kilkuset pracowników, oczywiście wszyscy wyjątkowo niezbędni, od sprzątaczki do Prezydenta. Tu etat znajduje się z chwilą pojawienia takiej potrzeby, pstryk i jest. Pracuje tu tylu niezbędnych biednemu społeczeństwu, że mało nie pęknie w szwach.



share

- Panie ja mam komornika! – rzuca wchodząc niewiasta w nieokreślonym wieku i nieokreślonej tuszy

- Eee tam, gdyby Pani miała raka to byłby problem, na raka się umiera, z komornikiem można żyć! – to zdanie rzucone całkowicie spontanicznie kilka lat temu pomogło co najmniej  kilkudziesięciu osobom zwracającym się do mnie po pomoc.

Nauczyłem swoich interesantów traktować długi i komornika jak choroby przewlekłe, obniżające komfort życia, jednak nie śmiertelne. Mam nadzieję, że dzięki upadłości konsumenckiej powyższy wpis ma wartość jedynie historyczną. Po kolei jednak, czy ktoś poważny wierzy, że społeczeństwo, które przeżyło zabory, dwie okupacje, pół wieku komunizmu da się zniewolić banksterom i wynajętym przez nich kolaborantom udających urzędników państwowych? Naprawdę ktoś w to uwierzył?



share

Przeciętny kierownik „warstatu” potrafi sprzedać ciekawsze hasła reklamowe, niż odczytujemy na folderach renomowanych producentów i w tytułowym dowcipie. Komu potrzebny jest taki wynalazek, jak ładne felgi, które nie wymagają kołpaków, po 150 zł od sztuki, jeśli mówimy o oryginale. Nie wiem, ale przez lata zajmowałem się sprzedażą „alusów” i pamiętam doskonale, że ewentualni klienci najbardziej cenili sobie uczciwość handlowca. Pytał użytkownik Daewoo Lanosa, czy będzie szybciej przyspieszał do setki, to odpowiadałem, że nie zauważy różnicy. Zagaił właściciel Mercedesa, czy przypadkiem nie wiem, gdzie spawają i prostują „osiemnastki” do „S” – odpowiadałem, że nie mam pojęcia, a gdybym wiedział, to nie chcę być posądzonym o współudział w zbrodni.

Strony