dyplomacja



share

Gest w polityce to powinna być oddzielna dziedzina paranauki zwanej politologią. Generalnie unikam jak ognia analizowania tego typu bzdur, bo chociaż w życiu zachowanie człowieka mówi bardzo wiele o człowieku, to w wydaniu politycznym te analizy stały się farsą. Grono ekspertów potrafi godzinami rozprawiać o krawacie w grochy tego, czy tamtego polityka i rozbierać na czynniki pierwsze owal, kolor i rozmieszczenie grochów. W naszym krajowym wydaniu mieliśmy kilka takich speców wychowanych przez resort, jednym z nich był niejaki Tymochowicz, zwykły prostaczek, z którego wrzeźbiono fachowca od mowy ciała. W 95 na 100 przypadków nie warto się podobnymi głupotami przejmować i zajmować, ale ostatnia podnieta „salonów”, z kilku powodów jest warta uwagi.



share

Z pełną konsekwencją nie dołączam do chóru krytyków ministra Witolda Waszczykowskiego, bo ten minister ma jedną niewątpliwą zaletę – stara się i pokazuje ze wszystkich sił, że skończyło się traktowanie Polski jak kolonii. Tego jednego Waszczykowskiemu odmówić się nie da, a jeśli już to można mówić o pewnej nadgorliwości w okazywaniu polskiej niezależności i dokładnie tutaj widzę rodzący się problem. W polityce jak w życiu, nie da się non stop stroszyć piór i podkreślać jakim to strasznie groźnym jesteśmy kogucikiem. Lew nie ryczy co pięć sekund i nie potrząsa grzywą na widok zająca, aby podkreślić swoją siłę i mimo wszystko każde zwierze wie, że z lewem nie ma żartów. Polska postrzegana przez świat od dziesiątków lat jako łatwy cel, na początku musiała bardzo wyraźnie zaznaczyć, że te podłe czasy się skończyły i dlatego pewne przesadne reakcje były wskazane.



share

Toporna dyplomacja to jedna z krótszych definicji oksymoronu, ale zamierzam bronić tego szalonego pomysłu i od razu wyjaśniam w czym rzecz. Przez ostanie ćwierćwiecze Polska była postrzegana przez wszystkie znaczące kraje i rozmaite znaczące instytucje jako pionek i to dosłowny pionek. Wystarczyło kilka słów urzędniczyny średniego szczebla, czy nawet parę wersów w kolorowej, byle zachodniej, prasie i zaczynało się pokorne merdanie polskim ogonkiem. W końcu dożyłem czasów, w których polski rząd reprezentuje polski interes i jeśli to konieczne wbrew wszystkim innym interesom. Co do opisanego stanu rzeczy zgodzi się chyba każdy, również najostrzejszy krytyk, przecież główna krytyka PiS skupia się na powtarzaniu, że Polska nie szanuje europejskiej wspólnoty i wartości. Nawiasem mówiąc pierwsze nigdy nie istniało, a drugie skończyło się gdzieś tak pod koniec XIX wieku, ale do rzeczy. Skąd ten szalony pomysł, żeby dyplomację wyposażać w topór?

Strony