fakty



share

Ulubiona zabawa wszelkiej maści koterii i celebrytów w każdej postaci, to żonglerka wielkimi kwantyfikatorami, co ma odwrócić uwagę od handlu małością. Poczucie boskości połączone z poczuciem bezkarności daje piorunujący koktajl. Nie pamiętam, aby schwytanemu za dłoń zdarzyło się chociaż raz powiedzieć cokolwiek przyzwoitego, zawsze reagowali kwikiem „moralnym”. Naturalną reakcją uwikłanych w tajne interesy jest kaznodziejka. Ile razy słyszeliśmy homilie, w których przedstawienie faktów nazywano „mową nienawiści”, „hejtem”, „niszczeniem autorytetów”? Policzyć się nie da żadnym kalkulatorem, bo to jest niestety norma, czyli w kółko powtarzany refren. Gdy pojawiają się konkretne zarzuty, gdy na wierzch wychodzą konkretne dokumenty, natychmiast świetlana postać pokazuje się z dzieckiem na ręku, jej ojciec przechodzi zawał, a koledzy i koleżanki plują do zupy śmiertelnymi alergenami.



share

Technologia przerabiania normalnych na wariatów i robienia z wariatów autorytetów nie zmienia się od lat. Najważniejszy pierwszy krok! Ludzie radzieccy opanowali tę metodologię do perfekcji. Gdy Anodina prezentowała wyniki radzieckiego „śledztwa” wykorzystała wszystkie chwyty propagandowe. Generał Błasik miał być pijany, załoga wczoraj zaczęła latać i nie znała żadnych języków, łącznie z polskim, a w podsumowaniu puszczono przeraźliwe krzyki pasażerów. Ten pakiet poszedł w świat, gdy niemiecki podnóżek z podwiniętym ogonkiem szusował w Dolomitach. Parę tygodni po bolszewickiej akcji nawet ekipa Tuska zrozumiała, że takie numery przejść nie mogą. Wtedy na szybko zrobiono konferencję Millera, która skorygowała tylko dwa elementy z wielkiego łgarstwa. Pożal się Boże fachowcy próbowali przekazać, że generał Błasik nie był pijany i do tego dorzucili bałagan w budzie ruskiej, zwanej wieżą.



share

Dostaje egzemy na widok tych wszystkich programów kulinarnych i nie oglądam chłamu z założenia, ale nawet z takim nastawieniem obiły mi się o uszy różne sławy kulinarne. Niejaki Modest Amaro, który przechrzcił się z Józefa Kosiby, czy innego Karola Pasikonika, z całą pewnością ma większą sławę i renomę od Sowy, chociażby dzięki gwiazdce Michalina. Jednak to „Sowa” zebrał warszawską śmietankę na dodatek w ekspresowym czasie. Modest ze swoim Amber Room musiał zadowolić się II miejscem, przynajmniej jeśli chodzi o rozpoznawalność, czemu oczywiście przysłużyły się „taśmy”. Nie spotkałem dotąd tekstu, w który ktoś podałby podstawowe informacje dotyczące kuchni afery, dlatego postanowiłem spojrzeć na wszystko od nieco innej strony, bez rozstrzygania kto tu kogo robił na szaro. Podam kilka podstawowych faktów do samodzielnej analizy.

Strony