handel



share

Ustawa ograniczająca handel w niedzielę jest do bani z kilku powodów. Po pierwsze i tradycyjnie jest tam jeden wielki… bałagan pozwalający na rozmaite wygłupy i furtki. Trzeba do tych wszystkich komedii podchodzić z dystansem, bo co innego się odgrażać, a co innego popłynąć na grubą kasę przy otwarciu kawiarni w obuwniczym albo składziku z terakotą na dworcu, niemniej przepisy są takie jakie są. Jeszcze przed pierwszą wolną niedzielą słyszeliśmy o ewentualnych nowelizacjach, co też jest stałym elementem legislacyjnej tradycji.



share

Wrócił jeden z dyżurnych samograjów, czyli handel w niedzielę. Firmowy przedstawiciel gatunku, obozy już się potworzyły, wyświechtane argumenty fruwają w powietrzu i wiadomo, że znów nie będzie z kim pogadać. Ostatnio napisałem tekst o sekcie antyszczepionkowców, z którego nie wyjąłbym jednego przecinka, przy całej mojej antypatii i nieufności do koncernów farmaceutycznych, i się dowiedziałem, że „nie jestem w temacie”. Jak czytam albo słyszę, że „nie jestem w temacie”, to od razu widzę charakterystycznego jegomościa z przysadzistym zadkiem, który w szkole miał trzy ze wszystkiego prócz WF, ale teraz to by satelitę zbudował. Najbardziej mnie bawią te klasyczne skróty myślowe.



share

W Bahrajnie wybuchły antyrządowe protesty, doszło do zamieszek, wojsko strzelało do ludzi. Takiego przeczytałem wczoraj newsa, chociaż nie... To byłby news kiedyś, w innych okolicznościach, ale nie teraz, gdy podobne protesty trwają ( lub trwały jeszcze niedawno ) w wielu krajach arabskich: Algierii, Jordanii, Sudanie, Jemenie i oczywiście w Tunezji oraz w Egipcie, gdzie obalono dyktatorów, a dotychczasowe rządy będą prawdopodobnie zmuszone do podzielenia się władzą z opozycją. Kolejny bunt w tamtym regionie świata to już nie nowość, to normalność, choć jeszcze parę miesięcy temu nic nie wskazywało na to, by na Bliskim Wschodzie miało dojść do jakiejkolwiek rewolucji. W regionie, w którym nic nie zmieniało się od lat ( przynajmniej pod względem politycznym ) ludzie nagle zapragnęli zmian. To znaczy nie "nagle", pewnie chcieli ich już od dawna, ale dopiero teraz zaczęli się ich głośno domagać. Dlaczego? Cóż, powody są różne w różnych krajach.

Strony