Jarosław Kaczyński



share

Nie tylko lewicowe media rozdmuchały wpis „Bolka” Wałęsy, prawicowe też się dają nabrać na jeden z najstarszych numerów świata, bardzo chętnie stosowanych przez esbecję. Za chwilę przywołam słowa „Bolka” w całości, bo nie ma tego bełkotu wiele, ale wcześniej kategoryczna ocena, jakby się komuś w taki upał nie chciało czytać niczego więcej poza wstępem. Nie dajcie się nabrać na prymitywną prowokację kapusia SB, która jest klasyką gatunku i broń Boże żadną refleksją, nawróceniem, czy choćby szczerym wyznaniem. Wszystko jest hucpą, cynizmem i poniżaniem ludzi.

Co takiego naskrobał Wałęsa. Wygląda to dokładnie tak:

Bracie Kaczyński.

Za chwilę Ja i Ty wraz z naszym pokoleniem przeniesiemy się do wieczności.

Chciałbym po sobie pozostawić porządek.

Chciałbym też przenieść się pojednany z nieprzyjaciółmi.

Nawet udało mi się pojednać z Gen Jaruzelskim a z Kiszczakiem nie zdążyłem.



share

Wyzwanie Kaczyńskiego na pojedynek, to jednocześnie najstarsza i najnowsza polityczna prowokacja Tuska. No właśnie, prowokacja, nie jasno sprecyzowany projekt polityczny nie początek kampanii prezydenckiej, ale tandetna wrzutka Tuska, która pokazuje, że wszystko się kiedyś kończy. Tusk był chodzącym produktem marketingu politycznego i w najlepszym dla siebie czasie potrafił prostymi środkami ustawić całą scenę polityczną. Oczywiście nie wynikało to z talentów Tuska, ale z potęgi sprzyjających mu mediów odwalających całą robotę, niemniej jakiś materiał wyjściowy zawsze dostarczał.



share

Mało ostatnio Jarosława Kaczyńskiego w mediach i tak już było przed osławioną kontuzją kolana. Ciężko zgadywać o co tu chodzi, ale jeśli miałbym się temu procederowi poświęcić to stawiam na testy. Prezes PiS chce zobaczyć jak sobie radzą bez niego ewentualni następcy i to tacy, którzy chcą być następcami wbrew woli Kaczyńskiego, jak również ci przez Kaczyńskiego wstępnie rozpatrywani. No, ale to są tylko i wyłącznie moje intuicje, bo nie mam w tym zakresie żadnej wiedzy prócz paru plotek krążących po Warszawie. Być może rzeczywiście jest tak, że jak człowiek chory w dodatku z koniecznością hospitalizacji, to mało ma czasu i ochoty na sprawy doczesne, tym bardziej medialne.

Strony