kampania



share

Kolejny raz podkreślam, że wbrew durnym teoriom, emocje w polityce to podstawa, na emocjach buduje się politykę wewnętrzną i zewnętrzną. Uczciwie też wczoraj napisałem, że mnie dymisja Macierewicza świata nie zawaliła i zdania nie zmieniam. Więcej powiem, argumenty, jakie dookoła słyszę w obronie byłego ministra MON uważam za kalekie. Gdyby nowym szefem MON został Gowin, a nie Błaszczak, to moglibyśmy mówić o WSI, ale dokonała się wymiana na poziomie „beton” za „beton”.



share

Zacznę do dwóch przypomnień, bo domyślam się, że mało będzie chętnych, aby się zgodzić z moją tytułową charakterystyka postaci. Bronisław Komorowski jest obecny w polityce od początku III RP. Miał wzloty i upadki, ale do 2010 roku na pewno nie był synonimem obciachu, bigosu i biegania po krzesłach. Ryszard Petru, o czym mało kto wie albo pamięta, staż polityczny ma dokładnie taki sam, jak Komorowski. Zaczynał jako asystent posła Frasyniuka, a potem błądził po gabinecie politycznym Leszka Balcerowicza, z legitymacją Unii Wolności. Petru również, w co trudno uwierzyć, aż do 2015 roku nie był chodzącą kompromitacją i symbolem wpadek.



share

Istnieją takie sprawy, które śmierdzą na starcie i dlatego nie da się ich bronić chyba, że chce się roznosić smród. Powiedzmy, że mamy fundację X, a w jej zarządzie zasiada dwóch radnych partii Y i jeden rzecznik ministra tej samej partii. Powiedzmy, że do tej fundacji płynie pół miliarda złotych ze spółek skarbu państwa, będących pod zarządem partii Y. Powiedzmy, że ta fundacja organizuje kampanię za wiele milionów złotych, która „przypadkiem” całkowicie zbiega się programem politycznym partii Y. Załóżmy, że zlecenie na realizację kampanii dostaje, bez przetargu, świeżo założona spółka X, której właściciele do niedawna byli członkami sztabu wyborczego, potem pracownikami polityka partii Y, obecnie zajmującego stanowisko premiera RP. Przyjmijmy te wszystkie założenia i oddajmy sprawę w ręce obywateli, aby posłuchać, co mają do powiedzenia.

Strony