Sport

Sport


  • Kategoria publikacji: Sport

share

– Dzień dobry Panie Egzaminatorze Sprawnego Państwa, pozwoli Pan, że dla pewnego porządku i oszczędności czasu antenowego, będę się do Pana zwracał, Panie ESPE – zaproponował redaktor.
– Dzień dobry Panie redaktorze, dzień dobry Państwu. Z całym szacunkiem Panie redaktorze, ale dla zachowania powagi urzędu, bardzo bym prosił, aby Pan się zwracał do mnie pełnym tytułem. Wolałabym naturalnie luźniejszą rozmowę, ale proszę pamiętać, że w tej chwili reprezentuję najwyższy urząd.
– W takim razie Panie Egzaminatorze Sprawnego Państwa, proszę wytłumaczyć mnie i kibicom dlaczego doszło do tak kuriozalnej sytuacji w trakcie meczu Polska-Anglia, który się de facto nie odbył.
– Przede wszystkim Panie redaktorze prosiłbym o precyzyjne określenie stanu rzeczy, sytuacja nie jest kuriozalna, jest jak najbardziej naturalna, powiedziałbym wręcz, że przebiegała w odwiecznym porządku naturalnym.


  • Kategoria publikacji: Sport

share

Bardzo ciekawe zjawisko społeczne, żeby nie napisać socjologiczne, miało miejsce w niedzielę, ale zaczęło się kilka dni wcześniej. W pierwszym odruchu broniłem się przed udziałem w medialnym spektaklu, bo niemal odruchowo kojarzył mi się z „Idolem”, czy innym show kulinarnym, ale w niedzielne, leniwe, popołudnie miałem trochę czasu, żeby się przyjrzeć wszystkiemu na spokojnie. Wnioski z obserwacji są dość pozytywne, na stracie odrzuciłem porównanie do tandetnych spektakli dla gawędzi, a powód odrzucenia okazał się dość elementarny, mianowicie kryteria wyboru. Jakby nie patrzeć takiego przedsięwzięcia nie da się zorganizować przy pomocy Joli Rutowicz, Katarzyny W., ani też z udziałem Bartka Arułkowicza i nawet peerelowski komandos Dziewulski by odpadł. Felix Baumgartner jest kimś wyjątkowym i dokonał rzeczy wyjątkowej, niedostępnej dla telewizyjnych pajacyków.


  • Kategoria publikacji: Sport

share

Leśny dziadek, Grzegorz Lato odpadł z leśnego domku, nie będzie startował w wyborach na szefa PZPN i tym bardziej to bolesne, że najprawdopodobniej nie udało mu się nawet zebrać 15 głosów baronów. W tej sytuacji faworytami na tron leśnych dziadków okrzyczano Zbigniewa Bońka, znanego adoratora Sportfive, czytaj ebsbeka Andrzeja Placzyńskiego i posła PO Romana Koseckiego, adoratora państwa, które nieustannie zdaje egzamin. Na fali radości związanej ze słuszna degradacją Laty, chciałbym tylko sceptycznie przypomnieć, że takich euforii przeżyliśmy już kilka i zawsze kończyły się kacem. Pytanie jest proste, a właściwie pytania są dwa, bo jedno jest formalne. Co się zmieniło w strukturze decyzyjnej PZPN? Tam się znaleźli nowi ludzie, szlachetni, rozsądni, inteligentni, pasjonaci piłki? Otóż nie, Boniek i Kosecki są faworytami tego samego esbeckiego grona "działaczy", a skoro tak to warto zadać drugie pytanie.

Strony