Prezydent



share

To zadziwiające, ale pierwszy czarnoskóry prezydent supermocarstwa Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej jest ciągle nierozszyfrowaną enigmą.  Większość dotyczących jego życia ważnych dokumentów jest utajniona i chroniona  przez dobrze płatną armię prawników. Próżno nawet szukać aktu małżeństwa jego rodziców, jego własny odpis aktu urodzenia uznawany jest za podróbkę (dochodzenie szeryfa Joe Arpaio), nie ma  dostępu do jego świadectw szkolnych (Indonezja, Hawaje), świadectwa chrztu, czy aktu przyjęcia amerykańskiego obywatelstwa po powrocie z Indonezji.



share

Od wczoraj wiem dokładnie, co muszą czuć spóźnieni bohaterowie, którzy usiłują wejść na karty historii przy pomocy retuszu w stylu stalinowskim. Jedną, czy drugą, głowę zawsze da się domalować lub wymazać, ale to tylko kicz mitologiczny pozbawiony treści. Trzykrotnie przygnębił mnie film „Prezydent” i pierwsze przygnębienie dotyczy właśnie historycznego retuszu. Pamiętam doskonale czas prezydentury Lecha Kaczyńskiego, stałem wówczas tam gdzie stało ZOMO i dopiero rzutem na taśmę doznałem olśnienia, ale było już za późno, za kilka miesięcy samolot rozbił się pod Smoleńskiem. Wyjątkowo parszywe uczucie, świadomość uczestniczenia w zbiorowej głupocie i przede wszystkim w zbiorowej podłości. Patrzę na prezydenturę Lecha Kaczyńskiego z perspektywy ówczesnego zomowca i jedyne, co mogę zrobić, to nie zmieniać historii, dla mnie marnej, dla Kaczyńskiego co najmniej godnej. Drugie przygnębienie dotyczy całej machiny ustawiającej klocki na właściwych miejscach.



share

Ni stąd ni zowąd szerokie gremium medialne nagle zaczęło się interesować moimi poglądami i opiniami w obrębie wybranych zagadnień http://www.gaze... Póki co zainteresowania mają charakter pewnej takiej nieśmiałości, gdyż gremium zwraca się do mnie per Piotr W., zamieszkały we wsi pod Chojnowem. Proszę się nie krępować i jak to jest w zwyczaju internetowym walić po imieniu Piotrek, dla przyjaciół Matka Kurka, ewentualnie Wielbłąd – kumple z podstawówki będę wiedzieć o kogo chodzi. Proszę, by redaktorzy GW więcej nie pisali do mnie i nie telefonowali z prośbą, abym się odniósł do własnych poglądów, których potem na łamach GW nie rozpoznam. Nie dysponuję też aktualnym zdjęciem toples, na rozkładówkę z czerwoną ramką gazety.

Strony