fakty



share

Nie istnieje chyba taka siła statystyczna, która byłaby w stanie policzyć ilość żartów, kpin i złośliwości wymierzonych w dyżurnego „eksperta” towarzysza Dziewulskiego. Jego nazwisko stało się wręcz synonimem śmieszności, egzaltowanych i oderwanych od rzeczywistości ocen. Mówisz Dziewulski i wszystko jasne, cała sala śpiewa z nami, a ludzie pokładają się ze śmiechu. Jak to się dzieje, że ktoś taki nadal bryluje w mediach? Pytanie retoryczne. W mediach głównie brylują ludzie, którzy nie mają absolutnie nic mądrego do powiedzenia, za to chętnie i karnie powtarzają brednie podsuwane przez sponsorów i właścicieli. Dziewulski bredził poprawnie politycznie i dokładnie takiego eksperta media poszukują. Pal sześć, że jego wiedza fachowa opiera się na PRL-u, ruskim Gaziku i oddziałach specjalnych Milicji Obywatelskiej, nie ma to żadnego znaczenia. Odpowiednie światło kamery, odpowiednia oprawa i pompuje się widzowi do głowy przekaz, pełen eksperckich opinii.



share

Powiadają propagandyści, że mamy do czynienia z gumkowaniem historii. Pretekstem do tego wzmożenia miała być wystawa zorganizowana w trakcie szczytu NATO. Według sanhedrynu RP III zabrakło na niej wielu bóstw i cudotwórców, którzy sprawili, że Polska znalazła się po przeciwnej stronie żelaznej kurtyny. Jednym cięgiem wymieniano zasłużonych: Kwaśniewskiego, Geremka, Nowaka-Jeziorańskiego i Wałęsę, by za chwile drwić z; Kaczyńskiego, Macierewicza, Olszewskiego. Mam ten komfort, że nie muszę sięgać do żadnych źródeł, ponieważ jestem naocznym świadkiem historii i doskonale pamiętam, jak to z NATO i z wieloma sprawami było. Nikogo nie wygumkowano, ale po raz pierwszy nie doklejono zbędnych twarzy i te fakty w końcu powinny trafić do podręczników. Na początku lat 90-tych zwolenników wejścia do NATO nazywano oszołomami i to był tylko jeden z licznych przykładów na „brak odpowiedzialności”. Pierwszy słynny dylemat z tamtego okresu to podział władzy.



share

Ulubiona zabawa wszelkiej maści koterii i celebrytów w każdej postaci, to żonglerka wielkimi kwantyfikatorami, co ma odwrócić uwagę od handlu małością. Poczucie boskości połączone z poczuciem bezkarności daje piorunujący koktajl. Nie pamiętam, aby schwytanemu za dłoń zdarzyło się chociaż raz powiedzieć cokolwiek przyzwoitego, zawsze reagowali kwikiem „moralnym”. Naturalną reakcją uwikłanych w tajne interesy jest kaznodziejka. Ile razy słyszeliśmy homilie, w których przedstawienie faktów nazywano „mową nienawiści”, „hejtem”, „niszczeniem autorytetów”? Policzyć się nie da żadnym kalkulatorem, bo to jest niestety norma, czyli w kółko powtarzany refren. Gdy pojawiają się konkretne zarzuty, gdy na wierzch wychodzą konkretne dokumenty, natychmiast świetlana postać pokazuje się z dzieckiem na ręku, jej ojciec przechodzi zawał, a koledzy i koleżanki plują do zupy śmiertelnymi alergenami.

Strony