Izrael



share

Słowami można się bawić, słowami można zwodzić, ale na końcu zawsze są czyny. Podsumowując dwa lata zagranicznej polityki PiS można powiedzieć, że nie ma żadnej polityki, nie ma żadnych czynów, co najwyżej są gesty i jeden jedyny sukces w polityce z Niemcami. Obojętnie, w którą stronę spojrzymy nigdzie nie zobaczymy konkretów. PiS opowiedziało Polakom piękną bajkę o suwerenności, a potem w gabinetach przeszli do prozy życia, oddając kolejne skrawki polskiej suwerenności i nie uzyskując w zamian nic. Chciałbym być gołosłowny, ale wystarczy przywołać najbardziej podstawowe fakty, żeby pozbyć się złudzeń.



share

Jedno jest pewne, dziewictwa dwa razy stracić nie można, a PiS dziewicą przestał być dawno. Wszystkie buńczuczne hasła dotyczące powstawania z kolan i inne deklaracje dotyczące prowadzenia twardej polityki zagranicznej, nabrały wymiaru farsy. Stało się to już parę miesięcy temu, gdy głównym celem „rekonstrukcji” rządu i to zdefiniowanym przez Kaczyńskiego, miało być nowe otwarcie w stosunkach z UE i coś tam się przebąkiwało o geopolityce w ogóle. Teza była prosta, nasza polska siermiężna Beata Szydło nie nadaje się na europejskie salony, potrzeba nam kogoś światowego, kto zna języki i ładnie wygląda. Podkreślam, że to teza Jarosława Kaczyńskiego.



share

Wielu ludzi w geście rozpaczy, gdy nie ma już siły płakać, zaczyna się śmiać i w taki właśnie stan przechodzę. „Niezłomny” Andrzej Duda w ostatnim miesiącu popisał się serią zachowań na poziomie małego Andrzejka ze szczepu „Motylków”. Zaczął nasz zuch od wygłoszenia kilku płomiennych mów, na temat ustawy o IPN, gdzie padł cały zestaw firmowy groźnych min i zapewnienia, że „ja jako prezydent” będę bronił dobrego imienia Polski. I jeszcze na parę dni przed głosowaniem nowelizacji w sejmie Andrzejek oświadczał, że jest to ustawa bardzo potrzebna i służąca Polsce.

Strony