nuda



share

Wracam z lubińskiej giełdy, kto nie wie o co chodzi, temu wyjaśniam, że to kopalnia socjologicznej wiedzy, miejsce gdzie dzieją się cuda. Czapki męskie oferowano za 10 złotych, a obok tej niepowtarzalnej oferty stał stolik miejscowego Franka Dolasa. Charakterystyczna zmęczona najpodlejszym alkoholem twarz. Równie charakterystyczny „uprzejmy” sposób prezentacji i zachęty do sięgnięcia po pewną wygraną. Wokół wodzireja tasującego trzy karty kręci się grupka naganiaczy, w tym dwie panie o purpurowych nosach i podkrążonych oczach. Właśnie one wykładają na stolik osiem stów i grają o wszystko. Lubiński Dolas wspaniałomyślnie proponuje, żeby się wycofały, bo przecież to cała renta. Purpurowe noski nie odpuszczają i… ogrywają mistrza ceremonii prawie do gołego.

Po chwili wracam tą samą alejką, zaopatrzony w kapcie z futerkiem i słyszę:



share

Ból twórczy dopada każdego autora, kto twierdzi, że nigdy niczego podobnego nie odczuł, to kłamie i tyle. Cały dzień miałem zajęty, musiałem zrobić kilka rzeczy naraz, a przed 18.00 trzeba jeszcze popełnić felieton. Zdecydowanie lubię tę robotę i w większości przypadków nie mam większym problemów twórczych, pisanie idzie gładko, ale bywają takie dni, jak dziś, że za chińskiego Boga nie udaje się znaleźć inspiracji. Co tam inspiracji, po prostu nie ma ciekawego tematu, który by mnie zainteresował i co najważniejsze nie pozwolił zasnąć Czytelnikowi. Ratowałem się wszystkim, co wpadło pod rękę, odwiedziłem wszystkie większe portale, zajrzałem w parę innych miejsc i nic.



share

Dzisiejsze głosowanie nad kolejną już ustawą o Trybunale Konstytucyjnym i wcześniejsze nocne debatowanie, nie wywołało większego zamieszania politycznego i medialnego. Porównując to do pierwszej ustawy można mówić o całkowitej flaucie, a na pewno nie było burzy. Zapewne szczyt NATO i mecze półfinałowe ME przyczyniły się do tej nudy, ale mam nieodparte wrażenie, że zadziałało znacznie więcej czynników. Długo się zastanawiałem dlaczego tak wytrawny polityk, jak Kaczyński nie poszedł najprostszym scenariuszem. Stary polityczny numer polega na tym, że się proceduje, proceduje, proceduje i proceduje, bez końca. Wyraziłem nawet publicznie taką myśl, aby dreptać sobie tą drogą do grudnia, gdy ze stołka wyleci Rzepliński. Prezes PiS nie posłuchał mojej rady, pewnie dlatego, że prawie wszyscy się parają udzielaniem rad Kaczyńskiemu. Nieco zwiedziony byłem zmuszony poszukać odpowiedzi, co Pan Jarek kombinuje.

Strony