Gospodarka



share

Deficyt budżetowy rządu jest powszechnie krytykowany, tymczasem znacznie groźniejszy jest deficyt na rachunku bieżącym, czyli różnica pomiędzy wartością produktów sprzedanych i kupionych zza granicy. I to on powinien być w centrum zainteresowania rządu, opozycji i dziennikarzy. Co więcej, istnieją sytuacje, kiedy nawet korzystne dla gospodarki narodowej jest zwiększenie deficytu budżetowego, o ile uzyskane środki służą do redukcji deficytu obrotów bieżących (eksport-import). A tymczasem opinia publiczna, pod dyktando Niemiec, przekonywana jest o bezwzględnej szkodliwości deficytu i koniec. Unia Europejska wymaga od państw członkowskich zrównoważenia budżetu, dając za przykład Niemcy, które we własnej konstytucji stworzyły zapis zabraniający wzrostu zadłużania państwa. Co gorzej Niemcy chcą wprowadzenia analogicznych zapisów w konstytucjach innych państw.



share

Aby oszacować prawdziwy problem z długiem budżetowym, należy zadać trzy podstawowe pytania:
1.  Od kogo rząd pożyczył pieniądze?
2. W jakiej walucie rząd pożyczył pieniądze?
3. Na co rząd wydał pożyczone pieniądze?



share

Powszechnie utarło się krytykować deficyt budżetowy rządu. W zasadzie opinia publiczna jest przekonana, że najgorsze, co rząd może zrobić krajowi, to zwiększać zadłużenie budżetu państwa. Zastanówmy się, na czym polega problem? Deficyt budżetowy powstaje wtedy, gdy dochody rządu (np. VAT, CIT, podatek dochodowy) są niewystarczające do finansowania działalności państwa, a więc np. do wypłat rent, emerytur, płacenia za opiekę zdrowotną, czy edukację obywateli. Wówczas brakujące środki rząd zdobywa poprzez emisję obligacji skarbowych. Jeżeli sytuacja taka powtarza się z roku na rok, to całkowite zadłużenie budżetu państwa wzrasta. Powszechnie stosowanym wskaźnikiem porównującym wielkość zadłużenia kraju jest procentowa wartość wielkości długu wobec rocznego Produktu Krajowego Brutto tego kraju.

Strony