farsa



Naukowcy i wykładowcy znają na pamięć etapy rewolucji. Zaczyna się od żaru, potem następuje zmęczenie, na końcu pojawia się zjadanie dzieci i farsa. Rewolucja 1000 kanapek przeszła przez wszystkie trzy etapy w ekspresowym tempie, a resztę czasu w całości poświęciła farsie. Wyjaśnię może na początku dlaczego 1000 kanapek, bo tylko wąskie grono zapaleńców wie o co chodzi. Poseł Piotr Marzec, bardziej znany jako Liroy, zdradził największą tajemnicę spektaklu urządzonego przez „totalną opozycję”. Do sejmu, parę godzin przed akcją ktoś zamówił 1000 kanapek. Ten fragment skeczów doskonale pokazuje całość tragifarsy, ale oczywiście były wydarzenia bardziej zabawne.



share

Pisma sądowe najczęściej zaczynają się od sławetnego: „Na wstępie zważyć należy…” i gdyby ten wstęp zastosować do konwencji Platformy Obywatelskiej, to niestety byłby problem z rozwinięciem. Cóż takiego zważyć należy po obejrzeniu kolejnego odcinka tej samej komedii. W krótkiej formie imprezę da się podsumować jednym starym dowcipem. Jakiś sabotażysta wymyślił i przeprowadził całe przedsięwzięcie, może Jacek Kurski, bo Misiek Kamiński siedzi na politycznej kanapie i się po… drapie. Ciężkie postawiłem sobie zadanie na niedzielę, decydując się na pisanie o niczym, ale służba nie drużba, poza tym mam zamiar wydobyć z tej roboty sporo przyjemności.



share

Mam wrażenie, że etymologia często przywoływanych słów „seanse nienawiści” nie jest powszechnie znana, a szkoda, bo z tego powodu dochodzi do dramatycznych nieporozumień. O seansach nienawiści pisał Orwell, ale w Polsce zasłynął inny autor, jedna z najbardziej odrażających postaci, żydowski komunista Jerzy Urban. Określenie to Urban odnosił do mszy i kazań prowadzonych przez śp. Księdza Jerzego Popiełuszkę. Znając kontekst historyczny i literacki trudno uznać „seanse nienawiści” za adekwatne podsumowanie wydarzeń, które tak często bulwersują Polaków. Czy sejmowe wystąpienie socjopaty Niesiołowskiego w jakikolwiek sposób można odnieść do kazań Popiełuszki i bełkotu Urbana? Czy groteskowe przemówienie Rzeplińskiego do pustej sali sejmowej, ma jakikolwiek związek z Orwellowskim klimatem? W jednym i drugim przypadku mówię stanowcze nie.

Strony