narty



share

Historia przekazania przez Prezydenta Andrzeja Dudę nart na aukcję Fundacji WOŚP, to kwintesencja patologii życia publicznego w Polsce, która zawiera wszystkie elementy i cały schemat ogłupiania ludzi. Niby mamy do czynienia z błahostką, bzdurą totalną, ale właśnie z takich nic nieznaczących epizodów robi się w RP III rację stanu, ku uciesze gawiedzi. Zacznę od końca, jak 90% dziennikarzy i chyba jeszcze więcej komentujących w Internecie. Bez najmniejszej pompy, jakiegokolwiek zadęcia, oficjalnego komunikatu, czy nawet krótkiego „Siema”, Prezydent Andrzej Duda przekazał swoje podpisane narty na licytację Fundacji WOŚP. Zewsząd rozległy się dowcipne, pełne oburzenia i w najlepszym razie obojętne komentarze. Dowcipni darli się wniebogłosy, że „sekciarz smoleński”, „marionetka Kaczora”, „morderca demokracji” i „zamachowiec konstytucyjny” załatwił „Pisdzielców”, którzy krytykują WOŚP.



share

Trasa grudniowej podróży na narty podczas ostatniej nieobecności wiodła przez 4 kraje i liczyła sobie blisko 1800 km. Ostatnie 150 km to m.in. przepiękna widokowa szosa wzdłuż jeziora Annecy.

 

W górach bywa, że chmury podchodzą do człowieka jakby od dołu...

...i wtedy trzeba uciekać w górę - na przykład wyciągiem krzesełkowym.



share

Cała sytuacja zakrawała na cud. Wyjeżdżaliśmy właśnie zza ostrego, zasłoniętego zakrętu na górskiej drodze pełnej serpentyn, kiedy kierowca rozpędzonego z przeciwka Renault Espace pojął, że nie zdąży wyhamować przed stojącą kolumną aut, i w ostatniej chwili skręcił na nasz pas. Uratowała nas tylko przytomność umysłu i refleks Pani Quackie, która zdążyła skręcić na pobocze, po czym odbić z powrotem na jezdnię, ustawiając nasz samochód pod dokładnie takim kątem, jaki był potrzebny, żeby uniknąć uderzenia w bok – właśnie w miejsce, gdzie znajdował się wlew paliwa. Osłupiały, śledziłem wzrokiem Espace’a ze zgruchotanym przodem, kiedy w jego tylną część uderzył drugi, identyczny Espace, rozpruwając ze zgrzytem swój lewy bok jak puszkę konserw. My znajdowaliśmy się wtedy już kilka metrów dalej, oddalając się od całego zdarzenia w lekkiej histerii.

Strony