Polacy



share

Socjolodzy i psycholodzy rytualnie obwieszczają, że w okresie świątecznym Polacy są dla siebie gorsi niż na co dzień. Nerwowość, pogoń za zapomnianym majonezem, wyprzedzanie na trzeciego, walka na parkingu. Ziarnko prawdy w tym jest, ale jak z każdą ideologicznie sterowaną diagnozą, bo oczywiście większość naukowców wyznaje „liberalną demokrację”, trzeba zachować spory dystans do prawd objawionych. Warto jednak zajrzeć, przed świąteczną beztroską, do własnych serc, sumień i rozumów, żeby się nie pogubić. Wkradło się między Chrześcijany sporo nerwowości – bieganiny za majonezem i jak to zwykle bywa, sypią się wielkie kwantyfikatory. Ktoś zdradził, ktoś się zasłużył, ktoś zagraża Ojczyźnie, komuś media wyprały mózg.



share

Ze sto tysięcy razy przypisywano mi rozmaite neologizmy z mową nienawiści na czele, ale dziś pierwszy raz piszę tekst, którego sednem jest nienawiść. Przyznaję otwarcie, nie umiem kłamać, że was nienawidzę. Słowo dobrałem precyzyjnie, nie chodzi o to, że się z wami nie zgadzam, że mam odmienne zdanie, że wyznaję inny system wartości. Po prostu was nienawidzę, za to kim jesteście, co robicie i przede wszystkim za to ile zła wyrządziliście. Nienawidzę politruków z Wyborczej, szczerą, niekłamaną nienawiścią, czasami zmuszam się do pogardy, ale w tym nie ma uczciwości intelektualnej, jedynie dyplomatyczny erzac. Nienawidzę was politrucy z TVN, tak samo, jak nienawidzę dresiarzy bijących swoje konkubiny, jak nienawidzę pijanych karczków wulgarnie zaczepiających kobiety na chodniku. Nienawidzę was politycy PO, Nowoczesnej i pochodne "autorytety", zmuszałem się do antypatii, ale nie pomogło, czuję się uczciwy wobec siebie tylko wtedy, gdy was nienawidzę.



share

Odpoczniemy od polityki? No dobrze, nie tak do końca, ale dziś będzie o życiu i potrzebach życiowych. Nie ma dla mnie gorszej katorgi niż to, co się przydarza każdemu Polakowi raz na jakiś czas. Trzeba kupić samochód! Stare Tico małżeńskie wyczerpało swoje możliwości, a gdy się mieszka pod lasem i to takim, gdzie się dosłownie asfalt kończy, bez samochodu prawie się nie da. Piszę prawie, bo połowę życia spędziłem na wsi i jakoś się dało, ale wiadomo, człowiek nie świnia, do dobrego szybko się przyzwyczaja. Odkąd pamiętam samochód zawsze był polskim luksusem, a pamiętam strasznie zamierzchłe czasy, w których za jazdę samochodem w polu się odrabiało.

Strony