debata



share

Często wykorzystywane słowo „Matrix” stało się frazesem, ale przysłuchując się dialogowi PiS i PO z udziałem mediów, nie znajduję lepszego podsumowania. Absolutny Matrix! PiS zadaje proste pytanie o program PO, pytanie to podchwytują media i zaczyna się kluczenie z domyślną tezą, że PO programu po prostu nie ma. Nic podobnego program PO jest, co więcej ogólnodostępny i zupełnie świeży, bo z 2015 roku. O ile w interesie PiS jest budowanie wrażenia, że PO programu nie posiada, o tyle zachowanie PO i mediów podtrzymujące Polaków w przekonaniu, że to prawda, należy uznać za więcej niż dziwne albo do bólu racjonalne. Wszystko zależy od tego z jakiej strony patrzymy na deklaracje programowe PO.

Cała tajemnica polega na tym, że program PO jest taki, że lepiej go ludziom nie pokazywać. Dlatego też PO woli urządzać cyrki i mówić o debatach dotyczących debaty, dokładnie z tego samego powodu nie odpowiada na proste pytania, które zadało PiS. Przypomnę te pytania:



share

Nieskromnie powiem, że czuje się ekspertem od wszystkiego, co się wokół Smoleńska działo. Ekspertem od tego, co się wokół Smoleńska działo, nie od tego, co się w Smoleńsku stało Interesowałem się tą tragedią i zajmowałem od samego początku, znam każdy detal, jaki się pojawił w Internecie, znam wszystkich bohaterów i „bohaterów” zaangażowanych w wyjaśnianie lub zaciemnianie katastrofy. Wcześniej o tym nie pisałem, żeby nie wyjść na kabotyna, ale demaskowanie propagandystów, szczególnie Artymowiczów, skończyło się zainteresowaniem ówczesnego ABW „moją osobą”. W związku z czym pewne wątki związane ze Smoleńskiem znane mi są nie tylko z debaty publicznej, ale z takich właśnie „zakulisowych” działań, o które się nie prosiłem i przez dłuższy czas nie miałem o nich pojęcia.



share

Zaklinania rzeczywistości nie tyle należało się spodziewać, co można było zakładać w ciemno. Po konstruktywnym wotum nieufności TVN i polskojęzyczne przystawki ruszyły z „narracją”. Żadnych niespodzianek wiadomo kto „zaorał”, ale w całej propagandzie widać też mnóstwo asekuracji i braku wiary. Oglądałem jedynie kawałek debaty i niespecjalnie żałuję, niemniej widząc skróty w głównych wydaniach serwisów nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że reporterzy i realizatorzy powtarzali w montażowni jedno zdanie: „I co ja mam z tego „g” wyrzeźbić?”. Tak wyrzeźbili, że Schetyna „nie porwał”, a Kaczyński „się starzeje”. Przekładając z socjotechniki na nasze otrzymujemy jasny komunikat. Schetyna to nie Tusk, nie ma co się oszukiwać, potrzebujemy cudu albo wymiany lidera. Tyle wyszło z zaklinania, na więcej materiał nie pozwolił.

Strony