państwo



share

Bardzo rzadko odwołuję się do wersów złotą nitką szytych i nawet, gdy piszę o patriotyzmie, Ojczyźnie, bohaterstwie, to unikam łatwizny polegającej na epatowaniu przymiotnikami. Niestety powszechność zużywa i dlatego z wielkich słów pozostają jedynie przymiotniki, rzeczowniki, czasowniki. Dziś robię wyjątek i sięgam po wielką rzecz, bo czas jest taki, że dookoła pełno środków wyrazu, zastępujących proste czyny.

Co to jest suwerenność? Bez wstydu zaglądam do wszystkich możliwych źródeł i zaczynam od języków obcych. Po francusku „souverain” znaczy tyle, co „najwyższy”, po łac. „nad; dodatkowo”. Z kolei najnowszy słownik PWN podaje tak proste definicje, że i Zofia Romaszewska powinna zrozumieć:

1. zdolność do samodzielnego, niezależnego od innych podmiotów, sprawowania władzy nad określonym terytorium, grupą osób lub samym sobą;

2. posiadanie władzy zwierzchniej



share

W polskiej debacie publicznej gnieździ się mnóstwo kalek językowych i moralizatorskich, od których treść żołądka podchodzi pod krtań. Jedną z takich kalek jest kombatanckie alibi. Z chwilą, gdy ktoś znany z czegoś, palnie oczywistą bzdurę albo co gorsze popełnił haniebny czyn, niemal wszyscy komentatorzy budują wstępniaki. Szanuję człowieka za jego dorobek, ma piękny życiorys, ale… Takie mdłe alibi pojawia się prawie zawsze i dotyczy prawie każdego, od Wałęsy, przez Frasyniuka, aż po jakiegoś przepitego piłkarza, który kiedyś strzelił dla Polski gola. A zatem, cytując klasyka, czniam wstępniaki! Czniam zamierzchłe zasługi w obliczu konkretnej szkody.



share

Nigdy mnie nie interesowało klepanie brawek w stadzie, a już szczególnie mnie irytuje podpinanie się pod efekciarskie akcje i łatwe cele. Wczoraj tygodnik „Sieci”, który prowadzą bracia Karnowscy, przyznał Juli Przyłębskiej tytuł „Człowiek Wolności 2017”. Jak się łatwo domyślić każdy bywalec internetowych forów zdążył się w tej sprawie wypowiedzieć i wyrazić swoje oburzenie albo zachwyt. Nie mieszczę się w żadnej kategorii, nic mnie tu nie oburza i nie zachwyca, staram się patrzeć na to zjawisko pragmatycznie. Takie laury i nagrody z definicji powinny być przyznawane za nadzwyczajne osiągnięcia i samo się narzuca pytanie, cóż nadzwyczajnego osiągnęła Prezes TK?

Strony