euro



share

Zawsze i wszędzie można zaklinać rzeczywistość, czasami nawet trzeba, gdy stoimy w obliczu tak zwanej wyższej konieczności. Nastolatce, która kiwa się na parapecie okna i patrzy w dół z trzeciego piętra, obiecuje się księcia na białym koniu, nowe Renault Clio, czy czego tam sobie życzy. Dopiero jak zejdzie z parapetu przekona się, że rzeczywistość została zaklęta i zamiast księcia w Clio, będzie szlaban na komputer plus seria wizyt u psychologa. W tej metaforze Polska nie jest nastolatką usiłującą targnąć się na życie i rodzice nie są zatroskaną Unią Europejską. Jedynie zaklinanie rzeczywistości przyda się do dalszych rozważań.



share

Nie trzeba być specjalnie bystrym aby zobaczyć, że Unia E. osiągnęła już swój stan szczytowy i jest na etapie schyłkowym. Oczywiście w polityce nic nie dzieje się z dnia na dzień i mówimy o procesach trwających lata. Nie sposób jednak uważać, że wszystko jest w porządku. Niech no ktoś powie jakie cele ma Unia? Dokąd zmierza? Jaki ma plan w dobie zmieniającego się świata gdzie wszystko wokół buzuje?

 



share

Istnieją takie okoliczności, które nakazują się cieszyć i to głośno, że coś się nie udało, na przykład coś tak groźnego, jak euro w Polsce. Temat wrócił niespodziewanie i skoro tak, to postanowiłem skorzystać z okazji, by się podzielić kilkoma uwagami. Zacznę od zaskoczenia, związanego nie powrotem tematu, ale z faktem, że euro jeszcze w Polsce nie zostało wprowadzone. Ekipa Tuska sprzedała wszystko, a resztę na zlecenie wewnętrzne i zewnętrzne ogołociła do cna. Zastanawiam się głośno dlaczego Tusk nie wprowadził euro, chociaż z całą pewnością było to na rękę jego niemieckiej opiekunce i kilku innym krajom ze strefy. Jedyne, co mi przychodzi do głowy to naciski rodzimych „biznesmenów”, którzy żyją z eksportu. Przez wiele lat słyszeliśmy bzdurne deklaracje, że już za chwilę będziemy płacić i zarabiać po europejsku, z drugiej strony Tusk nie kiwnął palcem, żeby tak się stało.

Strony