niedziela



share

Ustawa ograniczająca handel w niedzielę jest do bani z kilku powodów. Po pierwsze i tradycyjnie jest tam jeden wielki… bałagan pozwalający na rozmaite wygłupy i furtki. Trzeba do tych wszystkich komedii podchodzić z dystansem, bo co innego się odgrażać, a co innego popłynąć na grubą kasę przy otwarciu kawiarni w obuwniczym albo składziku z terakotą na dworcu, niemniej przepisy są takie jakie są. Jeszcze przed pierwszą wolną niedzielą słyszeliśmy o ewentualnych nowelizacjach, co też jest stałym elementem legislacyjnej tradycji.



share

Wrócił jeden z dyżurnych samograjów, czyli handel w niedzielę. Firmowy przedstawiciel gatunku, obozy już się potworzyły, wyświechtane argumenty fruwają w powietrzu i wiadomo, że znów nie będzie z kim pogadać. Ostatnio napisałem tekst o sekcie antyszczepionkowców, z którego nie wyjąłbym jednego przecinka, przy całej mojej antypatii i nieufności do koncernów farmaceutycznych, i się dowiedziałem, że „nie jestem w temacie”. Jak czytam albo słyszę, że „nie jestem w temacie”, to od razu widzę charakterystycznego jegomościa z przysadzistym zadkiem, który w szkole miał trzy ze wszystkiego prócz WF, ale teraz to by satelitę zbudował. Najbardziej mnie bawią te klasyczne skróty myślowe.



share

Mam dość pisania o kampanii i jestem gotów założyć się w ciemno, że zdecydowana większość Czytelników ma dość czytania o kampanii. Jedyne, co stanowi jeszcze jakąś atrakcję, to nieuzasadnione wyczekiwanie, że ktoś coś w końcu niesamowitego powie lub napisze, a wszystkim szczeki opadną. Kampania wyborcza jako żywo przypomina komentarze rozmaitych znanych piłkarzy z dawnych lat, byłych trenerów, dziennikarzy i przedstawicieli obecnej kadry piłkarskiej, którzy za tydzień wystąpią w meczu o wszystko. W ciągu tygodnia poprzedzającego mecz, 150 największych znawców wypowie 15000 niepodważalnych tez, do tego swoje deklaracje dorzucą zawodnicy i obiecają, że dadzą z siebie wszystko. Kibice słuchają tych samych wypowiedzi, ale poza konkretami, że ktoś złapał kontuzję albo nie został powołany, co oczywiście jest fatalnym błędem trenera, puszczają drugim uchem eksperckie mądrości.

Strony