Merkel



share

Dawno tak złożonego tytułu nie spłodziłem, ale cała złożoność wynika jedynie z aksamitnie brzmiącego języka naszych niemieckich przyjaciół i za chwilę wszystko się wyjaśni. W publicystyce i zwłaszcza w felietonie używa się wielkich kwantyfikatorów, skrótów i całej masy przymiotników, ale tym razem takie zabiegi mają pełne uzasadnienie. Jeśli napiszę, że NIKT nie miał wątpliwości jak PO odniesie się do propozycji PiS związanej z reparacjami, to nie pomylę się o nikogo. Wiedziało PiS, wiedziała PO i wszyscy obserwatorzy polskiej polityki. Reakcja mogła być tylko jedna – stanowcze NEIN! Powtarzanie truizmów, że PO nie zrobi nic przeciw UE, czytaj Niemcom, a Polskę ma w najgłębszym poważaniu ma o tyle sens, że ostatnio mamy serię „patriotycznych” pozoracji. Nagle nauczyli się śpiewać hymn polski, wyjęli flagi narodowe z psich kup i nawet mówią o interesie Polski.



share

Tak żeby Niemki nie musiały jeździć „za potrzebą” do Maroka, Tunezji, czy Grecji

I przy okazji zwiększyć niemieckie PKB. Czyli niemiecki przepis na „jak zjeść ciastko i mieć ciastko”

 

Problem był taki – jak chętne na arabskie, młode ciała Niemki, które masowo co roku podróżują „za potrzebą” do „ciepłych krajów” zatrzymać w Niemczech, żeby na miejscu wydały swoje pieniądze?.

Rozwiązanie okazało się bajecznie proste, a na dodatek genialne pod względem ekonomicznym.

A mianowicie- należy Niemkom „w potrzebie” sprowadzić arabskich żigolaków do Niemiec. Oczywiście nie jakichś staruchów, ale młodych osobników. Dla "przykrycia" można pozwolić przyjechać np. kilkunastu procentom arabskich kobiet i dzieci, żeby miał kto żigolakom prać, sprzątać, gotować i po „fajki skakać”. Oraz żeby był „pod ręką” jak się nagle żigolakowi „zachce”.

 

Gdzie tu biznes?- ktoś spyta.



share

Gest w polityce to powinna być oddzielna dziedzina paranauki zwanej politologią. Generalnie unikam jak ognia analizowania tego typu bzdur, bo chociaż w życiu zachowanie człowieka mówi bardzo wiele o człowieku, to w wydaniu politycznym te analizy stały się farsą. Grono ekspertów potrafi godzinami rozprawiać o krawacie w grochy tego, czy tamtego polityka i rozbierać na czynniki pierwsze owal, kolor i rozmieszczenie grochów. W naszym krajowym wydaniu mieliśmy kilka takich speców wychowanych przez resort, jednym z nich był niejaki Tymochowicz, zwykły prostaczek, z którego wrzeźbiono fachowca od mowy ciała. W 95 na 100 przypadków nie warto się podobnymi głupotami przejmować i zajmować, ale ostatnia podnieta „salonów”, z kilku powodów jest warta uwagi.

Strony