Prezydent



share

Nie ma już żadnych wątpliwości, obrazy z ekranu są tak wymowne, że wystarczy parę zdań, aby nie tyle zdemaskować, co podsumować najnowszy projekt „salonu”. Komorowski ma ponownie zostać prezydentem, ale koniecznie w I turze wyborów. Przygotowano w tym celu kilka umów i będę się upierał, że pierwsza to zgoda Komorowskiego na przewał PSL w wyborach samorządowych. Ceną za ten wielkopański gest będzie poparcie PSL dla Komorowskiego albo wystawienie jakiegoś Jakubasa. Ostateczna decyzja dawno zostałaby podjęta, ale z powodu wewnętrznych rozgrywek w PSL, Piechociński musi udawać, że jest liderem inaczej wymieni go Pawlak albo Kalinowski. Komorowski nie czeka na gotowe i poprzez sztuczki księgowe pomaga PSL-owi podjąć właściwą decyzję. Mało kogo to zainteresowało, ale partia „chłopska” ma poważne problemy z rozliczeniem kampanii w PKW, które jak wiadomo wybrał sobie Bronek.



share

To zadziwiające, ale pierwszy czarnoskóry prezydent supermocarstwa Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej jest ciągle nierozszyfrowaną enigmą.  Większość dotyczących jego życia ważnych dokumentów jest utajniona i chroniona  przez dobrze płatną armię prawników. Próżno nawet szukać aktu małżeństwa jego rodziców, jego własny odpis aktu urodzenia uznawany jest za podróbkę (dochodzenie szeryfa Joe Arpaio), nie ma  dostępu do jego świadectw szkolnych (Indonezja, Hawaje), świadectwa chrztu, czy aktu przyjęcia amerykańskiego obywatelstwa po powrocie z Indonezji.



share

Od wczoraj wiem dokładnie, co muszą czuć spóźnieni bohaterowie, którzy usiłują wejść na karty historii przy pomocy retuszu w stylu stalinowskim. Jedną, czy drugą, głowę zawsze da się domalować lub wymazać, ale to tylko kicz mitologiczny pozbawiony treści. Trzykrotnie przygnębił mnie film „Prezydent” i pierwsze przygnębienie dotyczy właśnie historycznego retuszu. Pamiętam doskonale czas prezydentury Lecha Kaczyńskiego, stałem wówczas tam gdzie stało ZOMO i dopiero rzutem na taśmę doznałem olśnienia, ale było już za późno, za kilka miesięcy samolot rozbił się pod Smoleńskiem. Wyjątkowo parszywe uczucie, świadomość uczestniczenia w zbiorowej głupocie i przede wszystkim w zbiorowej podłości. Patrzę na prezydenturę Lecha Kaczyńskiego z perspektywy ówczesnego zomowca i jedyne, co mogę zrobić, to nie zmieniać historii, dla mnie marnej, dla Kaczyńskiego co najmniej godnej. Drugie przygnębienie dotyczy całej machiny ustawiającej klocki na właściwych miejscach.

Strony