patriotyzm



share

Tekst o Orbanie był infantylny, emocjonalny i pozbawiony merytorycznej oceny. Czy ten pakiet recenzencki coś przypomina? No mnie bardzo, a najbardziej poranne sms-y do członków partii kierowane z centrum politycznego. Zacznijmy od podstaw, bo jak widzę i czytam, hasłowość i właśnie infantylność, w połączeniu z kibicowaniem, przykurzyła rozumy nawet wybitnie inteligentnych ludzi. Z jaką sytuacją mamy do czynienia i kto bierze udział w grze? Po jednej stronie klęczy przywódca małego 10 milionowego kraju, po drugiej siedzi car Rosji Radzieckiej. Obaj gracze skupieni wokół stołu zaczynają rozmawiać o interesach. Jaki biznes miał do zrobienia Orban? Tutaj zaczyna się pierwszy dramat i śmieszność kibiców Orbana. Otóż ten geniusz Balatonu miał do załatwienia, w skali interesu narodowego, absolutny banał. Chodziło o głupi kontrakt gazowy na kilka lat za głupie trzy miliardy. Putin wziął ze sobą tylko ten jeden argument, resztą mu się nawet nie chciało grać.



share

Furorę robią banany i już prawie miałem się brać za sklecenie kilku zdań, ale widzę, że jak zwykle z głupoty zrobiła się krucjata w obronie wartości. Zamiast zdań napiszę parę słów. Wbrew niektórym prawicowym sądom uważam, że rzucanie w Murzynów bananami czyni małpy, ale z zrzucających. Razi mnie prymityw w każdej postaci i nie w tym jest problem, że czarnoskórzy piłkarze biegają po europejskich boiskach, ale w tym, że z biologii robi się najgłupszą ideologię równie głupio traktowaną językiem nowomowy i terminem multikulti. Gest piłkarza Barcelony nie tylko mi się podobał, ale wręcz mnie zachwycił, facet ma jaja i klasę, ale oczywiście białe, żółte, czerwone i czarne małpy, które zaraz zrobiły z tego wielką kampanię „tolerancji” są widokiem wybitnie żałosnym. Z bananowym kiczem pseudointelektualnym nie mam większych problemów, ale ostatnie wyczyny Maleńczuka wprawiają mnie w niemały dysonans poznawczy.



share

Nie wiem czy ktokolwiek będzie zainteresowany moimi deklaracjami, w końcu tytuł i początek tekstu trąca tą nieznośną manierą znanych i lubianych, którzy zawsze i wszędzie czują nieodpartą chęć wskazania właściwej drogi fanom. Przepraszam jeśli na starcie tak wypadłem, ale obiecuję, że w środku i na końcu będzie normalne, po ludzku i nawet jak to się zwykło mówić „dla przeciętnego Kowalskiego”. Legitymacji „współczesnego endeka” nie podpiszę z kilku zasadniczych powodów, ale każdy z nich z osobna też wyklucza podpisanie. „Współczesnym endekiem” nie zostanę, bo przede wszystkim nie umiem w sobie wzbudzić sympatii do Rosji Radzieckiej, co jest warunkiem podstawowym, aby stać się członkiem tej grupy wolnomyślicieli. Przy całym krytycyzmie dla mafijnie urządzonych USA i dla europejskiego internacjonalizmu, nieustająca za wroga numer jeden mojej Ojczyzny uważam Rosję Radziecką rządzoną przez bandytę z KGB.

Strony