praca



share

Proszę się nie obawiać nie będzie kolejnego felietonu o tym, co komo wolno, a kogo za to samo nazywa się nazistami. Nie będzie, bo nie ma sensu się katować, wszak istnieje taki mechanizm obronny, który się nazywa wyparcie. Jeśli czegoś nie jesteś w stanie zaakceptować to udawaj, że sprawy mają się zupełnie inaczej. Generalnie taką postawę należy zaliczyć do równi pochyłych, ale od czasu do czasu dla zdrowia psychicznego i ochrony organizmu, człowiek musi się uciekać do oszukiwania samego siebie. Tak też zamierzam zrobić i jeszcze, jak nigdy, chcę oszukać Czytelników.



share

Człowiek myślący zawsze czuje się rozdarty, bo co do zasady rozpieszczanie polityków równa się połowie samobójstwa obywatela i to nie jedyna moja rozterka. Mam jeszcze inny dylemat, taki publicystyczny. Grzechy publicystów są powszechnie znane i na czele trzeba wymienić: asekurację, schematyczność przekazu lub siłowe doszukiwanie się oryginalności, głównie w sobie. Kiedy się pisze o nagrodzie Beaty Szydło przyznanej przez Beatę Szydło nie sposób uniknąć zarzutów i któryś z grzechów na pewno zostanie autorowi przypisany, ale mnie te publiczne rachunki sumienia nie ruszały i nie ruszą nigdy.



share

Wrócił jeden z dyżurnych samograjów, czyli handel w niedzielę. Firmowy przedstawiciel gatunku, obozy już się potworzyły, wyświechtane argumenty fruwają w powietrzu i wiadomo, że znów nie będzie z kim pogadać. Ostatnio napisałem tekst o sekcie antyszczepionkowców, z którego nie wyjąłbym jednego przecinka, przy całej mojej antypatii i nieufności do koncernów farmaceutycznych, i się dowiedziałem, że „nie jestem w temacie”. Jak czytam albo słyszę, że „nie jestem w temacie”, to od razu widzę charakterystycznego jegomościa z przysadzistym zadkiem, który w szkole miał trzy ze wszystkiego prócz WF, ale teraz to by satelitę zbudował. Najbardziej mnie bawią te klasyczne skróty myślowe.

Strony