Polityka



share

Oszołom to słowo wypromowane przez Michnika i jak wszystko, co wypromował albo napisał Michnik, jest dokładnym przeciwieństwem właściwej definicji. Oszołomem można nazwać każdego, kto uważa, że w Polsce po 1989 roku największych biznesów nie robiło SB, WSI i obcy kapitał kupujący narodowy majątek za grosze. Oszołomem można nazwać każdego, kto się śmieje z oczywistych faktów, jak choćby tego, że polityką rządzą służby specjalne, spiski i intrygi, że świat finansjery jest zmonopolizowany przez Żydów, że media, sztuka i nauka zostały zdominowane przez lewacką ideologię. Wszystkie te fakty, nie żadne tezy, czy oceny, człowiek inteligentny przyjmuje do wiadomości i z nimi nie dyskutuje. Czymś zupełnie innym jest wyciąganie wniosków, na podstawie zgromadzonego materiału dowodowego i tutaj objawia się inny gatunek oszołoma.



share

Najgorzej jak się ludowi sprzeda jakaś bajeczkę i lud tę bajeczkę przyjmie za prawdę objawioną. Takich bajek sprzedano ludowi setki poczynając od tego, że wszystko musi być sprywatyzowane, przez Tuska, który zna się na ekonomii i kończąc na tym, że obrona podmiotowości Polski wywoła wojnę atomową z Rosją Radziecką i Europą. Niestety takie same bajki opowiada Polakom część prawicowych bajkopisarzy, których pseudonimów i nazwisk nie wymienię, aby nie wpływać na popularność bredni. Bajka o Antonim Macierewiczu brzmi mniej więcej tak, że jest to jedyny człowiek, który walczy i chce pełnego oczyszczenia Polski z agentury SB, WSI, GRU, dlatego agentura chce go wykluczyć z polityki i pozbawić ministerialnej teki.



share

Ponieważ nie mam czasu pilnie śledzić głównych, ani pobocznych nurtów publicznego dyskursu, docierają do mnie jedynie najbardziej natarczywie eksploatowane tematy, pochwalę się więc, co dociera do przeciętnego zjadacza chleba z całej tej wielce ważnej, zdaniem celebrytów i głównych aktorów sceny politycznej, gównoburzy.

No wiadomo - po pierwsze były święta - wszyscy pilnie modlili się w intencji Lecha Kaczyńskiego; no i ważna rzecz, tak a`propos, tuzy prawicowego dziennikarstwa, czyli klan Karnowskich i Sakiewicza, pokłóciły się ordynarnie o to, kto bardziej świątobliwie i nabożniej opłakiwał śmierć i we wznioślejszych słowach uwieczniał wiekopomne dzieła sp. Prezydenta.

Strony