artyści



share

Za komuny nie tylko bawili, ale także byli sumieniem narodu. Niektórzy kurwili się na potęgę[1], inni trochę mniej, wreszcie część zachowywała się tak, żeby po latach móc powiedzieć wnukom – dziadzio/babcia dawał/a dupy za pieniądze, ale tylko na scenie.
W stanie wojennym w większości zbojkotowali TVP. Niektórzy bojkot olali widząc okazję do wspięcia się o kilka szczebli wyżej, albo po prostu z przekonania, za co spotkał ich ostracyzm i środowiska i publiczności. Mikulski, Kłosiński, Gogolewski dostali po tyłku i długo nie mogli się pozbierać.



share

Przestałem się bulwersować i zacząłem się napawać optymizmem, po kolejnych występach artystów i „myślicieli”, którzy w gestach rozpaczy przypominają, że kiedyś istnieli. W środowisku aktorskim krąży nieśmiertelna anegdota z udziałem Janusza Kłosińskiego, młodszym Czytelnikom podpowiem, że to taki aktor z reguły drugoplanowy, grał między innymi w „Janosiku”, „Czterech pancernych” i to on miał ustrzelić „pastowanego kabana” w „Nie ma mocnych”. Kłosiński po ogłoszeniu stanu wojennego był jednym z nielicznych aktorów, którzy otwarcie poparli wojnę generała z Narodem. Został przez większość środowiska uznany za sprzedawczyka i nawet ulubieńcy Gierka, kroczący niegdyś w majowych pochodach, odwrócili się od kolegi. Ta anegdota potwierdza coś, co nigdy żadną tajemnicą nie było. Jak świat światem i człowiek marnością, zawsze znajdzie się Kłosiński, Kobyliński, Majkowski, Riefenstahl, którzy poprą dowolna podłość wyrządzoną przez władzę lub przez władzę ukrywaną.



share

Zanim mi się zbierze, pewnie zasłużenie, chciałbym Czytelnikom i sobie zafundować pewną odskocznię od tych wszystkich napiętych analiz, w końcu Bóg nakazał w niedzielę odpoczywać, na wieczną pamiątkę sześciodniowego tygodnia pracy. Zostawiłbym paru komuchów w spokoju, bo cenię ich talenty. Medium nie jestem, ale jakoś w kościach czuję, że razem ze mną wielu się zastanawia, no dobrze może coś w tym jest, ale tak konkretnie, po nazwisku. Służę uprzejmie. Marek Piwowski, cenię Piwowskiego i to z dwóch powodów. „Rejs” jest rozmaicie oceniany, powstał techniką absolutnego chaosu, ale tak bywa, że z chaosu rodzi się kult. Co po nas zostanie jeśli nie nasze słowa, które przeszły do historii, Piwowskiemu się udało, to dobry reżyser i udowodnił swoją wartość nie w „Rejsie”, ale w „Przepraszam czy tu biją”.

Strony