odpowiedzialność



share

Politykom nie tylko nie wypada, ale wręcz nie mogą nazywać rzeczy po imieniu w takich sprawach, które dotyczą relacji pomiędzy słynnym trójpodziałem władzy. Gdyby politycy otwartym tekstem straszyli sędziów, że mają się dostosować do politycznych uwarunkowań byłby to rzeczywiście „faszyzm”, „nazizm” i Białoruś. Na szczęście nie wszyscy są politykami i na przykład co odważniejsi dziennikarze mają prawo napisać parę słów prawdy o otaczającej nas rzeczywistości, zamiast produkować okrągłe zdania pod redakcyjne potrzeby. Czytam sporo i słucham jeszcze więcej dziennikarskich wypowiedzi, ale nic podobnego nie zauważyłem. Trudno napiszę sobie sam.



share

Trzeba bardzo głęboko pogrzebać w informacjach i wyszukiwarce Google, aby dotrzeć do podstawowych faktów na temat tego co i dlaczego się działo w tajlandzkiej jaskini. Takie tematy zawsze są rozprowadzane według schematu łzawych emocji i nigdy się nie mówi, o tym, co jest niewygodne lub karygodne. Przed jaskinią, którą poznał prawie cały świat stoi jak wół tablica z ostrzeżeniem, żeby nie wchodzić do środka w porze monsunowej. Zakładam, że dwunastolatki w Tajlandii potrafią czytać, a dorośli opiekunowie to już na pewno.



share

Niczym się tak w życiu nie brzydzę, jak relatywizmem, zwłaszcza relatywizmem moralnym, co niejaki Michnik opanował do perfekcji i sprzedawał Polakom ponad 25 lat. Według tej wizji kapuś i esbek był ofiarą, a Bronisław Wildstein kapusiem. Według tej „moralności” oportunista Bartoszewski był bohaterem, a rotmistrz Pilecki mordercą. Długo można by wymieniać produkty michnikowszczyzny, ale te są wszystkim znane i dawno się znudziły. Niestety od jakiegoś czasu wyraźnie widać, że co niektórym „prawym” słynne i prześmiewcze marzenie, aby stać się Michnikiem prawicy, coraz bardziej uderza do łba. Jest to nie tylko kwestia upałów, ale zachłyśnięcia się władzą lub obecnością w otoczeniu władzy.

Strony