debata publiczna



share

Nie zdechła żadna wiewiórka przygnieciona stuletnim dębem, nie trafiła rządowa limuzyna w zderzak samochodu prowadzonego przez feministkę w ciąży, to się zrobiło nudno w debacie publicznej. Jakieś tam atrakcje się anonsowały, ale zbulwersowani dziennikarze i artyści, którzy płakali nad cenzurowaniem WOŚP w TVP, nie uronili ani jednej łzy z powodu cenzurowania w TVN i GW targów w Hanowerze, a przecież tak nam brakuje potwierdzenia, że Polska nie jest marginalizowana. Gdzieś widziałem przebitki, że meksykański heros Alberto z narażeniem życia odmówił przyjęcia orderu od Prezydenta Andrzeja Dudy, mam jednak wrażenie, że poza mną niewielu się załapało na tę łamiącą wiadomość. Dla „odmiany” ciągle piłuje się temat Caracali, ale ogólnie to flauta i trzeba czekać, aż znów Beata Szydło założy żółty żakiet albo Agata Duda zrobi półszpagat.



share

Dziś mam taki troszkę luźniejszy temat, choć za te słowa powinienem zebrać, jak mało kiedy i mało kto, jeśli tylko wnikliwie się przyjrzeć tematowi. Planuję krótki tekst i dwa niedługie filmiki, jak wyjdzie jeszcze nie wiem, ponieważ kłócą się we mnie dwa pomysły. Oba do pewnego momentu bazują na tym samym słowie, dlatego niczego nie obiecując zaczynam. Muszę się na wstępie trzepnąć we własne piersi, gdyż swego czasu, zaraz po tym jak zobaczyłem tak zwane taśmy Beger byłem naiwnie wstrząśnięty. Wstyd się dziś do tego przyznawać, tym bardziej, że te mityczne już taśmy wydają się dziś naprawdę niewinne. Nie jest już chyba żadną tajemnicą, że jednym z filmów jest właśnie ten film i celowo wybrałem film z Lipińskim, nie Mojzesowiczem, bo ten z Mojzesowiczem był bardziej przaśny.



share

Pobalowali? Wytrzeźwieli? Pierwsze statystyki noworoczne przejrzeli?
To wypadałoby zakasać rękawy i może nie z uśmiechem na ustach, ale zabrać się do roboty.

O kim mowa?
Oczywiście o naszych milusińskich, politykach.

Strony