fakty



share

Znałem odpowiedź prof. Chrisa Cieszewskiego dotyczącą ustaleń profesorów Czachora i Wiśniewskiego na długo przed publikacją w Gazecie Polskiej . Z oczywistych względów nie mogłem zdradzić, jakie Chris Cieszewski zajmie stanowisko, ale gdy już wszyscy wiemy, tudzież możemy się zapoznać ze zdaniem naukowca, chcę jeszcze raz i bardzo dobitnie podkreślić, że tak właśnie powinna się prezentować nauka i jej wierni synowie. Wyobraźcie sobie na miejscu Chrisa Cieszewskiego pierwszego z brzegu Laska, czy Artymowicza. Co by się stało po empirycznej weryfikacji ich propagandowych teoryjek? Może na wstępie przypomnę, że geodeta z profesorami użyli najprostszych na świecie narzędzi, takich jak taśma miernicza i z założenia nie używali GPS.



share

Ulubione pytanie tak zwanych „zdroworozsądkowych”, którzy wierzą, bo i nie bardzo rozumieją, co jest w Gazecie Wyborczej napisane, brzmi: „Jakie masz dowody? Potem pytanie szybko przeradza się w stwierdzenie: „Jak nie masz dowodów to się nie wypowiadaj”. Wreszcie dostarczono takich dowodów, że i mnie czapka spadła, ale i tak nic nie zmieni podziału na wierzących zdroworozsądkowych i myślących oszołomów. Pozwolę sobie na małą prywatę, nim przejdę do dowodów podanych na tacy. Rzadko zaglądam na wykop.pl, bo to miejsce gdzie spotyka się cała pryszczata głupota pobudzona hormonami, ale oczywiście jest też doskonałą trampoliną dla liczby odwiedzin, dlatego przeglądając statystyki sprawdzam, co się stało powodem wizyty na portalu kontrowersje.net. Wszedłem na wykop.pl i patrzę, że link do tekstu relacjonującego przebieg rozprawy w złotoryjskim sądzie, został uznany przez pryszczatych tytanów intelektu za „informację fałszywą”. Ba!



share

Muszę się do czegoś przyznać, były takie początki kiedy się gubiłem. Zostałem ojcem i się pogubiłem. Od tej zguby do rodzinnej kroniki trafiła opowieść o rottweilerze, który zaatakował patriarchalnie umowną głowę rodziny. Ta opowieść to już rodzinny mit i tak naprawdę nie atakował, tylko sobie przybiegł, a młody tata trzymał w trakcie biegania nosidełko. O to właśnie nosidełko się rozbiło, ponieważ to oczywiście nie było nosidełko, tylko taty córka w urządzeniu zakupionym w hipermarkecie. Ówczesny problem polegał na tym, że tacie zadziały dwa instynkty, pierwszy krzyczał „ratunku”, drugi „opędzaj się tym co masz pod ręką”. Za tymi głosami poszedł młody tata i przed rottweilerem opędził się nosidełkiem, kompletnie zapominając o tym, że powinien być bohaterem i w dodatku myśleć.

Strony