Społeczeństwo



share

Esbeckie i wronie emerytury rozlały się po portalu. No i wygląda, że się trochę pogrupowaliśmy. Pod apelem skubiego o blogowy bojkot PiS-u dyskusja przerodziła się w emerytalny pojedynek "miki kontra reszta świata", na czele z MK. Mikiemu w sukurs w osobnej notce przychodzi Azrael. A wkurwiony MK wysmaża anty-urbanowo-esbecko-kiszczakową filipikę. Wreszcie coś się dzieje! Nie jesteśmy towarzystwem wzajemnej adoracji! No i jednak jakąś tam klasę nawet przy wielkich emocjach udaje się trzymać.

A że temat tak grzeje to dowód, że - czy nam się to podoba, czy nie - od przeszłości nie uciekniemy, wszyscy jesteśmy nią skażeni, za to z interpretacją ducha i litery prawa mamy niejakie problemy. Liczę na chłodne (jeśli to możliwe) opinie prawników z naszego grona.



share

Tyle raz już sobie obiecywałem, że nic sobie nie będę obiecywał i oczywiście sobie obiecałem. Obiecałem sobie rzecz z pozoru łatwą do dotrzymania, obiecałem sobie, że już nic mnie w kraju nad Wisłą nie zdziwi. Złamałem obietnicę tuż po jej złożeniu. Zobaczyłem Jerzego Urbana, który gadał jak ksiądz. Kto mógł to przewidzieć? Urban głoszący kazania? Mało tego, nie dość, że ksiądz, to jeszcze kombatant. Urban bronił emerytury Jaruzelskiego jak niepodległości, odśpiewał ?Barkę? w intencji starszych ludzi, którym odbiera się godność, a oni na Syberii byli i na wojnie. Urban położył się krzyżem przed siwym włosem bohaterów i pokropił święcona wodą liberalnego szatana.



share

Jeszcze niedawno PiS był partią rządzącą, miał spore poparcie społeczne. Był więc w Polsce zjawiskiem bardzo ważnym. Nawet jeśli jakiś PiSowski pomysł był idiotyzmem niewartym uwagi, to pisanie o nim miało sens. Bo z reguły ma sens pisanie o tym, co robi czy zamierza robić najważniejsza siła polityczna w Polsce. Jeśli jakiś głupi pomysł ma duże poparcie społeczne, to warto o tym pisać, chociażby po to, żeby to poparcie zmniejszyć.

Dziś jest inaczej. Dziś PiS nie rządzi. Dziś prezydent jedzie na szczyt ONZ z pilotem, którego prezydent chciał ukarać, ale nie ukarał, bo nie ma takiej władzy. Gdy prezydent proponuje reformę ONZ, to jest dezawuowany przez własnego ministra spraw zagranicznych - w tej sytuacji nawet nie warto nawet się zastanawiać, czy ten projekt reformy znajdzie odzew za granicą.

Strony