Prezydent



share

Od wczoraj wiem dokładnie, co muszą czuć spóźnieni bohaterowie, którzy usiłują wejść na karty historii przy pomocy retuszu w stylu stalinowskim. Jedną, czy drugą, głowę zawsze da się domalować lub wymazać, ale to tylko kicz mitologiczny pozbawiony treści. Trzykrotnie przygnębił mnie film „Prezydent” i pierwsze przygnębienie dotyczy właśnie historycznego retuszu. Pamiętam doskonale czas prezydentury Lecha Kaczyńskiego, stałem wówczas tam gdzie stało ZOMO i dopiero rzutem na taśmę doznałem olśnienia, ale było już za późno, za kilka miesięcy samolot rozbił się pod Smoleńskiem. Wyjątkowo parszywe uczucie, świadomość uczestniczenia w zbiorowej głupocie i przede wszystkim w zbiorowej podłości. Patrzę na prezydenturę Lecha Kaczyńskiego z perspektywy ówczesnego zomowca i jedyne, co mogę zrobić, to nie zmieniać historii, dla mnie marnej, dla Kaczyńskiego co najmniej godnej. Drugie przygnębienie dotyczy całej machiny ustawiającej klocki na właściwych miejscach.



share

Ni stąd ni zowąd szerokie gremium medialne nagle zaczęło się interesować moimi poglądami i opiniami w obrębie wybranych zagadnień http://www.gaze... Póki co zainteresowania mają charakter pewnej takiej nieśmiałości, gdyż gremium zwraca się do mnie per Piotr W., zamieszkały we wsi pod Chojnowem. Proszę się nie krępować i jak to jest w zwyczaju internetowym walić po imieniu Piotrek, dla przyjaciół Matka Kurka, ewentualnie Wielbłąd – kumple z podstawówki będę wiedzieć o kogo chodzi. Proszę, by redaktorzy GW więcej nie pisali do mnie i nie telefonowali z prośbą, abym się odniósł do własnych poglądów, których potem na łamach GW nie rozpoznam. Nie dysponuję też aktualnym zdjęciem toples, na rozkładówkę z czerwoną ramką gazety.



share

Wybory w USA były dla mnie mało interesujące, nie widziałem większych różnic między dwoma tworami medialnymi, które się prześcigały w wypowiadaniu „śmiesznych żartów”. Chcąc być precyzyjnym i nie chcąc popadać w populizm, jakieś tam różnice oczywiście dostrzegam. Ubawiłem się wystąpieniem pierwsze czarnego, który na jednym oddechu wspomniał o „gejach” i powierzył Amerykę Bogu Wszechmogącemu. Z pewnym podziwem patrzyłem na kolejnego białego, który pogroził władzy radzieckiej i napomknął o polskim sojuszniku, chociaż jedno i drugie należy czytać jako jeden ze „śmiesznych żartów”. Pewnie da się zauważyć, że pierwszy czarny to taki Kwaśniewski dla ubogich, tylko za większą kasę przysposobiony do czarnej roboty, a kolejny biały miał swoje naturalne wpadki i zachowania. Nie równałbym też obu panów na płaszczyźnie obyczajowej, biały bardziej mi odpowiada, pomimo sekciarskiej przynależności.

Strony