Kosecki



share

Dokonam pewnej wolty, już na wstępie, żeby najgorsze mieć za sobą. Nie mam najmniejszych, najdrobniejszych złudzeń co do kulisów wyboru prezesa Bońka. Ludzie, którzy go wybierali, promotor Greń, który go rozprowadzał, spółdzielnia z baronem Antkowiakiem, to ewidentne i nie przesłanki, ale twarde dowody. Niemniej z całej piątki Boniek jest przysłowiowym najmniejszym złem i nie można też udawać, ani wymagać wygranej w stylu orleańskiej dziewicy. Dlatego też w ramach wyjątku przymykam oczy na środki, ale tylko w sytuacji, gdy zobaczę szlachetny cel. O ile Boniek takimi, czy innymi metodami dochrapał się prezesury w konkretnym i ważnym dla piłki celu, niech mu spowiednik da rozgrzeszenie. Gorzej, gdy okoliczności wyboru wcześniej niż później zejdą się z treścią prezesury. Z chwilą wyboru prezes Boniek ma tylko dwie drogi zarządzania PZPN. Po pierwszej będzie się czołgał jak wszyscy poprzednicy, spłacając długi wyborcze i utrzymując pozycję rozdawaniem grantów.


  • Kategoria publikacji: Sport

share

Leśny dziadek, Grzegorz Lato odpadł z leśnego domku, nie będzie startował w wyborach na szefa PZPN i tym bardziej to bolesne, że najprawdopodobniej nie udało mu się nawet zebrać 15 głosów baronów. W tej sytuacji faworytami na tron leśnych dziadków okrzyczano Zbigniewa Bońka, znanego adoratora Sportfive, czytaj ebsbeka Andrzeja Placzyńskiego i posła PO Romana Koseckiego, adoratora państwa, które nieustannie zdaje egzamin. Na fali radości związanej ze słuszna degradacją Laty, chciałbym tylko sceptycznie przypomnieć, że takich euforii przeżyliśmy już kilka i zawsze kończyły się kacem. Pytanie jest proste, a właściwie pytania są dwa, bo jedno jest formalne. Co się zmieniło w strukturze decyzyjnej PZPN? Tam się znaleźli nowi ludzie, szlachetni, rozsądni, inteligentni, pasjonaci piłki? Otóż nie, Boniek i Kosecki są faworytami tego samego esbeckiego grona "działaczy", a skoro tak to warto zadać drugie pytanie.