opozycja



share

Zaklinania rzeczywistości nie tyle należało się spodziewać, co można było zakładać w ciemno. Po konstruktywnym wotum nieufności TVN i polskojęzyczne przystawki ruszyły z „narracją”. Żadnych niespodzianek wiadomo kto „zaorał”, ale w całej propagandzie widać też mnóstwo asekuracji i braku wiary. Oglądałem jedynie kawałek debaty i niespecjalnie żałuję, niemniej widząc skróty w głównych wydaniach serwisów nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że reporterzy i realizatorzy powtarzali w montażowni jedno zdanie: „I co ja mam z tego „g” wyrzeźbić?”. Tak wyrzeźbili, że Schetyna „nie porwał”, a Kaczyński „się starzeje”. Przekładając z socjotechniki na nasze otrzymujemy jasny komunikat. Schetyna to nie Tusk, nie ma co się oszukiwać, potrzebujemy cudu albo wymiany lidera. Tyle wyszło z zaklinania, na więcej materiał nie pozwolił.



share

Zachęcając do pełnej lektury felietonu składam uroczystą obietnicę, że będę się starał spojrzeć na dzisiejszy spektakl i całą politykę z takim obiektywizmem na jaki mnie stać. Zanim się to wszystko zaczęło i ostatecznie odbyło, PO miała swoje 5 minut. Po słynnej „porażce” 27:1 narodził się pomysł, aby złożyć wniosek z konstruktywnym wotum nieufności. Jednych uprzedzałem, drugich uspakajałem, że ten absurdalny pretekst całkowicie się rozmyje po kilku tygodniach, co w sposób naturalny się stało. W międzyczasie PO wyłożyła trzy razy po 6 tysięcy złotych, aby pokazać sondaże wskazujące na „przełom”. Połączenie tych dwóch akcji: wotum nieufności plus sondaże, to składowe politycznego planu, czegoś w rodzaju ofensywy spychającej PiS do narożnika. Skutki natarcia były łatwe do przewidzenia, jedynie skala kompromitacji do dziś pozostawała tajemnicą.



share

Wczoraj Szejnfeld, najlepszy ekonomista wśród kierowników PGR-ów, zapomniał się i poleciał Komorowskim. Żenujący polityk PO oświadczył, że rodziny same mogłyby sobie finansować dowolne programy rodzinne, wystarczy zaciągnąć kredyt na ich realizację. Dzień później dziennikarka Wyborczej, Dominika Wielowieyska, przedstawiła dane z sufitu wzięte i udowadniała, że program 500+ puści nas wszystkich z torbami. Mniej więcej od półtora roku, najbardziej „elitarny” elektorat PO i Nowoczesnej nie nazywał Polaków korzystających z programu PiS inaczej, niż: zapasieni, bezzębni, alkoholicy, dziecioroby, srający na plażach bałtyckich. Przed wcieleniem 500+ w życie wszyscy, ale to dosłownie wszyscy „eksperci” krzyczeli, że po pierwsze PiS rzuca kiełbasę wyborczą, po drugie nie ma na to pieniędzy. I w takich okolicznościach przyrody w rocznicę wejścia programu w życie słyszymy niesamowite cuda.

Strony