fakty



share

Przeczytałem dostępne fragmenty i opisy artykułu w „Do Rzeczy” i przyznam, że to wystarczająca dawka przygnębiającej lektury, ale jeszcze bardziej przygnębiające są reakcje części prawicy, która się kompletnie pogubiła. Standard moralny Kalego rozniósł się po wszystkich możliwych forach i debatach. Cenckiewicz opisujący „Bolka”? Dobry, dobry historyk. Cenckiewicz opisujący TW „Tamiza” (Kieżuna)? Zły, zły Cenckiewicz. Najmocniej przepraszam za kompletny brak oryginalności, ale to nie ja sprowadziłem sprawy do groteskowego banału, który z moralnością i prawdą nie ma nic wspólnego. Z moralnością wiadomo jak jest, każdy ma swoją i albo jej używa albo o niej zapomina, ale fakty posiadają tę siłę, że się bronią same. Nie obchodzą mnie oceny etyczne dotyczące zachowania prof. Kieżuna, w tych kwestiach tylko jedna postawa jest godna i ma sens – powiedzieć prawdę, przeprosić i starać się naprawić krzywdę, o ile to jeszcze możliwe. Tymczasem prof.



share

Prostota w środkach, prostota w przekazie. Tygodnik ledwie klepiący biedę, któryś raz z kolei publikuje sensację. I mógłby sobie stawać na głowie z nogami w szpagacie, ale bez względu na kaliber sensacji i tak nie podniósłby sprzedaży, gdyby nie koronny Latkowski. Gangster zrobi swoje, resztę w formie zbierania plotek zrobił organ upoważniony. GW na pierwszej stronie kseruje Latkowskiego i od tego mementu możemy mówić o poważnej aferze. Tak to się właśnie realizuje, jest jakiś mało poważny tygodnik, z informacjami, na które „nie ma dowodów” i tak dla jaj całość drukuje poważna gazeta Michnika. Schemat czytelny jak pogrubiona czcionka. Ktoś z Czerskiej dostał zlecenie na materiał i bezpośrednio zainteresowani mają wiedzieć, że zleceniodawcy wiedzą. Jednocześnie wystawieni nie koniecznie muszą wiedzieć czego oczekują zleceniodawcy. Poszła zanęta i po składzie osobowym widać, że całość jest wymierzona w Tuska. Sienkiewicz, Nowak i Belka również, to są ludzie Donalda.



share

Zgodnie z moim oczekiwaniami, ale też życzeniem, uroczystości pogrzebowe komunistycznego zbrodniarza, sowieckiego namiestnika i zdrajcy narodu polskiego zamieniły się w szopkę. Dusza zdrajcy dostąpiła zaszczytu w postaci katolickiej mszy, ciało zbrodniarza wyniesiono na Powązki w cichym laickim obrządku, pozbawionym obecności znamienitych żałobników. Piękna symbolika marnego życia koniunkturalisty, który zawsze łapał wszystkie sroki za jeden ogon. Był tchórzem za życia i stchórzył w obliczu śmierci, żebrząc o łaskę sakramentów, z których razem z towarzyszami kpił i prześladował przyjmujących. Widowisko tak żałosne, że linia politycznego podziału przecięła nie tylko znane od lat strony sporu, ale posiekała wraże obozy wewnątrz. Tusk tradycyjnie zaszedł trochę w ciążę, Komorowski postanowił urodzić potworka, który pójdzie do kościółka złożyć rączęta, ale na fetę z udziałem "profesjonalnej" armii, jako jej wódz naczelny, już się nie wybiera.

Strony