politycy



share

Kompletnie mnie nie zajmuje los biednych dzieci w Mozambiku, Gwatemali i z brazylijskich faweli (slumsy). Wstaję rano, piję kawę, jem śniadanie i myślę co będę robił za chwilę. Nie chce mi się umyć zębów, drapie się po tyłku i powiewa mi to, że dzieci w Afryce nie mają co jeść. Siłą obojętności ciągnę do obiadu i znów zalewają mnie poważne dylematy. Wypadałoby pozmywać naczynia, ale czy nie lepiej wyłożyć sobie nóżki na pufie i poczytać co tam słychać w Internecie? I tak do kolacji błąkam się tu i tam bez żadnej refleksji nad ciężkim losem kalek, którym urwało nogi na azjatyckich polach minowych. Do północy gapię się w telewizor, pocieram prawą dłonią prawe ucho, piję wodę niegazowaną prosto z butelki i bez najmniejszego wyrzutu kładę się sapać. Wstaję rano, jem śniadanie…



share

Przykładów na to, co się dzieje w sądach RP III mamy każdego dnia pod dostatkiem. Zwykle sprawy dotyczą krzywdzenia tak zwanych „zwykłych obywateli”, którzy w sądach mają dla wielu sędziów mniejszą wartość niż długopis służący do podpisywania wyroków. Trzeba przyznać rację, a właściwie nie ma sensu dyskutować z opinią, że każdy kraj zmaga się z patologią w sądownictwie, ale w RP III skala i wymiar patologii jest naprawdę oryginalny. W krajach nazywanych zachodnimi z reguły wygląda to tak, że wysoko postawiony polityk albo w ogóle nie staje przed sądem albo staje w celach PR-owych i po uniewinnieniu robi za męczennika. Taką patologię znają chyba wszyscy i sympatia „zwykłych obywateli” nigdy nie leży po stronie wyniosłych, bezczelnych polityków. Jak to wygląda w Polsce? Zacznijmy od tego, że jako praktyk doskonale znam ból pozwanego/oskarżonego, wiem też, że wynik procesu można poznać już w momencie, gdy wylosujemy sędziego.



share

Wczoraj nie było felietonu i co mnie cieszy, część Czytelników poczuła się zawiedziona. Zdarzyło się tak pierwszy raz od wielu lat, za co przepraszam i niestety kiepskie mam usprawiedliwienie. Mówiąc krótko wpadłem w niedyspozycję żołądkową, między innymi po wizycie w Lubinie. Pojechałem do siedziby KGHM na zakupy i akurat trafiłem na wielkie święto mieszkańców, którzy kłębili się wokół straganów postawionych w ramach „Dni miasta Lubina”. Lubię miejskie festyny, dla mnie to prawdziwa socjologiczna kopalnia, godzinami potrafię chodzić i podsłuchiwać nastroje społeczne, obserwować zachowania grupowe i masowe, bo to jednak coś innego. Co widziałem to opiszę i zacznę od topografii miasta. Klasyczny układ budowli, jakie powstały w ciągu 25 lat wolności. Dokładnie nie mierzyłem, ale wydaje mi się, że kwadrat, gdzie „dzieje się wszystko” ma bok o długości góra 2 km. I co znajdziemy w kwadracie?

Strony