polityka



share

Starzy polityczni wyżeracze nie podniecają się jak nastolatki pierwszą randką, ale są niczym doświadczony małżonek z kilkudziesięcioletnim stażem, który na pamięć i bez słów wie, co współmałżonek knuje. Wczorajsza sekwencja politycznych zdarzeń w odniesieniu do rocznicy wybuchu II Wojny Światowej i corocznych obchodów na Westerplatte wskazuje, że Adamowicz dał się złapać jak nastolatka. Całkowicie błędna jest diagnoza, że to „Budyń” rozpętał medialną zadymę. Nic podobnego zadyma zaczęła się od pełnej oburzenia wypowiedzi Mariusza Błaszczaka.



share

Teoretycznie mamy sezon ogórkowy, czyli taki czas w mediach i w polityce, w którym rozpaczliwie szuka się tematów. W sezonie ogórkowym dziennikarze modlą się, żeby jakiś lew uciekł z ZOO albo chociaż krowa zaszła w ciążę z koniem. Czasami „dobry los” przynosi jakieś nieszczęście i wtedy się okazuje, że innych nieszczęść na świecie już nie ma. Tak się stało z pożarami, które weszły na top wydarzeń. Tymczasem rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej, w Polsce nie ma żadnego sezonu ogórkowego, przeciwnie toczą się sprawy najwyższej wagi państwowej.



share

Każda propaganda z natury rzeczy jest komiczna i żałosna, ale jeśli dysponuje aparatem siłowym lub odpowiednio steruje społecznymi emocjami, ma swoją siłę i skuteczność. W czasach PRL-u, do czego tak chętnie odwołują się politycy, dziennikarze i „nowocześni” obywatele, Polacy nie mieli żadnego adekwatnego narzędzia, aby dać odpór temu, co przedstawiały zmonopolizowane reżimowe media. Nie tylko nie było Internetu, ale nie było nic poza powielaczami, a i to pojawiło się w rozsądnych ilościach dopiero u schyłku PRL-u.

Strony