nowoczesność



share

Obym się nie mylił i czegoś nie wykrakał, ale wydaje się, że przynajmniej w Polsce złoty wiek dla tęczowych zboczeńców i postępowych ideologów minął. Nie twierdzę, że wszystko jest normalne i nastał błogi spokój, ale najgorsze chyba już za nami. Jeszcze kilka lat temu istniało realne zagrożenie w postaci „dżenderyzmu”, który miał trafić do przedszkoli i szkół. Podstarzałe aktywistki, aż piszczały na samą myśl, że Polska może się zbliżyć do modelu skandynawskiego. Szczęściem do postępu nie doszło i z całą pewnością powodem jest religijność Polaków, jednak nie przeceniałbym jednego elementu, tu raczej zadziałał szerszy kontekst kulturowy. Bez względu na wyznanie i preferencje polityczne Polacy po prostu takiego ideologicznego łajna, jak wybieranie przez dzieci płci nie są w stanie zaakceptować.



share

Gdy byłem na drugim roku socjologii prawdziwą furorę robił „Big brother”, wówczas absolutna nowość w Polsce, serwowana przez TVN i prowadzona przez samego Grzegorza Miecugowa. Praktycznie na każdych zajęciach wykładowcy i studenci podejmowali temat, usprawiedliwiając się naukowymi narzędziami badawczymi. Bardzo szybko się jednak okazywało, że większość „naukowców” zaczynała mówić dokładnie w taki sam sposób w jaki rozmawiało się o „Big brotherze” na przystankach tramwajowych. W pewnym momencie ambitniejsza i zdecydowanie męska część studentów nieśmiało zauważyła, że sam program jest żenujący, natomiast nasze próby udawania naukowej ciekawości w szybkim tempie zmierzają do tego samego poziomu. Zaczęła się jatka nie na żarty, chociaż moja grupa z reguły nie wyrywała się do odpowiedzi i nie przejawiała żadnej aktywności. Pod koniec dyskusji padł żelazny argument rzucony przez koleżankę, powiedzmy Agnieszkę, bo prawdziwego imienia nie pamiętam.



share

Tak do końca nie wiem czego to jest efekt, ale gołym okiem widać, że w porównaniu do lat ubiegłych Święta przebiegają pod znakiem Świąt. Nie, nie pomyliłem się, mam na myśli to, że prawie w ogóle nie było krucjaty i walki o laicyzację Wigilii. Jak nigdy ciężko było się natknąć na kulinarny idiotyzm typu kapusta z bananem zapiekanym w cieście i ananas faszerowany śledziem z dodatkiem koziego sera. Nawet koszerne periodyki na pierwszych stronach pokazywały jak ugotować uszka i barszcz, co więcej wideo z instrukcją wyposażono w zachętę: „to bardzo proste”. Wszystkich miejsc na świcie nie obszedłem, ale w tych co byłem akcji pod tytułem: „Polscy mordercy świętują nad trupem umęczonego karpia” nie stwierdziłem. Coś tam delikatnie wspomniano, żeby się starać o tlen dla ryby, jednak nic poza tym.

Strony