kuchnia



share

Nieważne jak się ten bajzel zakończy, ważne co ludzie zobaczyli! Muszę się przyznać do błędu i zawracania głowy Czytelnikom. Jednym wielkim błędem były próby racjonalnego wyjaśniania chaosu, czego jak wiadomo z definicji zrobić się nie da. Mam za to żelazne alibi, chaos moich interpretacji wynikał tylko i wyłącznie z chaosu decyzyjnego wewnątrz PiS. Po 15 latach obecności w Internecie i wyrobieniu sobie jako takiej marki, nie chcę nikogo przekonywać, że docierają do mnie rozmaite informacje, które się świadomie lub życzliwie podrzuca. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, wielu chce uruchomić ciche teksty sponsorowane u „blogerów”, które będą udawać obiektywizm, bo to się najlepiej sprzedaje. W takiej akcji nigdy nie wziąłem i nie wezmę udziału, ale same informacje zostają.



share

Pan Ignacy Lajkonik stanął przed drzwiami swojego mieszkania i włożył wolną dłoń do kieszeni, by na ślepo poszukać kluczy. Wolna dłoń była wolna tylko w teorii, wisiała na niej bowiem siatka z zakupami, ale ta lżejsza. Druga dłoń kurczowo przytrzymywała wielką torbę, wyładowaną po brzegi cięższymi zakupami, w tym kilkoma bakłażanami, nabytymi na straganie niezawodnego pana Modesta. Prawdę mówiąc, pan Lajkonik ledwie dotarł do swojego bloku i z trudnością wdrapał się po schodach – tego dnia zrobił naprawdę solidne sprawunki. Ale też jak można się było oprzeć powabowi pysznych jesiennych jabłek, smakowitych championów, złotych rubinów czy wytrawnej szarej renety? Albo wielkich, żółtych gruszek lukasówek? A brukselka, szanowny Czytelniku, przyrządzana al dente, z zasmażką lub bez? A wspomniane już bakłażany, grillowane lub podsmażane? A może byśmy tak wrócili do pana Ignacego, bo stoi, biedak, pod drzwiami, i gmera w kieszeni?



share

Ponieważ trwa konkurs na bloga roku, a moja skromna stronka znajduje się w kategorii gdzie królują kotlety i sałatki – postanowiłem i ja spojrzeć dzisiaj na Historię z nieco innej strony – od zaplecza, od kuchni właśnie.

Strony