Polityka



share

Odchodzi zima, na scenę tu i tam zwycięsko wkracza wiosna, ale w Ameryce jest już naprawdę gorąco, obserwujemy prawdziwe polityczne globalne ocieplenie, a może nawet piekło.  Globaliści i sponsorowany przez nich polityczny establishment obydwu partii, po obudzeniu się z dłonią w nocniku (vide przegrane wybory prezydenckie) intensywnie budują barykady, zarzucają Trumpowi pod nogi kłody i uruchamiają zasoby tajnego, głębokiego państwa (deep state). My Polacy z pewną sympatią i dumą możemy przywołać koncepcję “tajnego państwa” funkcjonującego pod niemiecką i sowiecką okupacją w czasie (i po) II wojny światowej. Jednak deep state przeciwnie, bardziej może tu kojarzyć się z mafijnym sprzysiężeniem, niż z zakonspirowanymi narodowymi elitami pod obcą okupacją.



share

Za komuny krążył taki dowcip, przynajmniej tak mi się wydaje, no chyba, że coś sobie wymyśliłem. Dowcip brzmi następująco. Kto to jest ORMO-wiec? To jest ten, który był za głupi, żeby go przyjąć do ZOMO. Patrzę na gigantów intelektu z opozycji i słucham ich prawie nieustannie, takie mam zawodowe obowiązki, i jakbym rekrutację do ORMO widział. Coś nieprawdopodobnego, co jeden to „ciekawszy egzemplarz”. Skąd oni ich biorą chciałoby się zapytać, bo trudno uwierzyć, że na przykład taki poseł Misiło, czy Szczerba są stypendystami bodaj zaocznej politologii. Chciałbym być dobrze zrozumiany, tutaj naprawdę nie chodzi o sympatie polityczne, przecież ślepy nie jestem i też widzę posła Suskiego albo ministra Jurgiela, ale to nie to samo.



share

Gest w polityce to powinna być oddzielna dziedzina paranauki zwanej politologią. Generalnie unikam jak ognia analizowania tego typu bzdur, bo chociaż w życiu zachowanie człowieka mówi bardzo wiele o człowieku, to w wydaniu politycznym te analizy stały się farsą. Grono ekspertów potrafi godzinami rozprawiać o krawacie w grochy tego, czy tamtego polityka i rozbierać na czynniki pierwsze owal, kolor i rozmieszczenie grochów. W naszym krajowym wydaniu mieliśmy kilka takich speców wychowanych przez resort, jednym z nich był niejaki Tymochowicz, zwykły prostaczek, z którego wrzeźbiono fachowca od mowy ciała. W 95 na 100 przypadków nie warto się podobnymi głupotami przejmować i zajmować, ale ostatnia podnieta „salonów”, z kilku powodów jest warta uwagi.

Strony